joanna.ludmila@googlemail.com :
Otwarte okno + fruwająca roleta + kubek kawy + mój PowerBook. Resztę możecie sobie sami wyobrazić. Na szczęście miałam refleks i go szybko odwróciłam do góry nogami. Myślę, że klawiaturze się nic nie stało i modlę się, czy nic przez nią nie przeciekło do środka. Niestety trochę kawy przedostało się między klawiaturą a monitorem do wywietrzników z tyłu. Wyłączyłam szybko komputer. Mam nadzieję, że wytrzęsłam wszystko i wydmuchałam to, co zauważyłam. Wytarłam do sucha to, co się dało. Na razie go nie włączam, niech schnie. Oczywiście go nie ubezpieczyłam, bo po co...
Macie jakieś mądre rady dla mnie? Coś sprawdzić zanim włączę? Coś wysuszyć? Może suszarką w domu? Kawa była wyjątkowo bez cukru, tylko z mlekiem, więc nie oblepiła go aż tak bardzo.
Klawiatury nie da się wyjąć przypadkiem? W iBookach można (i trzeba), żeby zamontować dodatkową pamięć.
Właśnie nie wiem, jak to zrobić. W iBookach jest inaczej. W PB pamięć się instaluję od spodu laptopa i jest dodatkowy klawisz F12, który uruchamia Dashboard, przez to zniknęły te przyciski, które trzeba przesunąć, żeby wyjąć klawiaturę. :(
btw. klawiatura peceta, na której teraz piszę też oberwała, ale na razie działa
ważne jest czy kawa była słodzona... cukier to straszna rzecz...
Przeczytaj ostatnie zdanie wpisu. :)
Plamy kawy na komputerze są jak najbardziej wskazane! To dodaje pracy aromatu. Ja bym tego nie mył to musiałbyć jakiś znak od kawowego boga. ;p
to byl znak zeby nie pic kawy :)
mam nadzieje ze nic sie nie stalo i ze nie bedzie to najdrozsza kawa w Twoim zyciu, jak co nie ktorzy mieli z piwem (bash.org.pl). miles\go suszenia!
Plamy - tak! _Na_ komputerze - tak! Tylko blagam nie _w_srodku_!
No to masz nauczkę, że kawa niesłodzona jest o niebo lepsza od słodzonej :).
Tiaaa, żeby było śmieszniej, ZAWSZE piję z cukrem. A dzisiaj jakoś mnie tak wzięło, żeby bez.
No, ale czy to coś pomogło okaże się w domu. Na razie się boję go włączać. Chcę go jednak jeszcze trochę podsuszyć. Mam nadzieję, że mi się wentylatory nie zakleiły, ale zrobiłam, co w mojej mocy, żeby go przeczyścić.
Chyba następną inwestycją będzie kupienie ubezpieczenia...
Uzupełniając, dowiedziałam się, jak można wyjmować pojedyncze klawisze. No i kilka wyjęłam. Buuoooo, ale masakra. Będę chyba ślęczeć nad tym do północy. Wszystko się lepi od kawy. Słonicy!!!
Słyszałem, że nie powinno się odłączać klawiatury (tutaj wyłączać kompa), bo dopiero wtedy się może coś stać - ale nie wiem jak ile prawdziwa jest ta informacja.
Eeee... bardzo dziwny pomysł moim zdaniem...
Nie rozumiem? Czego mam nie robić?!
Wyłączać kompa?! To przecież natychmiast! Każdy płyn, o ile się nie mylę, uwielbia robić zwarcia.
To znaczy mój?!
Nie, ten z niewyłączaniem. :-)
A poza tym ja nie mówię o odłączaniu klawiatury, tylko o wyjęciu jej i przetarciu, nie musi być odłączana. No i o wyjęciu pojedynczych klawiszy i przetarciu - to proste.
Jak znajdę źródło, to zapodam. Chodziło o to, żeby odwrócić klawiaturę od razu i wytrząsać kropelki płynu, ale nigdy nie odłączać od komputera, bo dopiero wtedy płyn narobi szkód po ponownym podłączeniu.
Nie wiem jak to się ma do prawdy i jak to się ma do notebooka.
Myślę, że część pierwsza jest jak najbardziej akuratna, ale druga raczej nie zrobi różnicy. :-)
Jakbym czytala moja historie. Moj MacBook przezyl, tez mnie to pare frankow kosztowalo, ale klawiature mam dalej „znienawidzona” niemiecka (do pisania wypracowan jak znalazl).
Ja staralam sie wyjac klawiature w macBook-u, nie dalismy rady :(
Po tym jak wylalam kawe na mojego makusia, odwrocilam go „do gory nogami”, wyciagnelam baterie, i czekalam az wyschnie (pomagalam sobie suszarka). Po tym zaryzykowalam i (wtedy) moj prawie nowy komputer (2 miesiace) podlaczylam do sieci, klawisze k, l, , i o i okolie lepily sie, ale reszta byla ok. Mimo to zanioslam do serwisu ze wzgledu na gwarancje. Tam mi opowiedzieli, ze mogloby dojs do szkod, nawet pozniej, jak ta zaschnieta kawa by sie „roztapiala” pod wplywem ciepla uzytkowanego notebooka. Mniejsza z tym, klawiatury mi nie czyscili tylko od razu dali nowa :-/ a ja dupa nie zapytalam o stara ( w koncu moglam ze soba wziasc, w koncu byla moja), ze wzgledu chociazby na budowe, przyjzenie sie jej z bliska i „zbadanie” czy „spece” z pobliskiego serwisu dali z siebie wszystko.
Ale sie napisalam ….
Pozdrawiam
Bernadeta .