joanna.ludmila@googlemail.com :
Wyjeżdżam jutro z samego rana do Trójmiasta. O 16 mamy spotkanie mojej klasy na Monciaku w Sopocie. Wracam do Berlina w poniedziałek. A ponieważ za chwilkę wybiegam na urodziny mojego przyjaciela Olafa, nie mam teraz nawet za bardzo czasu, żeby poczytać Wasze komentarze z ostatniej doby. Musicie się uzbroić w cierpliwość troszkę jeszcze. Może odezwę się w niedzielę, a jak nie to najpóźniej po powrocie.
Po małej rozmowie z aidecoe stwierdziliśmy, że przydałaby się mała kulturalna dyskusja na temat jak powyżej. Tak, tak, temat wałkowany tysiąc razy i przedmiot dowcipów. Ale zaczynam właśnie na uczelni powoli coraz więcej programować. Poza tym ciąglę piszę coś w LaTeX-u, ostatnio też w XHTML-u i CSS-ie. Przydałby się jakiś porządny edytor, do którego niekoniecznie trzeba używać myszki.
Otóż sprawy mają się tak: ja nie wiem, co czym przeważa, co ma jakie zalety, a jakie wady. Chętnie się dowiem. Piszcię proszę, co Wam ślina na język przyniesie. Zastrzegam tylko, że liczę na konkretną dyskusję, popartą porządnymi argumentami, a nie obrzucanie się błotem. Zastrzegam sobie możliwość moderacji. Mam nadzieję, że kilka osób się odezwie i napiszecie mi:
Dlaczego wybrałem/-łam Emacs-a.
Dlaczego wybrałem/-łam vi(m-a).
Lub też: dlaczego nie.
PS: Jeśli macie jakieś szczególne uwagi, komentarze, linki itp, typu jaki plug-in warto, to koniecznie też, poproszę.
Spojrzałam dziś w lustro i się zdziwiłam. Zobaczyłam kobietę. Siebie. Kobietę. Dojrzałą. Dorosłą. Odważną. Samodzielną.
Jak wiele się zmieniło w ostatnich miesiącach. Jak ogromną przemianę przeszłam. Jak wiele myśli zmieniłam. Jak wiele nawyków zmieniłam. Jak wiele lęków przepracowałam. Jak wiele rozmów za mną. Jak wiele pracy w to włożyłam. To wiem tylko ja i kilka najbliższych mi osób.
Nie jestem już tą małą wylęknioną dziewczynką. Nie jestem już Słoniulem, choć może to brzmiało słodko.
Jestem kobietą. Sobą. Kobietą. Dojrzałą. Dorosłą. Odważną. Samodzielną.
I tak niech zostanie.
Tym razem mam na myśli Greasemonkey. Myślałam, że to taka kolejna joggerowa moda, której nie chciałam się tak łatwo poddać. Dzisiaj sobie jednak zainstalowałam kilka skryptów i jest błogo... Wszystkie adresy, maile itp. są od razu zamieniane na linki. Google rozszerzone o kilka fajnych ficzerów. Na last.fm mam dodatkowe statystki, a także informacje, co kto z moich „friends” i „neighbours” słuchał ostatnio. Ukrywam Google AdSense na wszystkich stronach (dakilla i kilka innych osób muszą mi to wybaczyć :) ). Na razie chyba tyle. Za dużo też nie chcę ładować, bo mi się firefox będzie wieszał (tak było już kiedyś, gdy miałam AdBlocka, niestety musiałam odinstalować, bo ff nie dało się zamknąć inaczej niż przez kill).
Nastawiłam pranie i zadowolona wróciłam do komputera. Po ok. godzinie puka do mnie moja współlokatorka i pyta, czy wiem, że z pralki leci woda. No to ja pobiegłam do kuchni. Okazało się, że drzwiczki od pralki były źle zamknięte, bo między się między nie a uszczelkę dostał rękaw od mojej bluzy. No i wyciekała ciurkiem woda. Na całe szczęście robiłam małe pranie i nie było dużo wody. Udało się wszystko powycierać i nie zalać sąsiadów.
