joanna.ludmila@googlemail.com :
Prowadziłam dziś w pracy szkolenie dla mojego działu. Tematem była typografia, a dokładniej mikrotypografia. Muszę przyznać, że bardzo jestem z siebie zadowolona. Dostałam od razu zamówienie na następne trzy wykłady. :) Mam poczucie, że urosłam trochę w oczach szefowej i współpracowników, co mnie – nie powiem – baardzo cieszy. :) Prezentacja została przygotowana oczywiście (jakżeby inaczej!) w LaTeX-u, za pomocą klasy beamer. Były później komentarze, że dopiero teraz widzą, jaka to różnica, jak jest dobra typografia i jak się przestrzega reguł i jak to ładnie wygląda. Podczas zebrania po moim wykładzie szefowa zleciła dwóm kolegom przygotowanie ulotki reklamowej na temat naszego działu, po czym dodała, że koniecznie mam się do nich dołączyć i poprawić ulotkę, żeby ładnie wyglądała. :)
Tymczasem wczoraj już wyłączyli mi w domu Internet (choć miał być do dzisiaj). Termin przeprowadzki przesunął się z soboty na niedzielę, bo nie dostaliśmy samochodu na sobotę. Już od poniedziałku powinien działać telefon. Całe szczęście, że się już wyprowadzam, bo w moim pokoju przestało działać ogrzewanie i temperatura waha się w granicach 18 stopni, czasem w nocy spada do 17, co nie jest zbyt przyjemne.
Ktoś ostatnio się użalał, że się mój jogg źle wyświetla w czytniku RSS, bo w jednym z tytułów zamiast &#8211; było – i przez to wywalał się błąd XML-a. Poprawiłam już felerny tytuł. Mam nadzieję, że więcej błędów nie ma. Jakby co, dajcie znać w komentarzu. Poprawiłam też kod notek i powinno się już ładnie walidować. Jakoś nie miałam głowy do poprawek wcześniej. Nie sprawdziłam jeszcze notek z ukrytych poziomów, ale nie wiem, jak to łatwo zrobić z Web Developerem operowym. <leń>A nie chce mi się przeklejać kodu.</leń>
Stało się: testuję Operę. Zarówno jako przeglądarkę jak i klienta poczty i grup dyskusyjnych. Czasem trochę za dużo wodotrysków na raz, ale ogólnie przyjemnie się pracuje. Tylko jak na razie jeden bug, ale w zasadzie dość poważny: gdy loguję się na joggera na głównej stronie i przechodzę do mojego joggera, nie jestem niby zalogowana, w każdym razie nie pojawiają się notki z wyższego poziomu. Ale gdy w pasku wpiszę adres do panelu kofiguracyjnego, jestem ciągle zalogowana. Dziwne trochę. Jak na razie Opera mnie powaliła swoimi kategoriami przypisywanymi do maili. Na coś takiego czekałam od lat! Tylko zupełnie nie rozumiem, czemu nie ma w niej opcji filtrowania maili przychodzących i przenoszenia ich do innych katalogów! Można nałożyć „filtr”, ale jest to tylko rodzaj widoku, wysortowującego wiadomości, a mi nie o to chodzi.
Edit: Ponieważ notka o Operze również się nie pojawiła, sprawa się wyjaśniła. Opera ciągnęła jogga z cache'a, a nie z Internetu.
Na poziomie trzecim pojawiła się notka z moim nowym adresem (pocztowym!). Jeśli jej nie widzisz, a uważasz, że z jakiś względów powinieneś, wiesz, co masz robić.
Kochani, ponieważ dużo do roboty w związku z planowaną za dwa tygodnie przeprowadzką, szukanie mieszkania, pakowanie i mnóstwo się dzieje na uczelni, postanowiłam na dwa tygodnie lub trochę dłużej zrobić sobie przerwę w pisaniu tutaj i w odwiedzaniu jogger.pl/Waszych joggerów. Jeśli będzie się działo coś ważnego, to na pewno dam znać, ale to wyjątkowo. Możecie do mnie pisać w komentarzach lub na JID, postaram się odpisywać w miarę możliwości czasowych. Przestaję również śledzić wszystkie joggi, więc się nie dziwcie. Ale mam Was wszystkich w RSS-ach. Czytanie powiadomień o nowych notkach zajmowało mi o wiele za dużo czasu i wyłączanie co chwilę migającego okienka było koszmarnie denerwujące.
