:))))))
Instalacja polegała na tym, że:
- Przy włączonym systemie wsadziłam płytkę instalacyjną, wybrałam „Install” i potem „Restart”.
- Komputer uruchomił się automatycznie z płyty
- Wybrałam rodzaj instalacji („Archive & Install”)
- Kliknęłam coś w stylu „OK” i poszłam pod prysznic.
- Jak wróciłam to kończyły się kopiować pliki.
- Pojawiła się ikonka kota, którą ustawiłam sobie jakieś dwa tygodnie temu, moje imię i nazwisko i pod spodem prośba o wpisanie hasła. Starego hasła.
- Po wpisaniu hasła włączył się mój profil, mój koci pulpit, mój dock ze wszystkimi programami, Internet, programy startowe, automatycznie ustawiła się z Internetu godzina, zachowały się profile sieciowe, i mogę uruchomić wersję Triala Adobe InDesign (a taki był cel całej operacji).
- Nie mam TeX-a. Ale to już jutro.
- Idę spać.
Czy to czasem nie jest działanie wbrew licencji?
To znaczy co?
A jak się ma np. Scribus do InDesigna? Czy jest to już taka aplikacja, której można spokojnie używać profesjonalnie, czy tylko "prawie"? Próbowałaś?
Pytam z ciekawości i awersji do płatnego/zamkniętego oprogramowania.
Kiedyś próbowałam i b. szybko się poddałam. Chyba był totalnie nieintuicyjny, ale nie pamiętam. Ostatnio miałam coś złożyć w InDesignie, ale po godzinie, czy szybciej przerzuciłam się do LaTeX-a, już chyba nie potrafię inaczej. :)