Komunikat o błędzie wyglądał tak:
C/C++ indexer problem:
preprocessor inclusion not found:
stdio.h in file
/home/joanna/workspace/test/test1.c
on line: 1.
Dodam jeszcze, że moja pierwsza linijka kodu wyglądała następująco:
#include <stdio.h>
Znaczy się, po mojej stronie wszystko powinno było być ok. Facet od ćwiczeń poradził mi, jak wyłączyć ten indexer. Teraz eclipse działa. Sprawdziłam. Ale chyba jednak pozostanę przy Anjucie. Lubię proste rozwiązania. A nie tworzenie całego projektu do skompilowania programu, który wypisuje w konsoli moje imię.
Też mi działa!!! Dzięki, shu, zmotywowałeś mnie! Wprawdzie jak robię projekt to coś jest nie tak, ale kompilacja pojedynczych plików nie jest żadnym problemem. Teraz to dopiero miodzio: Ctrl+S, F11, F3 i już mogę się cieszyć moim programem.
Niech się Eclipse schowa. Konsola mi działa. I to mi na razie wystarczy! :P
Wczoraj wyszłam po tym, jak zostało podane pierwsze zadanie. Szkoda mi było czasu wczoraj na pisanie programu, który ma wyświetlić moje imię w konsoli.
Ale dzisiaj pojawiły się już bardziej zaawansowane zadania, więc, żeby się rozgrzać i wprawić postanowiłam zrobić prace domowe dzisiejsze. Skutek: od trzech godzin próbuję uruchomić jakiekolwiek środowisko programistyczne, inne niż edytor + konsola, choć zapewne na tym się skończy. Ponieważ nie zgłębiłam jeszcze tajników make'a, miałam nadzieję, że takie IDE zrobi to za mnie. I tak wypróbowałam już świetnie zapowiadającą się Anjutę. Niestety jakimś cudem nie potrafię jej zmusić do stworzenia... pliku wykonywalnego. W związku z tym nie wiem, czy mój program działa. Wypróbowałam KDevelop. Ale nie ustawił ścieżki jak trza i mówi, że nie będzie mógł działać, a ustawienie tego ręcznie dzisiejszego wieczora przekracza moje kompetencje. Skutek: ściągam z Internetu właśnie Eclipse, przed którym się tak broniłam. Może się uruchomi. Dodam tylko, że o północy zamierzam leżeć w łóżeczku i smacznie chrapać. Mam nadzieję, że choć jeden program napiszę do tego czasu.
Jak dobrze!!! W międzyczasie dorobiłam się irokeza na głowie. Przez 10 minut byłam punkówą. Ale zgoliliśmy. Dokumentacja fotograficzna została. Postaram się w najbliższych dniach opublikować foto na drugim poziomie.
Dodałam sobie przed chwilą statystyki stat4u, no i napsuły mi w moim XHTML 1.0 Strict. Miałam wkleić jakiśtam kod, żeby mogli zliczać wejścia na stronę. Wkleiłam na razie. Stronka się przestała walidować. Nie mam teraz czasu już na zmianę kodu, bo wybiegam, więc na razie pozostaje niezwalidowana. :( Wszelkie zmiany w kodzie trzeba z nimi konsultować, na co też teraz nie mam czasu. Zajmę się tym jutro. Albo pojutrze. Albo kiedyś.
Zaraz wsiadam na rower i jadę do mojego Ukochanego na golenie. :) Już od miesiąca nie poprawiałam fryzurki i dorobiłam się całego centymetra w włosów na łepetynie. Nie mogę się już doczekać aż znowu będę miała 3mm. Jedyny minus, że znowu będzie głowa marzła na wietrze. :P
Mój Ukochany wraz z koleżanką, z którą robił projekt, zrobili dziś dla kilkorga znajomych wieczór z włoskim jedzonkiem, w podziękowaniu za pomoc przy tymże projekcie (notabene na temat szkoły we Włoszech). Postanowiłam się dołączyć również do szykowania jedzonka i w tajemnicy przed wszystkimi (w tym przed gospodarzami) upichciłam w domku pierwszy raz w życiu i przyniosłam na imprezkę tiramisu. Oto źródło przepisu. A to i sam przepis (drobne modyfikacje pochodzą ode mnie):
Składniki:
- 200–300g serka mascarpone
- 3 jajka
- 20–30 podłużnych biszkoptów
3 łyżki cukru2 łyżki cukru- 2 filiżanki mocnej kawy
- 3 łyżki alkoholu (najlepszy jest likier Amaretto lub Grand Marnier, ale może też być zwykła wódka zmieszana z zapachem migdałowym)
- szczypta soli
- gorzkie kakao
Przygotowanie:
- Wymieszać alkohol z kawą
, dodać 2 łyżki wody. Odstawić do ostygnięcia.- Żółtka ukręcić z cukrem, stopniowo dodawać ser.
