joanna.ludmila@googlemail.com :
Rozważam pisanie na blogu o pewnych tematach w „głębszy” sposób, np. w postaci dłuższych artykułów/tutoriali. Na razie tematyka, jaka mi przychodzi do głowy to głównie LaTeX, który w ostatnim półtora roku stał się dla mnie narzędziem codziennej pracy. Ale też np. zagadnienia typograficzne, choć tu na razie nie czuję się aż tak kompetentna.
Dlatego chciałabym się zapytać, czy są tematy z tego zakresu (lub też innego, poruszanego przeze mnie na blogu), które chcielibyście, żebym w jakiś sposób pogłębiła? Na razie mam pomysł na opisanie, jak można fajnie robić prezentacje w LaTeXu, za pomocą klasy beamer. Jeśli macie jakieś konkretne potrzeby, to napiszcie w komentarzach, może będę mogła się tym zająć.
Właśnie zamówiłam. Mam nadzieję, że tłumaczenie wewnątrz książki będzie piękniejsze niż tłumaczenie tytułu. Oglądałam przykładowy rozdział i wygląda dokładnie jak w oryginale. A to już obiecujące.
Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki po angielsku. I się zachwycam i uczę.
Przyjdzie mi niestety trochę poczekać, zanim dostanę książkę do łapek, bo zamówienie zagraniczne przerosło moje możliwości i książka będzie na mnie czekać w Gdańsku. Ale wierzę, że warto.
Nie mogę dodać nowej drukarki. Żadnej. No i jak chciałam zresetować ustawienia drukarek, to mi się pojawiło zapytanie, czy na pewno, chcę “cancel all jobs” no to powiedziałam, że oczywiścię, że chcę. A tu się okazało, że nie tylko usunął mi wszystkie zadania drukowania, ale też… wszystkie drukarki (o to już nie pytał). Co w sytuacji, kiedy nie mogę dodać żadnej nowej jest troszkę niepocieszające.
No więc, co nie działa? Klikam “add” w Printer Setup Utility. I nie dzieje się nic. Kompletnie. Ktoś mi poradził, żeby przejść do trybu offline, bo system wyszukuje drukarki sieciowe, ale to nic nie dało. Zresztą, ja muszę zainstalować około trzy drukarki sieciowe...
Jeśli nie uda mi się tego naprawić to będzie dupa blada, bo muszę drukować. A to będzie oznaczało tylko jedno: reinstalację mojego cudnie dopieszczonego systemu. Nie zliczę w ilu miejscach mam indywidualne ustawienia, ile rzeczy instalowałam ręcznie (nie robiąc żadnych notatek z tego, bo po co!).
Próbowałam się jeszcze ratować specjalnym programem do naprawiania ustawień drukowania, ale to znowu nic nie dało.
Ech…
A jakby tego było mało to wyleciał mi materiał chroniący wejście do mojego SuperDrive przed kurzem. I chyba będę musiała ten otworek zakleić taśmą klejącą, żeby się nie burdził, bo tego kawałka materiału nijak nie wcisnę sama z powrotem, musiałabym rozebrać laptopa, a nie chcę stracić gwarancji. A żeby z powodu takiej pierdoły wysyłać mojego PB do Apple, no cóż...
Ten letni semestr wyjątkowo obrodził u mnie w różnego rodzaju wygłaszane przeze mnie referaty, wykłady, prezentacje. Tym razem zmierzę się z tematyką internetowych społeczności po angielsku. Referat robię z koleżanką Peggy i w porównaniu do wszystkich innych wygłaszanych przeze mnie w ostatnich miesiącach będzie wyjątkowo krótki. Każda z nas ma ok. 10 minut na mówienie, a potem mamy przeprowadzić 25 minut dyskusji. Ciekawa jestem, jak to wypadnie. Temat jest bliski naszemu kierunkowi studiów, a równocześnie bardzo życiowy, mam nadzieję, że ludzie się dadzą wciągnąć w dyskusję. No i ciekawa jestem, jak sobie poradzę z angielskim :).
Prezentację (oczywiście zrobioną w LaTeX-u, w klasie beamer) umieściłam wraz z plikami źródłowymi w Internecie na mojej uczelnianej stronie (na razie dostępnej tylko po niemiecku).
