joanna.ludmila@googlemail.com :
Właśnie pół godziny temu odetchnęłam, kończąc wygłaszać referat o ochronie danych osobowych, który przygotowałyśmy razem z~B.~(koleżanka ze Szczecina, studiujemy razem). Ostatnie dni były wykańczające psychicznie i~fizycznie, wczoraj wstałam o~6 rano i~poszłam spać o~1 w~nocy. Cały czas pracowałam nad referatem. Ale warto było. Dostałyśmy baardzo przychylne oceny, szczególnie ze względów językowych (za wymawianie wyrażeń typu „der ordentliche Instanzenzug des Verwaltungsverfahrensrechts”). Lay folii, który przygotowałam do wykładu też się wszystkim bardzo podobał. Każdy slajd miał kolorową ramkę, przy czym każda część wykładu miała inny kolo „podstawowy”, części były oddzielone od siebie planszami z~obrazkami na cały ekran, które w~jakiś sposób miały symbolizować zawartość danej części. Całość była zrobiona w~dość wysokim kontraście, bo nasza salka seminaryjna jest niestety mocno oświetlona słońcem i~folie kiepsko widać. Będzie można je niedługo ściągnąć ze strony naszego seminarium. Dam znać.
Tymczasem już jutro wyruszamy o~7:30 z~moim chórem do Radevormwald, gdzie będziemy przez najbliższe dni ćwiczyć razem z~chórem z~Düsseldorfu i~naszą orkiestrą. Po czym w~niedzielę wieczorem mamy koncert w~Zeche-Zollverein (była kopalnia) w~Essen i~w~środku nocy z~niedzieli na poniedziałek wracamy do domu.
Edit: zostawię ten wpis z pięknymi tyldami zamiast dla potomności, żeby było widać, jaka byłam zmęczona jak to pisałam, że pomyliłam składnię LaTeX-ową z HTML-ową.
Z ostatniej chwili:

Wieża podobno ocalała, to dobrze, bo od niedawna dzwoni w niej pięknie carillon.
Update: Podaję jeszcze jeden link ze zdjęciami za Faxe.
Na przykład taki:

albo taki:
Zajrzyjcie na haha.nu. Autorem obrazków jest Rob Gonsalves.
Można się rozmarzyć, prawda?
Wypożyczyłam wczoraj z biblioteki„The Zen of CSS design” (więcej na temat książki będzie jak już przeczytam i znajdę chwilę czasu) i trafiłam w niej na ciekawego linka: strona prezentująca jak z wykorzystaniem JS spowodować przesuwanie się na niebie (czyli górnym niebieskim pasku na stronie) chmur! Piękne! I tak naprawdę chyba nie chcę wiedzieć, jak to zostało zrobione…
Apple przestał sprzedawać PowerBooki i iBooki. Na ich stronach internetowych (wersja amerykańska i niemiecka, na polskiej stronie wszystko po staremu :P) nie ma śladu po tych modelach, poza supportem. Zamiast tego mamy MacBooki i MacBooki Pro. Przy czym te pierwsze są następcami iBooków i są dostępne tylko w rozmiarze 13,3", w tandetnej plastikowej obudowie. Te drugie są następcami PowerBooków i są tyko w rozmiarach 15" i 17", wersji w rozsądnych rozmiarach, do codziennego dźwigania nie ma.
Apple chełpi się nowym błyszczącym ekranem, który fantastycznie ma wyświetlać filmy i zdjęcia. Tylko co by mi było po fantastycznym wyświetlaniu filmów, skoro nie mogłabym na codzień z nim pracować z powodu słońca czy światła halogenów pod sufitem, odbijających się w ekranie. Żeby chociaż dawali do wyboru…
I niech mi ktoś jeszcze wytłumaczy, dlaczego różnica między białym a czarnym MacBookiem wynosi ni mniej ni więcej – 200 €!
Jedyny mój wniosek: mam szczęście, bo zdążyłam z kupieniem malutkiego, porządnego PowerBooka 12". I jeszcze był w rozsądnej cenie, w stosunku do cen, jakie są obecnie.
Od lutego tego roku śpiewam w chórze. Nazywa się Junges Ensemble Berlin. W skrócie: JEB. :) Do JEB należy jeszcze orkiestra symfoniczna i dęta.
Niemal powtarzam historię mojej mamy, która też na studiach śpiewała w chórze (niestety nie wiem, w którym.
Śpiewanie, a w szczególności śpiewanie w chórze chodziło za mną już od jakiegoś czasu. W czerwcu zeszłego roku byłam na koncercie chóru mojego uniwersytetu, wtedy jednak zabrakło mi odwagi, żeby do nich dołączyć.