- Z białek i szczypty soli ubić pianę na sztywno i dodać do masy żółtkowo- serowej.
- Moczyć biszkopty w kawie z alkoholem krótko.
- Kłaść warstwy:
biszkopty–masa serowa–biszkopty–masa serowa.- Całość posypać przesianym przez sitko kakao i chłodzić 6–12 godzin. (Moje Tiramisu stało w lodówce ok. 3–4 godziny i było pyszne!)
Goście byli, ogólnie rzecz biorąc, zachwyceni :). A ja razem z nimi. Tylko chyba trochę z ilością przesadziłam, bo zrobiłam podwójną porcję...
Najwyraźniej tytuł notki z latarnikiem wyborczym nie spodobał się mojemu RSS-owi. Jak próbuję wyświetlać go w FF to mi się pojawia błąd. Nie wiem, czy chodzi mu o –? Jak wyświetliłam RSS-a tylko z ostatnią notką (count=1) to wszystko było ok. Co mam zrobić, żeby to działało?
Zapracowana ze mnie istota...
Przegapiłam. Nie wiedziałam, że będą już w najbliższy weekend i za późno się zgłosiliśmy do ambasady. W związku z tym przepadło i nie możemy głosować. Przynajmniej w najbliższych. Przy prezydenckich lepiej się postaramy, obiecuję. Nie spełnię więc tym razem obywatelskiego obowiązku. Niedobrze.
Nie wiedziałam, że będą już w najbliższy weekend i za późno się zgłosiliśmy do ambasady. W związku z tym nie możemy głosować. Przynajmniej w wyborach do sejmu i senatu. Możemy jeszcze się zgłosić do wyborów prezydenckich. Co też zapewne uczynimy.
Właśnie zainstalowałam nowe rozszerzenie do Firefoxa i się rozpłyyyywam. Nazywa się Web Developer. Powalidowałam sobie joggera czym się dało. Okazało się, że jest bardzo nie friendly jeśli chodzi o dostosowanie dla „acessibility”, tzn. np. dla przeglądarek tekstowych, głosowych itp. Trzeba będzie nad tym popracować.
Dostałam cytat z irca. Źródło jest tutaj. A po przetłumaczeniu i lekkim skróceniu brzmi to mniej więcej tak:
- Osoba_1: Mam tu taki program do hackowania, którym mogę w ciągu pięciu minut skasować Twój twardy dysk, tylko podaj mi swój IP.
- Osoba_2: Proszę bardzo: 127.0.0.1
- Osoba_1 has left the channel (timeout)
Obejrzyjcie jeszcze koniecznie T-Shirt, który jest na zdjęciu na tej stronie
Ten wątek założyłam głównie dla siebie, żeby móc zapisywać sobie zmiany na moim joggerze. Może się kiedyś przydać. Być może przeniosę go na inny poziom, chyba, że spotka się z jakimś zainteresowaniem.
25.09.2005: Dodałam statystyki.
20.09.2005: Po drobnych poprawkach w kodzie strony udało mi się zmienić jej typ z XHTML 1.0 Transitional na Strict.
13.09.2005: Założyłam joggera w domenie http://ja-joanna.jogger.pl, pierwsze prace nad stronką. Wyszukałam szablon „Kubrick”, zmodyfikowany i dostosowany dla joggera przez Patrysa i dostosowałam dla swoich potrzeb. Dodałam m.in. zamianę adresów internetowych w komentarzach na linki, kolorowanie nicków znajomych osób, przycisk dodania joggera do „śledzonych”...
c.d.n.
