BachoTEX – za cztery i pół godziny startuję

3 komentarze

Za cztery i pół godziny pobudka. O 6:52 wyruszam z Jonathanem Kew'em, twórcą XeTeX-a, pociągiem do Polski. Wieczorem powinniśmy zajechać do Bachotka.

Jedną prezentację o typografii mam w zasadzie gotową. Wymaga jeszcze ewentualnie dopieszczenia, dodania przejść itp., jeśli starczy na to czasu. Drugiej... jeszcze nie zaczęłam. Referaty wygłaszam w poniedziałek i wtorek. Mam nadzieję, że zdążę. Całe szczęście, że mam gotowe artykuły do tych prezentacji, to dobra podstawa. Szkoda, że czas w Bachotku będę musiała częściowo spędzić na przygotowywaniu tych wykładów, ale – jak rozmawiałam z doświadczonymi kolegami – oni też podobno zawsze kończyli prezentacje w Bachotku i, jak mówią, dopiero potem mogli się wyspać. :)

Bardzo, bardzo się cieszę na tą konferencję i wierzę, że sporo się podczas niej nauczę. Cieszę się na spotkanie wielu ciekawych, znajomych ludzi, którzy, nierzadko, mają ogromną wiedzę i doświadczenie i lubią się nimi dzielić z innymi. Poza tym cieszę się na spotkanie mojego taty i brata. Cieszę się na śpiewanie przy ognisku. I na podróż pociągiem też się cieszę!

Plecak już spakowany. Idę spać.

BachoTeX – podróż

Nie ma jak na joggerze dodać wpisu ze wsteczną datą, więc dopisuję się tutaj. Podróż do Bachotka minęła ciekawie. Spotkaliśmy się z Jonathanem Jonathan Kew, twórca XeTeX-ana dworcu Berlin Ostbahnhof. Mieliśmy miejsca w różnych wagonach, a pociąg był pełen, więc nie było szans, żeby usiąść razem. Sporą część drogi do Warszawy przespałam. Potem zwolniły się miejsca w moim przedziale i poszłam po Jonathana. Trochę rozmawialiśmy po angielsku. W Warszawie mieliśmy około 25 minut na przesiadkę. Na peronie spotkaliśmy Jeana-Michela Hufflena. Jean-Michel Hufflen Nasz pociąg miał opóźnienie około 40 minut. Gdy w końcu do niego wsiedliśmy, okazało się, że jest pełen i Jean-Michel musiał jechać osobno.
Na peronie w Działdowie zaczepił mnie jakiś człowiek, pytając, czy może jedziemy do Bachotka. Naprowadził go TeX-owy znaczek, który miałam przypięty do plecaka. To był Wojtek Łukaszewicz. Wojtek ŁukaszewiczDołączył do nas. DziałdowoPo chwili siedzieliśmy już we czwórkę w dworcowym barze, popijając kawę z filtra i zgłębialiśmy TeX-owe tajniki w różnych językach (najczęściej po angielsku). Niesamowite było dla mnie, jak jeszcze przed chwilą niemal obcy sobie ludzie siedzieli i gadali ze sobą z pasją. Fotka obok pokazuje jak było. :) Na niej akurat, o ile się nie mylę, Jean-Michel pokazywał, o czym będzie opowiadał. Po około godzinnej przerwie w podróży wsiedliśmy do osobowego do Tamy Brodzkiej, skąd odebrał nas Jurek. I tak zaczęła się dla nas konferencja BachoTeX 2006.


Komentarze do notki “BachoTEX – za cztery i pół godziny startuję”

  1. LarryN 

    Właściwie to normalne na konferencjach :)

  2. Ja-Joanna 

    Właściwie to które normalne? Że się kończy na nich robić referaty? Nie wiem, jeszcze nigdy nie wygłaszałam referatu na konferencji. Na razie tylko prowadziłam szkolenie w pracy no i wygłaszałam referaty na seminariach.

  3. Jajcus 

    Pamiętam jak na jednych Pingwinariach Kocio, z którym dzieliłem pokój, gdzieś po trzeciej w nocy pytał, czy nie będzie nam przeszkadać, jak jeszcze będzie swoją prezentację robić (czemu miałoby nam to przeszkadzać, skoro byliśmy w trakcie interesującej dyskusji)... wykład miał oczywiście kolejnego dnia rano. Wielu innych prelegentów też tworzyło prezentację w pokojach, już w trakcie konferencji, albo na innych wykładach. Więc zgadza się — to właściwie norma. Inna sprawa, że ja najwyżej kombinowałem, tuż przed wykładem, jak ściągnąć prezentację z domowego kompa i skąd wytrzasnąć jakiś sprawny laptop. :-)

Zostaw odpowiedź