Ponieważ różne osoby pytały mnie o źródła moich beamerowych prezentacji, to te najważniejsze też już tam są. Jak tylko macie ochotę – ściągajcie, oglądajcie, kompilujcie. Ja w wolnej chwili postaram się dorobić polską wersję strony, to będzie łatwiej. Zastrzegam oczywiście, że zawartość (poza obrazkami – w większości) jest moim tworem, więc gdybyście chcieli je w jakiejś formie publikować to za moją zgodą. Aczkolwiek każdy ma oczywiście prawo do cytowania (z podaniem źródła).
Byłam dziś i idę też jutro na warsztaty masażu klasycznego, organizowane przez uniwersytet. Nauczycielem jest mój fizjoterapeuta i instruktor jogi, bardzo miły człowiek. Kurs trwał dzisiaj 6 godzin, z półgodzinną przerwą na lancz. Czuję to mocno w ciele, które jest z jednej strony zrelaksowane masażami, które ktoś ćwiczył na mnie, z drugiej strony zmęczone po masażach, które robiłam ja. Szczególnie ucierpiały plecy, kolana (bo mam z nimi problemy i nie mogę klęczeć) i – o dziwo –nadgarstki. Chyba są zesztywniałe od ciągłego pisania na klawiaturze. Ostatnio nawet bolały dwa dni.
Niesamowite jak – w sumie – niewiele nauczyliśmy się jednego dnia. Jak niewielki fragment całej sztuki masażu stanowią techniki, które pokazał nam Frank. Dzisiaj masowaliśmy tylko plecy, jutro będziemy m.in. masować twarz (już się cieszę!).
Najprzyjemniejsze w takich warsztatach jest oczywiście to, że spędza się sporo czasu leżąc i będąc masowanym. A ja to uwielbiam.
Prawdziwy ze mnie kibic. Wybraliśmy się dzisiaj z M. na publiczną transmisję meczu Polska-Niemcy na wielkim telebimie. Przed i po transmisji odbył się koncert polskiego zespołu reggae'owego Vavamuffin. Koncert genialny, mecz wspaniały. Atmosfera super – aż mi się udzieliło. Ostatnie 10 minut siedziałam już jak na szpilkach.
Jak wracaliśmy do domu przez Plac Poczdamski były tam setki kibiców niemieckich, i trochę też polskich i szwedzkich. Wszyscy krzyczeli, cieszyli się. Atmosfera wspaniała. I nie trzeba się było bać, że się dostanie w dziób.
Weekend minął bardzo intensywnie. Koncerty nasze były oczywiście rewelacyjne. Byłam potem tak wykończona, że w nocy z niedzieli na poniedziałek spałam 12 godzin. Mogłabym dużo opowiadać, o tym, co się działo, ale takie rzeczy lepiej opowiada się osobiście.
Jeśli macie ochotę obejrzeć zdjęcia z wyjazdu do Radevormwald i Essen oraz z niedzielnego koncertu, odwiedźcie galerię, którą przygotował Sven, mój kolega z chóru.
Tu Wasz reporter z samego centrum wydarzeń, z Berlina. Na ulicach wszystkim zdrowo odbiło. Mieni mi się w oczach już czarno-czerwono-żółto. Na balkonach, na twarzach, na plecakach, czapkach, koszulkach, rowerach, w samochodach, na samochodach, na dzieciach – wszędzie niemieckie flagi. Atmosfera przed rozpoczęciem MŚ gorąca bardzo. Widziałam/słyszałam dziś mnóstwo turystów, gadających głównie po angielsku.
Może trudno uwierzyć, ale samej mi się udziela ten nastrój. Szkoda tylko, że w sklepach wyłącznie niemieckie flagi, polskiej się nie uświadczy. A też bym sobie wywiesiła na balkonie, a co!
I tak sobie myślałam dzisiaj, że w Polsce nie byłoby możliwe, żeby była taka atmosfera jak tutaj. A na pewno nikt nie ubrał by dzieci w narodowe barwy drużyny piłkarskiej. Bo po prostu byłoby to niebezpieczne. No i już na pewno nie zabrałby dzieci na stadion. A tu – proszę – dzieciaki w koszulkach z flagami biegają sobie po ulicy.