Kocham poranki, mówiłam już?
Nigdy dotąd nie używałam Opery. Od trzech lat na moim komputerze króluje Mozilla [Firefox]. Nigdy nie testowałam Opery, nie wiem za bardzo, jakie ma zalety poza tym, co mi się obiło o uszy. Wiedziałam tylko, że ma banery, co było wystarczającym minusem względem FF, żeby jej nie używać.
W związku z tym, że Opera właśnie banery zlikwidowała, mam pytanie do jej użytkowników: czy ma Opera coś takiego, czego nie ma FF, co mogłoby mnie przekonać chociażby do przetestowania? I czy warto poświęcić jej czas?
Nie śpię od wczoraj od 12:30 z dwugodzinną przerwą. Tak, mówię o południu. Zastanawiam się, kiedy zacznę mieć zwidy. Jakoś tak wyszło, że jak już się położyłam do łóżka (bo ten sen to był przy filmie na kanapie, oczywiście), miałam nagle taki myślotok i pomysły, co mogę jeszcze zrobić, że nie mogłam zasnąć. Strasznie się z tym męczyłam, więc wstałam, zjadłam śniadanie – dochodziła 7 dzisiaj rano – i zabrałam się do roboty. :) I tak przez cały dzień dzisiaj. Aczkolwiek muszę przyznać, że choć nastrój mam bardzo radosny, to jestem zdeczko otępiała i nie zawsze wiem, co się do mnie rozmawia. Jestem gotowa raczej na pracę odtwórczą niż twórczą, i – jaka szkoda! – nie byłam w stanie znowu pouczyć się do psychologii społecznej. Zaraz zanurzę się w wannie gorącej wody z pianą pachnącą kokosem, a potem jeszcze książeczka (aktualna lektura – Pachnidło Patricka Süskinda, napiszę o niej później) i spać.
Edit, 19.09.2005, 8:54: Byłam wczoraj tak zmęczona, że leżałam w łóżku ze dwie godziny i przewracałam się z boku na bok – nie mogłam zasnąć. Zmusiłam się jednak, żeby w tym łóżku zostać i w końcu odpłynęłam. A teraz jem śniadanko i już jestem rześka. Zaraz wychodzę do pracy.
Zachwyciłam się tymi selektorami w CSS-ie i już mam opcję kolorowania nicków w komentarzach, ale niestety tylko u osób zalogowanych, czyli takich, u których można wyróżnić odnośnik. Czy ktoś potrafiłby mi napisać, jak odróżnić osoby, które nie są z joggera (ale które używają stałych nicków). Próbowałam tak jakoś: .commentlist cite:contains("Imię") {color: green;}, ale to nie działa niestety. Przynajmniej nie udało mi się. Dodam, że nick w komentarzach u mnie pojawia się właśnie między tagami <cite></cite>.
Dodatkowo jeszcze pytanie, czy da się jakoś rozróżnić tekst, który jest np. na początku między znacznikami <h2></h2>.
Edit, 20.09.2005, 12:05:Dzięki Marcoosowi mam już skrypt JS, który robi to, co chciałam. Chcę jeszcze dokładnie przygotować to, czemu to ma służyć i wtedy się pojawi tutaj.
Włączyli mi ogrzewanie!
Edit, 20 września 2005, 23:37: Musiałam założyć rękawiczki wracając na rowerze do domu od kolegi.
Dotarłam przed chwilą do buggera, odkrywając przy tym przyczynę, dlaczego joggerowcy nie mogą logować się przy pomocy tego formularza umieszczonego w menu obok. Przyczyna jest prosta: BO TAK. A poważnie to zostało już zgłoszone jako błąd i mam nadzieję, że zostanie jakoś rozwiązane. Trochę głupio, że jedni się muszą logować tu, a drudzy gdzie indziej.
Z 16 kwietnia 2004 roku, godzina 3:57, gdy znowu nie mogłam zasnąć:
Nie piję kawy.Wszystko co jem i piję sprzyja mojemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu.