Nie wiem też jeszcze, kiedy dorobimy się Internetu w nowym domku, ale mam nadzieję, że nastąpi to w dość krótkim czasie od wprowadzki.
To tyle. Do zobaczenia!
Usiadlam sobie ot tak, dla zabawy przy maku u mnie na uczelni. Ten akurat ma jakis gigantyczny, panoramiczny monitor. Tak duzy, ze jak patrze na jego lewa strone to nie widze prawej ;) A przynajmniej nie ogarniam calosci wzrokiem. Ale cacuszko. I to odwzorowanie kolorow! No po prostu cudo. Ja tez tak chce...
Pobawiłam się trochę moim motywem gnomowym (jak mi się już przegrzało to i owo przez implementowanie stringów). Całość jest teraz w tonacjach raczej białych (pulpit ma czarne tło). No i znalazłam ciekawe literki, wyświetlają się teraz w nazwach plików na pulpicie i jako tytuły okien.
Efekt można podziwiać oczywiście. Tu:
Rozmawiałyśmy trochę przez gg i... zadzwoniłam do niej. Nie mogłam się powstrzymać. :) Rozmawiałyśmy godzinę. Tak się cieszę! Znowu wrócił do mnie jej głos. Tyle czasu już minęło. A z drugiej strony wydaje mi się, jakby to znowu wczoraj. I Fil żyje i ma 21 lat już!
PS: Program działał bezbłędnie i godzinę przed północą wysłaliśmy go z Olafem przez Internet. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak go zrobiłam.
Stworzyłam strukturę, która może przechowywać dowolnie dużo dowolnie długich stringów. Dodatkowo stworzyłam funkcje do dodawania ich do listy na końcu, na dowolnej pozycji, łączenie dwóch list ze sobą oraz sortowanie. Właśnie skończyłam funkcję do sortowania (wybrałam bąbelkowe) i działa! Mam nadzieję, że nie namieszałam z licznikami i że poza testowymi przypadkami, które działają, będzie również działać. To, oraz kontrola błędów, a także dokładne komentarze są jeszcze do zrobienia. Czas mam do północy i wygląda na to, że zdążę. Za pół godziny ma wpaść do mnie Olaf, z którym teoretycznie piszę program. Tak naprawdę, to on się zajął naszą grupową pracą z teoretycznej informatyki, a ja właśnie programem. (Trochę mi stylistyka szwankuje.)
Właśnie znowu napisała do mnie Kasia. Na gg. Radość mnie rozpiera!!!
Siedzę sobie w domku, przy moim biurku. Sama jestem, Elena pewnie znowu powędrowała do swojego faceta. Rozwiązuję zadania na Praktyczną Informatykę III. I idzie gładko nawet. W tle leci sobie cicho moja ukochana Trójka, której tak mi tu brakuje, a którą, jak już pisałam, udało mi się włączyć przez Internet.
Jutro kolejnych kilka mieszkań obejrzymy. Tak jakoś pozytywnie jest.
Jeszcze tylko zaimplementuję sortowanie, dokończę przechwytywanie błędów i dopiszę komentarze i program będzie gotowy. Termin oddania dzisiaj (niedziela) o północy. Przez Internet, rzecz jasna.
Udało mi się wreszcie uruchomić Trójkę przez Internet pod moim Linuxem!!! Jejejeje! Nareszcie jak w domu! :D Od wielu miesięcy próbowałam i ciągle nie działało. No to teraz się będzie działo. Byle tylko nie przerywało, ale na razie się na to nie zapowiada, a ja na łącze moje też nie mogę narzekać.
Mam zasubskrybowaną lokalną grupę dyskusyjną mojej uczelni, która dostępna jest tylko przez NNTPS. Dziwnym trafem, mogłam czytać na niej maile, ale z wysyłaniem był zawsze problem. Dwa posty udało mi się wysłać, ale przy tych samych ustawieniach w tej chwili ciągle nie idzie. Thunderbird wysyła, wysyła, wysyła... i nic. Czasem mówi, że przekroczono czas. A czasem nic nie mówi.