Próby odbywają się raz w tygodniu i trwają 2,5 h. W tej chwili ćwiczymy trzy utwory: „Nänie” i „Gesang der Parzen” Brahmsa oraz „Die erste Walpurgisnacht” Mendelssohna.
Nie spodziewałam się, że śpiewanie w chórze oznacza taką gigantyczną i systematyczną pracę. Zdarza się, że 2–3 takty ćwiczymy po 5–10 razy. Podziwiam ogromnie naszego wspaniałego dyrygenta, Franka Markowitscha, który panuje nad naszą – obecnie pięćdziesięcioosobową – grupą. Jest w stanie wychwycić każdy najmniejszy fałsz i oddech wzięty nie w tym miejscu, co trzeba.
Za dwa tygodnie wyjeżdżamy razem z orkiestrą ćwiczyć do Radevormwald, a ostatniego dnia czeka nas występ w Zeche-Zollverein w Essen. Następne dwa koncerty planowane są na 10 i 11 czerwca w Berlinie.
Potem kilka tygodni przerwy i na początku lipca startujemy z nowym projektem. Tym razem będzie to „Paulus” Mendelssohna. A koncerty razem z chórem Cantus Domus na początku listopada.
Śpiewanie w chórze ma też tą zaletę, że poznaje się piękną klasyczną muzykę. I to dogłębnie! Do każdej nuty! Jest to dla mnie nowe, fascynujące przeżycie i odkrycie.
Byłam ostatnio w „Dussmanie” (to taki odpowiednik polskiego EMPIK-u) i przesłuchiwałam sobie płyty z utworami, które śpiewamy. A mają tam dobry sprzęt do słuchania. Rozkosz dla ucha.
Bardzo, bardzo się cieszę, że śpiewam. Czuję się spełniona. Czuję, że się otwieram, nabieram pewności siebie. Widzę, jak w przeciągu tych dwóch miesięcy, odkąd zaczęłam, zmienił się mój głos. Śpiewam głośniej i wyraźniej. Szczególnie to pierwsze jest nowością, bo zawsze miałam problem z tym, że raczej byłam cicha.
A jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem to w kwietniu przyszłego roku lecimy koncertować do Istambułu! O!
Jak już napisałam tą notatkę i chciałam opublikować to przestał działać Internet, gdy cofnęłam się na poprzednią stronę, tekstu już nie było. Na szczęście jego część miałam skopiowaną do schowka. I to jest to powyżej.
Trafiłam właśnie na stronę Typophile.com. No powiedzcie sami, czy przez taki layout nie można się nabawić typofobii?!
Ratunku, czy ktoś może mi pomóc dodać przezroczystość do obrazka na górze? Przerabiałam ten obrazek i zniknęła przezroczystość czyli zaokrąglenia na rogach. A teraz nie potrafię jej przywrócić. I wygląda paskudnie.
Powiem krótko: jestem zachwycona. To jest TO narzędzie, którego szukałam.
Rysiu, DZIĘKI!
Staram się powoli uczyć kombinacji klawiszowych i możliwości Emacsa. Nie wszystko jeszcze działa zgodnie z oczekiwaniami, ale jednak coraz lepiej. Znalazłam plik z ciekawymi ustawieniami, m.in. do TeX-a, Jakuba Narębskiego i kilka z nich przekopiowałam do mojego pliku ~./emacs. Działa rewelacyjnie. Szczególnie przypadło mi do gustu ustawienie które koloruje parujące się nawiasy, po najechaniu na nie, oraz „ask to quit emacs”, które jest szczególnie ważne, gdy jeszcze mi się mylą skróty klawiaturowe i ciągle zamykam emacsa zamiast zachować plik.
Co jeszcze jest genialne w Emacsie? Nxhtml-mode (tak, tak, nie chodzi o nxml-mode, ale o jego rozszerzenie). Oto lista niektórych możliwości, o które rozszerza on nxml-mode (czyli tryb edycji plików xmlowych):
- Link handling
- Easier insertion of tags with links.
- Following links to edit or view.
- Moving between links.
- Moving files and automatically update affected links.
- Copy link to id location and paste it back as a relative link.
- Link checking (local links only)
- Creating table of contents for a page.
- Creating table of contents for a site.
- Merging of pages and table of contents for a site.
- Editing of inlined CSS and JavaScript?
- Edit a fragment of a XHTML file (for blogging for example)
- Support for folding (using FoldDwim).
- Help for XHTML tags and CSS attributes.
- Uploading
- Editing of remote files.
- Easy viewing of local and remote files in web browser.
