joanna.ludmila@googlemail.com :
Wyjeżdżam jutro na wakacje. Najpierw dwa dni w Gdańsku, gdzie po ośmiu latach spotkam się moją Babcią, która była w Stanach. Mam zamiar też zamienić mój stary dowód osobisty na nowy, choć termin mam dopiero w przyszłym roku. Następny tydzień spędzę w Warszawie odwiedzając Tatę i różnych znajomych, np. Maćka, wybieram się też na imprezkę do mojej przyjaciółki w Podkowie Leśnej.
Potem będzie tydzień jogi w Broku nad Bugiem z Joga!Centrum Adama Bielewicza. Jadę już na trzeci obóz z nimi i już się cieszę. Też bardzo na Taniec Serca, prowadzony przez Olę Mieszczanek, i na pyszne wegetariańskie jedzenie.
A potem znowu do Gdańska spędzić trochę czasu z Rodzinką i nacieszyć się Babcią. :)
A na koniec wakacji wybieram się na festiwal „Regałowisko” do Bielawy. Szczególnie się cieszę na koncert Vavamuffin. Widziałam ich już raz tu w Berlinie, mam też jedną płytę. Grają naprawdę dobrą, ciekawą muzę. Na ich stronie jest swoją drogą fajny flash. Można sobie „potworzyć” muzykę.
A propos muzyki, to, Automacieju, robiłam dzisiaj zakupy w Rossmanie i nagle słyszę, że jakiś męski głos między regałami bezbłędnie i przepięknie gwiżdże „Summertime”. I to nie jakiś tam fragment, tylko naprawdę dużą część utworu. I się uśmiechnęłam.
Zaczepił mnie dzisiaj facet, jak jadłam frytki, pyta się, czy lubię bajki. Ja na to, że tak. A bo on pisze bajki dla dorosłych, o ekologii. I wyciąga książkę. Pokazuje, otwiera. Przerobił bajki, które wszyscy znamy na swoje potrzeby i dorzucił ekologiczny wątek. Książka wydana oczywiście na makulaturowym papierze, ale ładnie. I rozprowadza ją sam, zagadując ludzi, bo przez księgarnie to by było za drogo. Za dużo chcą prowizji. Pytam, ile chce za tą książkę, a on mówi, że cena jest 9€ dla tych, którzy sobie na to mogą pozwolić, a jak ktoś nie ma to ile może. Bardzo mnie zaintrygował, szczególnie, że tematem się interesuję nie od dziś. I bajkami, i ekologią. :) Kupiłam, choć nie miałam 9 euro. A książeczka jest nawet całkiem gruba. Pogadaliśmy chwilę i poszedł, a ja wróciłam do moich frytek na plastikowym talerzyku...
Majstruję właśnie stronkę internetową, wrzuciłam ją na serwer pierwszy raz i sprawdziłam walidatorem CSS. I tu niespodzianka:Invalid number : border-left transparent is not a color value : 1em solid transparent
. No to jak mam zrobić, żeby ramka miała taki sam kolor jak wnętrze?
Update: Da się: Wystarczy pomajstrować z margin i padding. Wygląda jak chcę i się waliduje. Niestety nie mam dostępu w tej chwili do IE, żeby sprawdzić, czy dobrze wygląda, ale może jutro w pracy.
Odebrałam moje baby, jak to określił pan z serwisu, jestem biedniejsza o 330 € i bogatsza o polską (a raczej amerykańską) klawiaturę (przedtem miałam niemiecką). Fajne uczucie jak już nie trzeba zgadywać, gdzie są poszczególne klawisze. No i polska klawiatura jest znacznie lepiej przystosowana dla programistów i webdesignerów i latexowców.
Tymczasem wyruszam zaraz nad jedno z okolicznych jeziorek, żeby nabrać jeszcze trochę kolorków, odpocząć od upału w chłodnej wodzie i oderwać się od rzeczywistości.
PS: Dziś zapalam świeczkę dla pewnego wspaniałego psa, który rozweselił nie jeden mój dzień w ostatnich miesiącach. Choć nie mieszkał ze mną, każdy dzień, kiedy go widziałam był od razu piękniejszy. [']
Dostalam wlasnie smsa od Taty, ze moje (i jego tez) zdjecie jest na 10 stronie aktualnego numeru Linux Magazine w ramach relacji z Bachotka.
330€. Tyle mnie kawka piatkowa kosztowala. Chyba musze szukac dodatkowej pracy.
