...a wieczorem filmowym, który sobie zaraz zorganizuję, skoczyłam do chirurga i dałam się pociąć. A raczej wyciąć dwa pieprzyki. Mam piękne 5 szwów na brzuchu. Jeszcze nie boli, jeszcze działa znieczulenie. :)

A tak przy okazji, skończyłam dziś robić program na koncert mojego chóru. Praca nad nim zajęła mi prawie dwa tygodnie prawie codziennej, całodziennej pracy. Byłoby pewnie znacznie mniej, ale było tysiące zmian po drodze i nie dało się szybciej. Jak będzie po koncercie to pokażę, bo nawet udało mi się znaleźć kompromis między niewielką ilością miejsca (cena!) a poprawną typografią i może nawet ładnym layoutem (choć niespecjalnie oryginalnym, ale nie miałam dość przestrzeni na eksperymenty).

Wczoraj wieczorem byliśmy w kinie na Przypadku Kieślowskiego. Tu w kinie lecą teraz wszystkie jego filmy. Bardzo ciekawy film i cieszę się, że udało nam się go obejrzeć na dużym (wielkim!) ekranie.