Ponieważ jest superważne, żebym mogła na tą grupę pisać, próbowałam to jakoś lepiej pokonfigurować. I tu właśnie wyszedł na jaw psikus. Zainstalowałam najnowszego Thb i zaczęłam przeglądać jeszcze raz konfigurację mojego konta usenetowego oraz smtp. I co się okazało? Thunderbird przechowywał owe grupy dyskusyjne nie w moim katalogu mojego profilu, ale w katalogu profilu innego użytkownika! Mniejsza o to, że tym innym użytkownikiem byłam kiedyś ja. Ale ja się pytam, jak to się stało?! Szczególnie, że grupę zasubskrybowałam sobie już po tym, jak zmieniłam nazwę użytkownika i mój domowy katalog.
A wracając jeszcze na chwilę do NNTPS, to problem polega na tym, że pod Linuxem nie ma za dużo programów, które taką funkcjonalność oferują. Mamy jeszcze możliwość się „wtunelować” i połączyć przez NTPS, tym razem bez użytkownika i hasła. I to też próbowałam wczoraj wieczorem robić. Ale na razie zatrzymałam się na etapie konfiguracji stunnel i pana.
stunnel.conf wygląda tak:
$ cat /etc/stunnel/stunnel.conf
# najpierw plik zawierający certyfikat CA:
#CAfile = /etc/stunnel/cacert.pem
# teraz Twój plik z kluczem dla stunnel
#cert = /etc/stunnel/stunnel.pem
# włączamy logowanie (przynajmniej na początek) dla naszego programu
#debug = 7
#output = /var/log/stunnel.log
# potem katalog, w którym zostanie "zamknięty" stunnel (chroot)
chroot = /var/run/stunnel/
# następnie plik, w którym trzymany będzie PID programu:
# jest to ścieżka względna - do chroot (poprzedniego parametru):
pid = /stunnel.pid
# następnie użytkownik i grupa na prawach kogo działać będzie stunnel
setuid = nobody
setgid = nogroup
#Config for news and Email
debug = 7
output = log.txt
client = yes
options = all
RNDbytes = 1024
RNDfile = random.bfa
RNDoverwrite = yes
ciphers = +TLS:DHE-RSA-AES256-SHA:DHE-DSS-AES256-SHA:AES256-SHA:DES-CBC3-SHA
[nntp]
accept = 127.0.0.1:8119
connect = news.informatik.hu-berlin.de:119
delay = no
stunnel jest wywoływany tak: stunnel -r 119 (Może tu robię jakiś błąd?), po czym po wywołaniu komendy netstat -a | grep informatik otrzymuję to:
tcp 0 0 192.168.2.100:43782 hahn.informatik.h:nntps ESTABLISHED
Wygląda na to, jakby się łączył. Niestety pan wydaje się na to nie reagować. Ustawiam:
- adres: 127.0.0.1
- port: 8119
- limit połączeń: 2
- serwer wymaga uwierzytelnienia: nie
W zamian dostaję Błąd odczytu z gniazda
i jeszcze parę nie znaczących nic raczej komunikatów o błędach. Szkoda, że to nie chce działać, bo jakoś Thb jako czytnik poczty nie bardzo mi odpowiada.
PS: W międzyczasie wygląda na to, że nowy Thb 1.5 RC1 zaskoczył i udało mi się wysłać testową wiadomość na grupę. :) przynajmniej na local.test.
[2005-11-11 19:46:13] <numergg>: Czesc Asiu, mowi Kasia K. z Kanady wsrod dawnej korespondencji znalazlam list od Ciebie i postanowilam Cie odnalezc
Szczęka mi do ziemi opadła... Nie widziałyśmy się chyba z 10 lat! Z Kasią się przyjaźniłam bardzo, jak byłyśmy małe, a potem ona wyjechała za ocean. Od tamtej pory spędziłyśmy raz ze sobą wakacje i raz rozmawiałyśmy przez trzy minuty przez telefon... Śniła mi się nawet czasami i szukałam jej w Internecie, jak się okazuje, ona mnie też:
[2005-11-11 19:47:15] <numergg>: wpisalam Twoje nazwisko w google
A więc jednak się przydała na coś moja pisanina internetowa. I jak widać dobrze się stało, że nie poszłam na basen, choć M. i F. bardzo, bardzo nalegali, żebym poszła z nimi, bo beze mnie „to tylko połowa przyjemności”, jak stwierdziła F.
