Zadanie dla *ksowców, ja nie potrafię

13 komentarzy

Może pomożecie? Chodzi o to: mam instalację TeX-a (TeX Live) w katalogu /usr/local/texlive. Do wszystkich plików binarnych tej dystrybucji są zrobione piękne symlinki w katalogu /usr/bin. A ja chcę teraz potestować inną dystrybucję (MacTeX + iInstaller), która niestety nie zmieniła mi automatycznie tych symlinków. Jest ich kilkadziesiąt. Potrafię je wylistować ze szczegółami (ls -lisa /usr/bin | grep lrwx | grep texlive), ale to wszystko. Chciałabym albo je usunąć albo zmienić seryjnie ich pliki docelowe (katalog /usr/local/teTeX/bin/powerpc-apple-darwin-current).

Jak? A przede wszystkim jak mądrze i w miarę możności automatycznie.

A miałam się w to nie bawić

4 komentarze

Obiecałam sobie, że więcej tego nie zrobię. Zawsze, jak się w to bawię to na moim joggerze ląduje jakiś fragment kodu, bo oczywiście mam biurko obstawione książkami informatycznymi. Dziś jest nie inaczej — a właśnie dziś zakupiłam świeżutką książkę „PHP 5”, która leżała najbliżej, a na jej 123 stronie w piątym wierszu stoi:
<html> listing0903.php

Ja się tak nie bawię, zawsze jakieś nudy z tego wychodzą.

I jeszcze — Emsdetten

Dodaj komentarz

Zaskakująca wiadomość: Strzelanina w szkole w Emsdetten. Zaskakująca dla mnie prywatnie/osobiście, bo spędziłam w Emsdetten, maleńkiej miejscowości na zachodzie Niemiec, tydzień. Byliśmy tam z klasą na wymianie i cudownie wspominam to miejsce, a tu taka informacja! Nie mam już za bardzo kontaktu z ludźmi stamtąd, poza jedną dziewczyną, u której mieszkałam. Chyba jej siostra jest jeszcze w wieku szkolnym, mam nadzieję, że są wszyscy cali i zdrowi.

Siedzę w domu i odsypiam

Dodaj komentarz

Jakby się ktoś pytał, a już się zaczęło (dziękuję za troskę!), to od rana siedzę w domu i odsypiam nieprzespanną noc, i nie przejeżdżałam dzisiaj przez berliński dworzec Südkreuz

Przeglądarka PDF-ów z odświeżaniem

1 komentarz

Hurra, nareszcie znalazłam przeglądarkę do PDF-ów na Mac OS X-a, która automatycznie odświeża dokument zmieniony na dysku. W dodatku jest mała, prosta i darmowa (chyba na licencji GNU). I otwiera pliki na całą szerokość ekranu, tak, że wszystko dobrze widać (w przeciwieństwie do domyślnego programu Preview). Nazywa się PDFView.

Porządek na komputerze

16 komentarzy

Chciałabym zrobić małą ankietę: ciekawi mnie, w jaki sposób porządkujecie i utrzymujecie [względny] porządek w swoich plikach na dysku oraz w mailach.
Czy macie jakieś stałe „procedury”, jak traktujecie nowe pliki, żeby o nich nie zapomnieć, jak sortujecie maile, żeby na pewno nie przeoczyć nic ważnego.
Czy raczej stosujecie zasadę w mailach, że wszystko, co nie wymaga akcji ląduje w koszu?
W szczególności, jeśli ktoś używa Maca, czy korzystacie z funkcji typu przydzielanie plikom etykiet, komentarzy lub tzw. folder actions? A jeśli tak, to w jaki sposób?
Jaką macie strukturę katalogów? Od najbardziej ogólnych do szczegółowych, czy np. na najwyższym poziomie pojedyncze katalogi z pomieszanymi kategoriami? Napiszcie, co tylko przyjdzie Wam do głowy w tym temacie.

A po co mi to wszystko? Żeby nauczyć się czegoś nowego, a może porównamy wszyscy swoje doświadczenia i wyniknie z tego coś optymalnego i uniwersalnego? Ja jestem teraz na etapie porządkowania maili i plików w moim katalogu domowym. I w mailach już mniej więcej opanowałam bałagan, opiszę w wolnej chwili, choć jeszcze nie działa to na 100%.

I jeszcze jedna ankieta: kto z Was używa papierowy terminarz/kalendarz, a kto na komputerze, a kto w ogóle?

Koncerty — wrażenia

2 komentarze

I już po wszystkim. Za mną dwa piękne, wspaniałe koncerty, dużo emocji. Mam wrażenie, że każdy z koncertów był inny. Najpierw był Lindenkirche (czyli w kościele), w raczej — w porównaniu do dnia następnego — kameralnej atmosferze, choć widzów nie brakowało (hmm, myślę, że tak 300–400 osób). Tego dnia moje gardło było niestety w średniej formie i dosyć się męczyłam, szczególnie w pierwszej części utworu, która trwa — bagatela — ok. półtorej godziny. Większość tego czasu musieliśmy stać. Pomogła Tadasana, stojąca pozycja jogi, nazywana też górą.