- Adding a popup menu to [apps] to access these features (uses AppMenu).
Gdyby komuś przyszło kiedykolwiek rozpakowywać makowe pliki typu:
„PackIt, Diamond, Compactor / Compact Pro, most StuffItClassic / StuffItDeluxe, and all Zoom and LHarc / MacLHa archives, and archives created by later versions of DiskDoubler. Also it will decode files created by BinHex5.0, MacBinary, UMCP, Compress It, ShrinkToFit, MacCompress, DiskDoubler and AutoDoubler”
pod Linuksem, można użyć programu MacUtils.
Przed chwilą ktoś z niemieckiej grupy dyskusyjnej kupił font Zapfino One, który był przygotowany na Maca i nie mógł ich otworzyć na Linuksie, bo to były pliki typu .bin.
Dostałam dzisiaj maila od Małgosi Targosz, która nagrywała niektóre wykłady w Bachotku. W załączniku (nie mam pojęcia jak przez wszystkie serwery przeszedł mail wielkości ponad 8MB) znalazłam fragment nagrania z mojego referatu. Fajnie było się zobaczyć. I nawet nie mam takiego głupiego głosu, jak myślałam. I nawet nie wyglądam na spiętą. I nawet widać, że się dobrze bawiłam, a ów fragment dotyczył chyba najbardziej stresogennej sytuacji z całego referatu o typografii, gdy mój tata zauważył na końcu linijki na jednej folii „wiszącą literę”.
Ale wyszłam z tego z uśmiechem na ustach. Wesoło było.
Mam nadzieję, że nie tylko ja się dobrze bawiłam.
Cały wykład Małgosia chce jeszcze trochę podrasować, m.in. rozjaśnić, bo filmik jest dosyć ciemny. I wtedy ma zostać umieszczony w Internecie. Dam znać.
Zbiór zdjęć powiększył się o piękne zdjęcia Marysi Walczak, m.in. portrety.

Gabi Grusza
Wojtek Myszka
BachoTeX 2006 na flickr.com (aktualnie zdjęcia Automacieja i moje)
Marysia Walczak
O 7:25 wyruszliśmy z Jonathanem Kew'em pociągiem do Berlina. Gdy przyszedł do nas konduktor, okazało się, że bilet, który zakupiła dla mnie moja praca, jest wystawiony na 2.05, a nie na 3.05, więc musiałam wyskoczyć z kasy i kupić nowy. Mam nadzieję, że mi to zwrócą. :)
Ale to w sumie nie takie ważne. Miałam porządnie (przezornie) naładowaną baterię w moim Power Booku, wystarczyło na 4 godziny pracy! Postanowiłam skorzystać z faktu, że miałam spędzić 6 następnych godzin z twórcą XeTeX-a. Jonathan przekopiował źródła XeTeX-a ze swojego Power Booka (15") na mojego i mi go zainstalował. Było trochę problemów, bo XeTeX domyślnie instaluje się w dystrybucji teTeX-owej, którą też miałam. Dopiero jak zmieniłam nazwę katalogu to się udało zainstalować w dystrybucji TeX Live. Jednakże instalator stworzył niekompatybilną z najnowszą strukturę katalogów i XeTeX nie chciał zadziałać. Jonathan jest jednak niezłym hackerem, siedział nad tym, biedził się, czytał różne logi i udało mu się! Powiedział, że XeTeX będzie prawdopodobnie instalowany domyślnie już w następnej dystrybucji TeX Live. Potem bawiłam się trochę możliwościami pakietu fontspec. XeTeX daje fantastycznie możliwości. Mimo tego, że nie jest jeszcze w wersji pierwszej, już teraz może bardzo wiele. Z tego, co mówił Jonathan, trzeba jeszcze potestować i poprawić różne rzeczy, ale nie mam wątpliwości, że stworzył on coś naprawdę mądrego i równocześnie narzędzie z przyszłością.
Trochę czasu minęło zanim udało mi się spokojnie dostać do Internetu, dlatego ostatni dzień opisuję z opóźnieniem.
Oficjalnie było to właściwie pół dnia. Konferencja została zamknięta przed obiadem. Ale zanim to nastąpiło, było jeszcze kilka ciekawych wykładów:
I to był koniec – Jurek Ludwichowski zamknął konferencję.
