joanna.ludmila@googlemail.com :
Takie właśnie były. Był czas na wspólne gotowanie. Był czas na siedzenie w samotności. Był czas na filmy, spacery. Na radość i taniec do muzyki z „Monsunowego wesela” z Mamą. Na zabawę z Dudkiem też był czas. Nie było czasu na złość, narzekanie, gotowanie 50 potraw, które się potem na siłę wpycha do żołądka. Cieszę się z takich Świąt. Jak widać można i tradycyjnie i spokojnie zarazem. Cieszę się z czasu spędzonego z Jasiorem przy wspólnym odkrywaniu Mac OS X-a.
Teraz jestem w Warszawie. Jutro wyruszam do Kazimierza Dolnego z moim Ukochanym. Będziemy przez sześć dni ćwiczyć jogę.
Notke piszę z mojego nowego Power Booka. :DDDDDDDDDDDDDDDDD Juppij i dziękuję fundatorowi... :)
Jutro do Polski. Już się cieszę.
Wiem, że się niecierpliwicie, ale to jeszcze trochę potrwa. Aktualnie nie mam Internetu w domu i nie mam za bardzo czasu na korzystanie z niego na uczelni. Przeprowadzka była udana, powoli urządzamy nasze nowe mieszkanko, które jest IMHO śliczne... :) Telefonu też jeszcze nie mam w domu, bo przy remoncie mieszkania zapomnieli założyć nam gniazdko. Nadrobią pewnie w przyszłym tygodniu. Z ciekawostek to mamy niewypoziomowany brodzik od prysznica i na razie się nie dorobiliśmy do niego drzwi, co powoduje, że po każdym myciu na podłodze powstaje gigantyczna kałuża. Poza tym drzwi wejściowe są niemal tekturowe, w związku z tym przepuszczają w obie strony każdy najmniejszy dźwięk i wpuszczają dużo zimna do mieszkania. Także mimo tego, że sporo grzejemy, nie jest u nas za ciepło.
Kuchnia ma już jedną ścianę pomalowaną na żółto, sypialnia jest łososiowopomarańczowokremowożółta (tak, istnieje taki kolor!). Rozpakowałam jak dotąd pięć pudeł i posuwam się dalej do przodu codziennie. Biurko i komputer są już na swoim miejscu ;)
www.flickr.com
|