W niedzielę przed południem spotkaliśmy się w filharmonii na ostatniej próbie generalnej. Pierwszy raz weszłam tam „od kuchni”. Nie spodziewałam się, że filharmonia jest taka wielka za kulisami. Próba wypadła nieźle. Poszłam tam trochę nie w humorze, czułam, że mam po sobotnim koncercie zmęczone gardło, ale jak tylko zaśpiewaliśmy pierwsze nuty w filharmonii, dobry humor wrócił! Pomogła też herbatka lipowo-tymiankowa.

Publiczność dopisała. Było prawdopodobnie prawie 1000 widzów. Gardło dało radę. Raz czy dwa zdarzyło mi się nawet wydrzeć jakoś bez kontroli :) (bo byłam taka doenergetyzowana i w dobrym humorze i chciałam dobrze). Koncert minął mi bardzo szybko. Potem pojechaliśmy jeszcze do „Zielonego Salonu”, gdzie chór, z którym śpiewaliśmy organizował imprezę z okazji ich dziesiątego jubileuszu powstania. Przy okazji — występowało nas 105 osób + orkiestra, soliści no i dyrygent.

Nasz dyrygent, który ostatni tydzień spędził w szpitalu, przyszedł do filharmonii na koncert. Wszyscy bardzo się tym ekscytowali, jakby ducha zobaczyli (i tak niemal było bo schudł ok. 6 kg przez tą chorobę). Frank obejrzał koncert i był zachwycony. Na koniec dostał też kwiaty.

Mi jakoś trudno uwierzyć, że to już po wszystkim. Zawsze tak jest. Pracuje się nad utworem wiele miesięcy, wiele dni i godzin. A potem 2,5 godziny koncertu i można nuty odstawić na półkę i nigdy więcej się do nich nie wraca. Szkoda. Bo dopiero wtedy tak naprawdę zaczyna się czuć i pojmować ten utwór. Zauważać „smaczki”. Uczyć się, jak śpiewać go naprawdę dobrze. I tak naprawdę dopiero po takim koncercie, gdzie dajesz z siebie wszystko i masz 200% koncentracji, dochodzi się do punktu, kiedy możnaby zacząć porządnie pracować nad tym utworem i zgłębić każdą jego nutę. Chciałabym kiedyś tak — żeby utwór przestał mieć dla mnie tajemnice. W tej chwili dopiero zaczynam doceniać jego piękno. Wcześniej mogłam tylko skupiać się na uczeniu się na pamięć każdej kolejnej nuty i sylaby.

Jest kilka zdjęć i filmów z próby generalnej (mojego autorstwa) i z koncertu (mojego Ukochanego).

Jadę na koncert

3 komentarze

No to jadę. Jest nieźle. Lekki katar i odrobinę zmieniony głos, ale chyba dam radę. Zrobiłam, co mogłam, żeby oczyścić górne drogi oddechowe i żeby wydobrzały. Warunki pogodowe są, jakie są i niestety dotyka to wielu z nas — w chórze, ale nic się na to nie poradzi.

Humor mi dopisuje, fryzura nowa, ciuchy częściowo też, a to umacnia poczucie własnej wartości, tak ważne do głośnego śpiewania. Znajomi z Polski dotarli w ⅔ (reszta utknęła z dwiema przedziurawionymi oponami pod Opolem), więc i widownia będzie (+ część berlińska, m.in. sąsiadka i koledzy z pracy).

Myślę, że będzie świetny koncert!

Koncert wyprzedany!

2 komentarze

Tego się nie spodziewałam. Bilety na nasz koncert w filharmonii dzisiaj się skończyły!

A w ogóle to byłam na próbie, śpiewałam prawie wszystko i mam świetny nastrój.

4 komentarze
Away Message: I am currently away from the computer.

Gorączki nie ma. Gardło nie boli. (HURRA!) Trochę jeszcze zawalone, ale daje radę. Lekki katar, ale trudno. Mam dużo energii i już się cieszę!

Nasz dyrygent niestety — to wiadomo już na pewno — nie będzie dyrygował podczas koncertu, co najwyżej posiedzi na widowni.

Jak wiadomo, pliki PDF można zabezpieczać na różnych poziomach, np. przed edycją, drukiem itp. Odbezpieczyć można je w Acrobacie, gdy zna się hasło.

Nasz Profesor od baz danych ma zawsze dobrze przygotowane folie do wykładów, które potem publikuje w Internecie. Niestety, wrzuca dwie folie na stronę A4 + jakiś nagłówek do tego (typu „wykłady z baz danych, semestr zimowy 2006/2007”), co powoduje, że jeden wykład zajmuje 19 (!!!) stron A4. Wykłady mamy dwa razy w tygodniu. Folie są kolorowe. To sobie pomnóżcie jeszcze przez cenę tuszu do drukarki i wyjdzie. O!