W sumie nic dziwnego, że „wychowując się” w kraju raczej niesprzyjającym kibicowaniu na meczach mam teraz raczej odruch pt. „uciekać” jak widzę sportowych kibiców. A właściwie szkoda, prawda?
My, niżej podpisani, sprzeciwiamy się planom wprowadzenia w Polsce skrajnie restrykcyjnych przepisów dotyczących cyfrowych systemów ograniczania dostępu do dóbr kultury (tzw. DRM - Digital Rights Management).
Przedstawiony ostatnio przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt zmian w prawie autorskim w pełni legalizuje systemy pozwalające wydawcom swobodnie ograniczać dostęp do utworów w formie cyfrowej. Za próby omijania ograniczeń mają zostać wprowadzone drakońskie kary - do 3 lat więzienia. Zmiany te będą miały negatywny wpływ na polską kulturę, utrudnią lub wręcz uniemożliwią dostęp do jej skarbów, osłabią pozycję twórców na rzecz wydawców, zaszkodzą konsumentom.
Historycznym osiągnięciem ludzkości jest wolność wiedzy i informacji – możliwość korzystania z dzieł w bibliotekach, muzeach, na uniwersytetach i w kręgu znajomych osób. Wszystko to dzięki zasadzie dozwolonego użytku. Tymczasem, nowelizacja legalizuje DRM w sposób, który tę zasadę zlikwiduje. Istniejące dziś prawa do korzystania z utworów na użytek własny i w gronie przyjaciół, korzystania w celach naukowych i edukacyjnych, nieodpłatnego udostępniania dzieła w bibliotekach, korzystania z cudzych utworów we własnej twórczości, czy też korzystania dla dobra osób niepełnosprawnych staną się pustymi słowami. To niebezpieczne także dla przyszłości polskiej kultury bo dozwolony użytek to niezbędny warunek twórczości.
Świat, który legalizuje proponowana nowelizacja, to świat w którym piosenkę można odsłuchać tylko na jednym odtwarzaczu, zakupiony film sam skasuje się po kilku miesiącach, programu telewizyjnego nie da się nagrać na wideo, a pożyczenie książki koledze będzie przestępstwem, za które grozi więzienie.
Nie chcemy takiego świata. Przy wprowadzaniu legislacji regulującej stosowanie systemów DRM należy bowiem zachować równowagę między interesami wydawców, prawem twórców do słusznego wynagrodzenia a konstytucyjnymi prawami społeczeństwa do uczestnictwa w życiu kulturalnym narodu.
Legislacja dotycząca systemów DRM jest wprowadzana, bo wymaga tego dyrektywa Unii Europejskiej. Jednak prawo to nie zwalnia z obowiązku ochrony dozwolonego użytku, a także zobowiązuje do ochrony konkurencji i konsumentów. W państwach członkowskich UE, szczególnie we Francji i w Niemczech, prawo europejskie jest implementowane z uwzględnieniem tych aspektów. Powinniśmy skorzystać z doświadczeń tych krajów.
Swoje propozycje w tej sprawie opublikowały już Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Internet Society Poland, Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji i Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Wzywamy polski rząd i parlament do uwzględnienia ich stanowisk.
Podpisać się można na stronie 7thguard.net.
Ja już to zrobiłam, a Ty?
Ostatni weekend spędziłam z moim chórem w okolicy Essen, codziennie śpiewaliśmy po 8 godzin. W niedzielę wieczorem odbył się nasz pierwszy koncert aktualnego repertuaru.
Więcej na temat wyjazdu może później, tymczasem kilka zdjęć mojego autorstwa. Wszystkie z poniższych zostały zrobione podczas przygotowywania hali (byłego magazynu soli) do naszego koncertu, a dokładniej podczas budowania podestów dla chóru.




A to zdjęcie z próby generalnej:

Zdjęć zrobiłam znacznie więcej i postaram się je jeszcze pokazać, ale te wydają mi się najciekawsze.
Zdjęcia można też oglądać i komentować w moim profilu na deviantart.com
www.flickr.com
|