Ale cieszę japę!!!
Kasiu, jeśli czytasz to teraz, dziękuję, że szukałaś.
Z okazji obronienia doktoratu przez jednego z współpracowników, mieliśmy dziś małe spotkanie przy kawie i pączkach. Kilkanaście osób. Rozmowy o różnych rzeczach. Jakże się zdziwiłam, jak nagle wyłonił się temat aborcji. Ale nie w sensie dyskusji o tym, czy to dopuszczalne, czy nie. Koleżanka (trzydziestoletnia mniej więcej) mówiła o tym, jak w wieku maturalnym zaszła w ciążę i zgłosiła się do – uwaga – poradni aborcyjnej! Zupełnie mi szczęka opadła, po pierwsze dlatego, że mówiła o tym tak, jakby opowiadała o tym, co jadła na śniadanie, po drugie dlatego, że reakcja innych była taka, jakby koleżanka opowiadała o tym, co jadła na śniadanie, po trzecie dlatego, że istnieją tu poradnie aborcyjne. Inna sprawa, że – jak się okazuje – głównym ich zadaniem jest przekonanie delikwentki do urodzenia dziecka... Jak wspomniała owa koleżanka, podobno na każde stwierdzenie jej i wątpliwość pani z poradni miała gotową odpowiedź. Żeby było jasne, córeczka koleżanki jest prześliczną dziesięciolatką, półkrwi Włoszką. Poznałam ją niedawno. Narysowała nam królika na tablicy, który się teraz do mnie codziennie uśmiecha.
Nie chodzi mi w tej notce o dyskusje na temat aborcji, czy pozwalać, czy nie pozwalać. Chodzi mi tylko o zwrócenie uwagi na to, że MOŻNA rozmawiać o tym. Że temat jest NORMALNY. Jest kontrowersyjny, rzecz jasna. Ale istnieją na tym świecie, którzy potrafią jeszcze rozmawiać na ten temat. Którzy potrafią przyjąć do wiadomości, że ktoś chciał usunąć dziecko, nie odwracając się od tej osoby kompletnie. Taka atmosfera normalności, jaka panowała w naszej kuchni dzisiaj, totalnie mnie zaskoczyła. I życzyłabym sobie takiej atmosfery w dyskusji na ten temat w każdym kręgu. Atmosfera zrozumienia, otwarcia na drugiego człowieka, jego poglądy i jego sytuację. Atmosfera tolerancji i akceptacji.
Mam strukturę:
typedef struct stringBufferStruct {
char *textS;
/* ... */
} stringBuffer;
Deklaracja funkcji:
void stringBufferAppend(stringBuffer* buffer, char* text);
Wiem już na pewno, że buffor jest inicjowany prawidłowo i że zmienna tekstowa jest przekazywana prawidłowo, ALE na tym fragmencie program się sypie:
strcpy(newItem->textS, text);
Podczas wykonywania programu dostaję komunikat: Naruszenie ochrony pamięci
. I koniec.
Jakieś wskazówki? Bo ja już przeczytałam cały DevHelp w temacie kopiowania stringów i nic. Czyżby przeszkadzało mu to, że to jest struktura? Jeśli tak, to jak inaczej wsadzić text do newItem->textS???
Za Waszą radą przerzuciłam – na razie tylko służbowe – maile z popa3 na imap. Jezuuu, czemu ja wcześniej tego nie zrobiłam, toż to cudowne!!! Zaraz zamierzam zrobić to samo dla moich maili prywatnych, tylko nie wiem, czy mam tyle miejsca na uczelnianym dysku. :) Najwyżej trzeba będzie trochę posprzątać...
Mój serwer uczelniany wprawdzie nie oferuje żadnej możliwości webowego dostępu do katalogów imapu, ale może może mnie to tym bardziej zmotywować do skonfigurowania mutta (nie znam komputera, który nie miałby możliwości połączenia się przez ssh – przynajmniej wśród tych, z których korzystam najczęściej), bo na razie jakoś się za to nie zabrałam.
Ale najpierw skończę zadanie z praktycznej informatyki (dzięki, shu, za pomoc, chyba jeszcze się do Ciebe zgłoszę...).