Folie do pierwszego wykładu wycięłam w Acrobacie (tak, tak, Acrobat Prof.), tak, że były pojedynczo, potem można z nimi robić, co się żywnie podoba. Ale stwierdziłam, że zaryzykuję i napisałam do Profesora, czy by mógł może udostępnić te folie pojedynczo. Ale on tylko odpisał „sorry, ale nie będę spełniał pojedynczych życzeń każdego studenta”. Trudno.

Tylko, że o ile pierwszy wykład nie zawierał żadnej wiedzy, były to sprawy czysto organizacyjne, o tyle następne miały już znaczenie i — chyba w związku z tym — zostały przez Profesora zabezpieczone przed edycją. Nie cierpię, jak oni to robią. Przecież jesteśmy studentami informatyki. Ci, którzy lubią czytać prosto z monitora (ja do nich nie należę), robią sobie notatki bezpośrednio na foliach PDF. Ale z zabezpieczeniami nie można.

Z pomocą przychodzi LaTeX. Nie wiem, czy to bug czy feature, ale się przydaje:

\documentclass[a4paper]{article}

\usepackage{pdfpages}
\usepackage[%
left=0pt,right=0pt,top=0pt,bottom=0pt]{geometry}

\begin{document}
\includepdf[pages=-]{zabezpieczonyplikpdf}
\end{document}

Efekt jest taki, że kompilując ten pliczek pdflatex-em otrzymuje się plik niezabezpieczony [przed] niczym. Wprawdzie na razie nie odkryłam jeszcze, jak zautomatyzować to wycinanie folii, ale nie jest to aż takie ciężkie, 10–15 minut i po robocie. A potem tylko:

\documentclass[twoside,a4paper]{scrartcl}

\usepackage{pdfpages}
\usepackage[%
left=12mm,top=3mm,textheight=293mm,textwidth=195mm%
]{geometry}

\begin{document}
\includepdfmerge[%
nup=2x4,turn=false,delta=2mm 2mm]{plik1,-,plik2,-}
%\includepdf[pages=-,nup=2x4,turn=false]{plik1} % lub tak, jeśli każdy plik na nowej str.
\end{document}

I otrzymujemy piękny plik pdf z ośmioma foliami na jednej pionowej stronie A4 w dwóch rzędach.

Nie wiem, czy wolno łamać takie zabezpieczenia, ale ostatecznie mam czyste sumienie, bo robię to tylko dla siebie, nie rozpowszechniam tych plików i nie zmieniam treści wykładów.

Jest dobrze

Dodaj komentarz

Po tym jak w nocy z niedzieli na poniedziałek obudziłam się w nocy z 39 °C gorączki i rano poleciałam (to dużo powiedziane — raczej doczłapałam się) do lekarza (jakie szczęście, że to tylko trzy piętra w dół i na drugą stronę ulicy!), dostałam antybiotyk. Pierwszy dzień antybiotyku prawie bez zmian w porównaniu do niedzieli, ale wczoraj czułam się już znacznie lepiej no i nie miałam w ogóle gorączki. Dzisiaj postanowiłam już wypełznąć z łóżka, bo mnie od niego wszystko boli (ile można tak leżeć!). Ale jeszcze dzielnie siedzę w domu. Nie poszłam wczoraj na próbę, ale zrobiłam próbę gardła :) i efekt nie był taki zły poza natychmiastowym nasileniem się bólu głowy. Znaczy się — da radę. Jutro idę na próbę choćby nie wiem co. I pewnie śpiewać to będę bardzo oszczędnie, ale to nieszkodzi.

Powoli zaczynam jeść coraz więcej i powoli coraz mniej mnie to boli, więc mam nadzieję, że szybko nabiorę sił. Ciekawym doświadczeniem jest niejedzenie mlecznych produktów — po prostu nie ma kiedy. Bo maks. 2 godziny przed i po antybiotyku. A biorę go trzy razy dziennie. Więc muszę wymyślać jakieś śmieszne potrawy, które są w miarę płynne, żeby dało się je przecisnąć między dwiema piłkami pingpongowymi, które są w moim gardle, np. teraz wcinam kaszę mannę gotowaną na wodzie, bez mleka, z musem jabłkowym. I jest pycha!

Przy okazji dowiedziałam się, że nasz dyrygent wylądował w weekend w szpitalu z 42 °C gorączki. Mam nadzieję, że wydobrzeje do soboty.

Ja tym czasem zajęłam się wczoraj trochę dopieszczaniem kilku programów, których używam. Opowiem, jak będę miała chwilkę, bo myślę, że to ciekawe, jak można sobie rozwiązać i uprzyjemnić używanie niektórych aplikacji, a też uporządkować pewne sprawy.

←Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy →

www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos