joanna.ludmila@googlemail.com :
Zaczęłam na poważnie sezon rowerowy. Od kilku tygodni jeżdżę już na rowerze, ale, m.in. z powodu kłopotów z kolanem, trochę się do tej pory oszczędzałam i częściowo zabierałam rower do metra. Dzisiaj po próbie chóru (tak! śpiewam w chórze od lutego!) koleżanka zaproponowała wspólną jazdę do domu na rowerze. I się dołączyłam, a z nami jeszcze jeden kolega. Właśnie zmierzyłam, że było to 9,5 km, a jechałam chyba ok. 50 minut. Cóż, za szybko to nie jest, ale na moim miejskim rowerku i z moją kondycją trudno o szybszą jazdę. Sprawia mi to jednak ogromną radość i przyjemność.
Chętnie bym na uczelnię rowerkiem pomykał, ale mam dwa razy dalej, a jedyny sprawny rower nie ma przerzutek. W sumie rower fajny jest.
Nasz rower niezbyt sprawny, teraz do roboty mam trochę za daleko (15km, rowerem pewnie trochę mniej), a od czerwca będę miał za blisko (kilkaset metrów). A tak jeździć, żeby jeździć, na tym gracie, to mi się nie chce.
Berlin jest niezwykle przyjaznym miastem dla rowerow... czego niestety nie mozna powiedzec o wielu polskich miastach.
Pewnie jeździsz nadal ...
Ciekawe, że o tym piszesz, bo właśnie od wczoraj nie jeżdżę z bardzo głupiego powodu: przewrócił mi się rower w kolejce i nie zauważyłam, że zapięcie do niego wypadło z koszyka. Ja wysiadłam, zapięcie zostało. :( Teraz rower stoi w przedpokoju, musiałam go wnieść na trzecie piętro po schodach :( Nie mam kasy na nowe zapięcie chwilowo, więc biegam na piechotę.
Wielka szkoda, ale nic się nie martw, ja jeszcze przez 3 miesiące nie będę mogł wsiąść na rower (po śniegu też bym jeździł).
Dlaczego?
Lekarz zabronił...
Mam dalej nie pytać?
Można pytać, ale po co ;)
Haha...