Nie jem słodyczy.
Uprawiam sport.
Nie siedzę w Internecie.Wszysko, czym się zajmuję, służy mojemu najwyższemu dobru.
Kocham siebie, swoje ciało.
Jestem tylko jedna i tylko raz!
Dbam o siebie.
Śpię 7–8 godzin.
Moja figura jest bez zarzutu.
Jestem zdrowa i silna.
Psychicznie i fizycznie.
Moje mięśnie są wyćwiczone.
Ufam im bezgranicznie.
Podnoszę głowę do góry i prostuję plecy.
Odważnie idę przed siebie i zdobywam to, co chcę.
Mam ciekawą, satysfakcjonującą pracę. Dostaję wystarczającą ilość pieniędzy.
Jestem niezależna.Jestem wolna!
Koncentracja na nauce przychodzi mi z lekkością i łatwością.
Jestem dobrze zorganizowana i mam czas na realizację wszystkich planów.
Spełniam moje ambicje i cele.
Jestem dobra w tym, co robię.
Stawiam poprzeczki na właściwej wysokości.
Mówię płynnie po niemiecku, angielsku i po polsku.
Jestem dobra dla innych ludzi. Rozglądam się dookoła. Zauważam potrzeby innych i pomagam, gdy mogę.
Szukam sposobów, nie powodów.
Otwieram serce.
Współczuję.
Jestem wrażliwa.
Kocham.
Wybaczam.
Wspieram.
Słucham.
Słucham otwartym sercem.
Wypełnia mnie i ogarnia spokój.
Nazywam swoje prawdziwe uczucia.
Szukam w sobie prawdy i odpowiedzi na pytania.
Ufam swojej intuicji.
Słucham głosu serca.
Jestem cierpliwa i spokojna.
Rozsiewam dobre fluidy.
Jestem dobra dla natury, która mnie stworzyła.
Dziękuję Bogu za dach nad głową i każdy posiłek.
Szanuję każdą ludzką pracę, w tym swoją.
Uważam nowego joggera za otwartego. Dołożyłam wszelkich starań, żeby wyglądał dobrze i dołożę starań, żeby się dobrze czytało. Nie będę dalej rozwijać starego pamiętnika, ponieważ czasy się zmieniają, a ja razem z nimi. Jednakże zostawiam dla potomności. Do starych wpisów można się dostać przez menu tego joggera. Mam nadzieję, że sparrow nie skasuje „Słoniula”. ;) Zastrzegam, że w najbliższym czasie nowy jogger może jeszcze ulegać lekkim modyfikacjom. Dotyczy to zarówno dopieszczania wyglądu jak i treści notek. Bardziej intymne wpisy będą zarezerwowane wyłącznie dla zalogowanych czytelników. To dotyczy również zdjęć.
Miłego czytania!
Wiele osób, które znalazły moje wypowiedzi w Internecie o studiach w Niemczech pytało się mnie o moje doświadczenia mniej lub bardziej szczegółowo. Ponieważ za każdym razem musiałam klecić nowego maila, postanowiłam zebrać te informacje w jednym miejscu i umieścić je tutaj. Gdybyście mieli jakieś pytania jeszcze, piszcie je w komentarzach, postaram się odpowiedzieć. Zaznaczam, że tekst poniżej jest wyłącznie oparty na moich doświadczeniach i nie przejmuję odpowiedzialności zarówno za aktualność danych jak i zastosowanie ich przez Was. Podzielę temat na kilka punktów, żeby łatwiej było się zorientować. Zamieszczone tu linki nie mają służyć reklamie, a jedynie celom informacyjnym.
Ważna informacja: gdy ja zdawałam na studia do Niemiec był rok 2003 i Polska nie była jeszcze w Unii. Wszelkie rady, które mogę dać dotyczą starych regulacji. Zdaję sobię sprawę, że w międzyczasie kilka elementów całej procedury się zmieniło, m.in. nie są już w ogóle potrzebne wizy na studia. Mimo wszystko załączam tą część informacji, dla potomnych.
www.flickr.com
|