Spełniam wakacyjne postanowienie – na Sylwestra jedziemy do Kazimierza Dolnego na obóz jogi. Zaliczka już wpłacona, więc to już w zasadzie pewne. Chyba, że coś się nam odwidzi (zrezygnować możemy jeszcze przez ponad miesiąc bez żadnych konsekwencji. Na koniec link do relacji z obozu jogi sprzed roku oraz inne opinie o poprzednich wyjazdach sylwestrowych z Joga! Centrum Adama Bielewicza.
PS: Dodam jeszcze, bo na pewno nie wszyscy wiedzą, że w sierpniu spędziłam tydzień na wyjeździe z jogą z tego ośrodka właśnie i było cudnie. Codziennie samych ćwiczeń było po 4,5 h, do tego taniec serca prowadzony przez Olę Mieszczanek, medytacje i pyszne wegetariańskie jedzonko. A może ktoś się chce dołączyć???
Marzy mi się mysza z ogrzewaniem. Klawiatura też może być. Po kilku godzinach spędzonych przy komputerze w bezruchu moja prawa ręka zamienia się notorycznie w sopel lodu. Nie pomaga nawet na maksa odkręcone ogrzewanie... Może sprawię sobie w którymś momencie rękawiczki bez palców. Toż to nie do wytrzymania.
Update: Poproszę coś takiego na urodziny. Albo na gwiazdkę. Albo bez okazji.
[23:18:50] ja_joanna: chyba muszę iść spać
[23:18:56] ja_joanna: skoro w Twojej literówce
[23:18:59] ja_joanna: skońcvzyłam
[23:19:05] ja_joanna: widzę parametry wywołania tara
Hurra! Mój program na praktykę z informy kompiluje się na uczelnianym serwerku (sprawdziłam przez ssh!). Jest szansa na pełnię punktów. Umiem już zrobić stos w C jako lista. Hurra! Może jeszcze będzie ze mnie informatyk. :)
Kupiłam sobie i łyknęłam trochę glukozy i już mi lepiej. Piszę sobie programik i nawet stos zaczął działać! Jeszcze tylko wystarczy okomentować i już mogę się zabierać za następne zadanie!
Mam wielką ochotę wziąć udział w „konkursie” na nowe logo jogga. Nie chodzi o konkurs, ale o powrót do zabawy literkami. Od kilku dni przygotowuję szkolenie o typografii do mnie do pracy i tak mi się znowu zachciało coś robić w tym kierunku.
Zerujemy liczniki, zaczynamy szukanie od nowa. Tylko czemu mam doła od samego rana i chce mi się ryczeć?!
Wiem, że teraz mam już nie gdybać i nie porównywać każdego następnego mieszkania z tym, którego już nie będzie, ALE, baardzo trudno nam będzie znaleźć coś tańszego. I taka jest prawda. I wiem, że jeśli znajdziemy coś, co będzie tylko 20–30€ tańsze to będziemy się wściekać, bo to żadna różnica prawie, a za 20€ więcej już moglibyśmy się zaraz wprowadzać do Włoszki.
Wychodzę z domu. Idę oglądać kolejne mieszkanie. Chyba piętnaste.
Jak podała Gazeta, spalono pięć aut w dzielnicy Moabit. Całe szczęście to po drugiej stronie Berlina ode mnie. Ciekawe, jak to się dalej rozwinie. Może lepiej nie wiedzieć?
Tamta długa notka została przeniesiona na drugi poziom, bo troszkę mi zaśmiecała jogga, a została stworzona głównie po to, żebym mogła sobie ułożyć myśli.
Decyzja została podjęta: zrezygnowaliśmy z obu tych mieszkań i są już odwołane. Ustaliliśmy nowe warunki i pułap cenowy. Szukamy od nowa. Może być z prysznicem.
Wymiękam... zapisałam się na pl.comp.sys.macintosh i sobie przeglądam wątki. Trafiłam na to: <diilu8$ivp$1@news.onet.pl>. Długa dyskusja, żeby ostatecznie stwierdzić:
Nadawca: kinga@[...] (s@ntee)
Data: 12 Oct 2005 12:29:07 +0200
(...)
Podlacz wszystko, zamknij klape powerbooka i odczekaj sekundke, potem kliknij mysza albo klawiaturka.
Komp sie wlaczy i bedzie pracowal z zewnetrznym monitorem.