Oddałam wczoraj PowerBooka do serwisu. Przegląd i naprawa mają potrwać około 5--7 dni. Jeszcze nie wiem, ile mnie ta przyjemność będzie kosztować, mają zadzwonić. Wiadomo już, że na pewno będę miała wymienioną klawiaturę. W związku z tym mam teraz tydzień urlopu od komputera i zupełnie nie wiem, co mam robić z wolnym czasem. Bardzo, bardzo ciekawe doświadczenie.
Szkód nie ma dużych, ale są. Na ten moment nie działa kilka klawiszy, w związku z tym nawet nie mogę się zalogować. Ale system się uruchamia, wyświetla się wszystko poprawnie. Nie wiem jeszcze, czy działa mikrofon, który znajduje się w górnej części klawiatury i mógł zostać zalany. Na razie się wszystko suszy. Niestety nie mogłam rozebrać laptopa na części, bo najmniejszy śrubokręt jaki udało mi się zdobyć był za duży na śrubeńki applowskie. Także jadę zaraz kupić mniejszy (taki zegarmistrzowski).
Ale wczorajsza akcja była fajna. Wyjęłam _wszystkie_ klawisze z klawiatury, każdy pojedynczo. Na początku wymaga to trochę odwagi, ale jak już się pozna technikę to jest gładko. I wszystkie wyszorowałam szczotką i płynem do mycia naczyń po czym suszyłam na sitku ;). Na ile się dało wyczyściłam też całą przestrzeń pod klawiszami.
Aktualnie laptop leży na balkonie i czeka na popołudniowe słońce. Trzymajcie kciuki, bo mam na jutro zaplanowaną pilną pracę! A tu nawet do moich danych nie mogę się dostać (ach, gdybym była wybrała inne litery do mojego hasła!).
Otwarte okno + fruwająca roleta + kubek kawy + mój PowerBook. Resztę możecie sobie sami wyobrazić. Na szczęście miałam refleks i go szybko odwróciłam do góry nogami. Myślę, że klawiaturze się nic nie stało i modlę się, czy nic przez nią nie przeciekło do środka. Niestety trochę kawy przedostało się między klawiaturą a monitorem do wywietrzników z tyłu. Wyłączyłam szybko komputer. Mam nadzieję, że wytrzęsłam wszystko i wydmuchałam to, co zauważyłam. Wytarłam do sucha to, co się dało. Na razie go nie włączam, niech schnie. Oczywiście go nie ubezpieczyłam, bo po co...
Macie jakieś mądre rady dla mnie? Coś sprawdzić zanim włączę? Coś wysuszyć? Może suszarką w domu? Kawa była wyjątkowo bez cukru, tylko z mlekiem, więc nie oblepiła go aż tak bardzo.
UDAŁO SIĘ! Dzięki komuś z makowego forum dowiedziałam się, że można zainstalować pojedyncze elementy systemu bez potrzeby jego reinstalacji. Służy do tego program Pacifist.
Zainstalowałam go i wczytałam płytę instalacyjną systemu (a raczej dwie). Z listy wybrałam „Printer Setup Utility” i program się zainstalował na miejsce oryginalnego. Weszłam, kliknęłam „Add+” i działa!
Hurra!!!
Tak, tak, choć za oknem temperatura dochodzi do 30°C (a może właśnie dlatego) ja mam zawsze przy sobie dodatkową grzałkę – i to porządną. Jej temperatura dochodzi czasem do – niebagatela – 65°C!!! Właśnie teraz grzeje mnie w uda, gdy piszę te słowa trzymając ją na kolanach.
Niestety, coś się dzieje dziwnego z moim PB 12". Aktualne temperatury:
Cuda już robię, żeby się tak nie grzał (bo nie chodzi tylko o temperaturę, ale o to, że jak jest gorący to włącza się i hałasuje bardzo wentylator), ale niewiele to daje. 5–10 minut pracuję w ciszy i chłodzie, a potem się zaczyna. Zmniejszam wydajność procesora, wyciągam wtyczkę i pozwalam mu pracować na bateriach, wyłączam programy zasobożerne a wszystkie nieużywane przenoszę w tło. Na wszystkich forach makowych ludzie piszą, że ta temperatura jest w normie (tak do 70°C). Naczytałam się różnych rad, jak takim temperaturom przeciwdziałać, ale przy takiej pogodzie za oknem niestety niewiele to daje.
Ale i tak lubię mojego laptopika, żeby tylko mieć jeszcze duży, ciekłokrystaliczny monitor do niego, klawiaturę (niekoniecznie bezprzewodową, choć rozważam) i mysz.
www.flickr.com
|