Zaraz po obiedzie miałam jechać z Maćkiem do Warszawy, jednak tata z Adamem Twardochem i Andrzejem Tomaszewskim przekonali mnie, żebym została jeszcze do wieczora. Zostałam i nie żałuję – Rysiu Kubiak poprowadził spontanicznie krótki kurs wprowadzenia do Emacsa, w którym zresztą piszę teraz te słowa. Mam nadzieję przekonać się do tego edytora. Wersja na Maca, której używam, jest nawet przyjemna dla oka. Hitem rysiowego wprowadzenia jest dla mnie nxml-mode – tryb edycji plików xmlowych, xhtmlowych i htmlowych, który pozwala na walidację w locie!
Wieczorem z ciężkim sercem i głową pełną wrażeń zapakowaliśmy się do auta z tatą, przedtem po kilka razy żegnając się z tymi szczęściarzami, którzy zostawali do rana, i wyruszyliśmy do Warszawy.
Do obiadu były dziś poruszane wyłącznie tematy fontowe, głównie od strony technicznej, która mnie nie interesuje, więc postanowiłam z nich zrezygnować. Skupiłam się na psychicznym przygotowaniu do mojej prezentacji, która miała się odbyć po południu. Poza tym pomagałam poprawić referat Rysiowi Kubiakowi, który puszczał swoje folie z mojego komputera. Jego referat był dzisiaj jedynym, który obejrzałam. Nie to, że inne nie były ciekawe – były! Ale po prostu dziś się nie udało obejrzeć nic więcej.
Byłam też dziś aktywną lekarką naszej Bachotkowej Kliniki. Czasem wystarczyło jedno zdanie, żeby pomóc. Raz spędziłam ok. pół godziny, żeby omówić szablon do prac magisterskich z wspomnianym w poprzednim wpisie Michałem Wronką.
Im bliżej było mojej prezentacji, tym bardziej się denerwowałam. Ale, mimo dobrego przygotowania, po prostu tak jest. A widownia jest bardzo wymagająca.
Mój referat pod tytułem Typografia dla początkujących zaczął się o 17:15. Sala była pełna. Tak pełna, że ludzie musieli wnosić dodatkowe krzesła, żeby gdzieś usiąść. Dla porównania następny po moim referat odbył się w obecności chyba 5–10 osób.
Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wypadłam. Było sporo komentarzy i pytań w trakcie. Głównie od „starszych” TeX-owców, tych najbardziej wymagających. Ogólnie było dużo śmiechu. Podeszłam do tego bardzo na luzie i cieszę się, że udało mi się zachować poczucie humoru. Cały wykład został nagrany na kamerę video i chyba będzie go można skądś potem dostać (dvd?). Nie obyło się bez błędów typograficznych w mojej prezentacji, miałam jedną tzw. „wiszącą literę”, co spowodowało lawinę dyskusji, aczkolwiek z powodu tego, czy wypada, żeby tata, człowiek 20 lat bardziej doświadczony niż ja w tej dziedzinie, zwracał mi uwagę na to w trakcie referatu. O ile mnie ta jego uwaga szczerze ubawiła, bo ten błąd pokazał, że też jestem człowiekiem, a nie robotem, o tyle innym to jakoś przeszkadzało. Dziwne to było.
Ogólnie referat uważam za wielki sukces. Wiele osób mi gratulowało dobrej roboty i że potrafiłam się obronić przed „starszą bracią”.
Potem odbyliśmy jeszcze bardzo ciekawą dyskusję na temat przyszłości Kliniki TeX-owej, która już teraz okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jest kilka pomysłów na jej dalszy rozwój i na pewno będzie kontynuacja, być może w kilku formach.
Między dyskusją o Klinice a kolacją i w jej trakcie robiłam małą prezentację Maka dla wąskiego, ale bardzi zainteresowanego grona. Zadawali różne pytania, które naprowadziły mnie na jakiś trop – o czym by warto w kontekście przesiadki na Apple napisać. Ponieważ dostałam już niejedną prośbę o opisanie moich wrażeń, postaram się to zrobić w pierwszej (haha!) wolnej chwili.
Aha, odbyłam też bardzo owocną dla mnie rozmowę jako pacjent Kliniki, z Jackiem Kmiecikiem, któremu jeszcze raz bardzo dziękuję za rozjaśnienie mi dużo w głowie w temacie konwersji LaTeX->XML.
Jutro o 11, po pierwszej kawie, mam drugi mój referat na temat minimalnego przykładu. Szczegóły pewnie jutro wieczorem. Opowiem.
Dodam jeszcze, że folie z moich prezentacji w wersji źródłowej i w pdfie oraz jako artykuł, który został właśnie opublikowany w Biuletynie GUST-u, mam zamiar, jeśli KomProg się zgodzi, umieścić na stronie BachoTeX-a, więc będzie je można ściągnąć, obejrzeć, kompilować itd.
www.flickr.com
|