Prościej się nie da! Przecież to cudowne! Jak to jest, że zawsze jeśli chodzi o Maki to długo się szuka rozwiązania, a potem się okazuje, że najciemniej jest pod latarnią...
Wczorajszy wieczór był inny niż zwykle. Zamiast siedzieć przy kompie do późnej nocy, wyłączyłam go już przed jedenastą. Długo jeszcze rozmawiałam z Magdą, po czym ok. 0:30 zaczęłam ćwiczyć jogę. Chyba po raz pierwszy od sierpnia robiłam to sama w domu, a nie tylko w grupie na zajęciach. Jejku, jak cudownie było wczoraj! I leżałam potem w łóżeczku i czytałam o leczniczych właściwościach kakao. :) W tle leciało znowu „Celtic dreams”. Zasnęłam spokojnie. Co ważniejsze, byłam sama w domu i nawet tego za bardzo nie odczułam...
Może wyjdę jeszcze na ludzi? Może jest szansa na znormalnienie. ;)
Mamo! Poszukiwany link do tego artykułu o kakao, który mi kiedyś wydrukowałaś. Wiesz, gdzie go szukać?
Nareszcie udało mi się gdzieś opublikować foty z naszego spotkania klasowego, które odbyło się w Sopocie pierwszego października. Można je oglądać tutaj
Nie sądziłam, że to kiedyś napiszę, ale chyba szukam programu, który mógłby mi zastąpić Thunderbirda, zarówno pod Linuxem (w domu) jak i pod Windowsem XP (w pracy). Trace już do niego powoli cierpliwość. Wraz z wzrostem ilości zachowanych wiadomości, mimo tego, że są posortowane po podfolderach, jego efektywność i prędkość spada diametralnie. W tej chwili działa już strasznie wolno. W domu to jeszcze pół biedy, bo komputer i tak mam wolny, ale maile nie są takie duże. Ale w pracy niektóre podfoldery mają po 20 MB i nie mam jak ich zmniejszyć, bo archiwum mi się bardzo przydaje. Wiele mail zawiera duże załączniki, stąd takie objętości.
Do użytku domowego rozważałam nawet jakiś program w trybie tekstowym, wtedy mógłby od biedy nawet działać na ssh z mojej uczelni i miałabym wszystkie maile dostępne z zewnątrz w jednym miejscu. Jest kilka ważnych punktów, który ów program musi spełniać:
Przydałby się jakiś fajny czytnik pod Ubuntu... Thunderbird jest trochę marny w tym względzie. Ma jednak jedną zaletę – obsługuje nntps, które jest konieczne do czytania jednej grupy z mojej uczelni. Niestety, z tego, co się zorientowałam, trochę kiepsko to wygląda wśród innych programów pod Linuxem. Na całe szczęście mam tu też ssh i przez ssh mogę się dostać na uczelnię, a używając jakiegoś czytnika tekstowego (jakiego?) mogę czytać tą grupę przez nntp bez s :). Przydałaby się możliwość jakiegoś filtrowania, blacklista, czy coś takiego, nie mam aż takiego dużego doświadczenia z grupami, a raczej z czytnikami, więc nie wiem, czego fajnego mogę oczekiwać.
Również by się przydał. Ostatnio wypróbowywałam jakiś taki pierwszy, który mi wpadł w ręce, był w pakietach Ubuntu. Niestety wyświetlał wpisy w sposób tak nieapetyczny (jakieś wielkie litery na czarnym tle) i poza tym nie miał za dużo funkcji, że mi się odechciało go używać. Google Reader na razie jest Beta i tak też się zachowuje. Jak już ktoś (Riddle?) zdążył zauważyć, czasem pojawia się „Loading” i tak już zastyga. Poza tym zachowuje posty z dawno już nie subskrybowanych grup (czyżby miał zamiar zbierać CAŁE archiwum postów???), a także już przestarzałe wiadomości. Flock też się jako czytnik RSS za bardzo nie nadaje, choćby dlatego, że nie można za bardzo ręcznie podać kanału, a działa tylko to, co przynależy do jakieś strony i jest w dodatku podane w <head>.
Znowu byliśmy u Włoszki. I wyszliśmy tacy uśmiechnięci. Wszystko rozstrzygnie się w poniedziałek o 13:00. Nadal proszę, trzymajcie kciuki. Będzie pięknie!!!
www.flickr.com
|