Notatki o chórze…

5 komentarzy

Od lutego tego roku śpiewam w chórze. Nazywa się Junges Ensemble Berlin. W skrócie: JEB. :) Do JEB należy jeszcze orkiestra symfoniczna i dęta.
Niemal powtarzam historię mojej mamy, która też na studiach śpiewała w chórze (niestety nie wiem, w którym.
Śpiewanie, a w szczególności śpiewanie w chórze chodziło za mną już od jakiegoś czasu. W czerwcu zeszłego roku byłam na koncercie chóru mojego uniwersytetu, wtedy jednak zabrakło mi odwagi, żeby do nich dołączyć.
Próby odbywają się raz w tygodniu i trwają 2,5 h. W tej chwili ćwiczymy trzy utwory: „Nänie” i „Gesang der Parzen” Brahmsa oraz „Die erste Walpurgisnacht” Mendelssohna.
Nie spodziewałam się, że śpiewanie w chórze oznacza taką gigantyczną i systematyczną pracę. Zdarza się, że 2–3 takty ćwiczymy po 5–10 razy. Podziwiam ogromnie naszego wspaniałego dyrygenta, Franka Markowitscha, który panuje nad naszą – obecnie pięćdziesięcioosobową – grupą. Jest w stanie wychwycić każdy najmniejszy fałsz i oddech wzięty nie w tym miejscu, co trzeba.

Za dwa tygodnie wyjeżdżamy razem z orkiestrą ćwiczyć do Radevormwald, a ostatniego dnia czeka nas występ w Zeche-Zollverein w Essen. Następne dwa koncerty planowane są na 10 i 11 czerwca w Berlinie.

Potem kilka tygodni przerwy i na początku lipca startujemy z nowym projektem. Tym razem będzie to „Paulus” Mendelssohna. A koncerty razem z chórem Cantus Domus na początku listopada.

Śpiewanie w chórze ma też tą zaletę, że poznaje się piękną klasyczną muzykę. I to dogłębnie! Do każdej nuty! Jest to dla mnie nowe, fascynujące przeżycie i odkrycie.

Byłam ostatnio w „Dussmanie” (to taki odpowiednik polskiego EMPIK-u) i przesłuchiwałam sobie płyty z utworami, które śpiewamy. A mają tam dobry sprzęt do słuchania. Rozkosz dla ucha.

Bardzo, bardzo się cieszę, że śpiewam. Czuję się spełniona. Czuję, że się otwieram, nabieram pewności siebie. Widzę, jak w przeciągu tych dwóch miesięcy, odkąd zaczęłam, zmienił się mój głos. Śpiewam głośniej i wyraźniej. Szczególnie to pierwsze jest nowością, bo zawsze miałam problem z tym, że raczej byłam cicha.

A jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem to w kwietniu przyszłego roku lecimy koncertować do Istambułu! O!

Jak już napisałam tą notatkę i chciałam opublikować to przestał działać Internet, gdy cofnęłam się na poprzednią stronę, tekstu już nie było. Na szczęście jego część miałam skopiowaną do schowka. I to jest to powyżej.


Komentarze do notki “Notatki o chórze…”

  1. Marek 

    Twoja Mama, jeśli się nie mylę, śpiewała w chórze Akademii Medycznej. Najwspanialszym ich występem w tym okresie było wykonanie Requiem Mozarta w Kościele św. Brygidy w Gdańsku. Wbijało w fotel albo w krzesło.

    Jeśli się nie mylę, uczestniczyłaś, jeszcze przed urodzeniem, w próbach tego chóru.

  2. Ja-Joanna 

    Tak mi się właśnie wydawało, że to AM.

    No widzisz, to już od dziecka śpiewałam w chórze. A ja myślałam, że to mój pierwszy raz. :)

  3. Bzina 

    jejku, ja dziś byłam na Juwenaliach w auli UAM "na chórach" i też będę próbować od października się wkręcić do tego UAMowskiego, z tym że w zeszłym roku był z tym problem, bo nie chcieli już sopranów. Może teraz będzie lepiej. Cieszę się Twoją radością i spełnieniem. Trzymam mocno kciuki!!!

  4. Ja-Joanna 

    U nas sopranów jakoś wyjątkowo mało, altów jest niemal dwa razy więcej! A nawet trzy dziewczyny śpiewają w tenorach, których z kolei jak na lekarstwo. No i basów ciągle brakuje.

  5. Marek 

    Basów brakuje?............. :) Hmmm.....

    Ale Wy śpiewacie po niemiecku?........

    No i ten dojazd............ 6 godzin w jedną stronę.........

    Ach, pośpiewałoby się................

Zostaw odpowiedź