joanna.ludmila@googlemail.com :
Było tak: siedzimy sobie w bibliotece i zakuwamy, nagle włącza się alarm pożarowy. Znaczy się: trzeba zabierać manatki i wychodzić. Kilkadziesiąt ludzi, a może i ze 200–300 osób – wszyscy, którzy akurat zakuwali w bibliotece musieli wyjść. Po drodze powiedziano nam, że... ochroniarz przypalił tosta, ale są przepisy i trzeba się zmywać. Żeby było weselej, ochroniarze nie mają możliwości wyłączyć tego alarmu, więc już po chwili pod gmachem biblioteki migały syreny kilku wozów straży pożarnej i policji. Wszedł jeden strażak, wyłączył alarm i mogliśmy wejść z powrotem. Tyle zamieszania o jednego tosta!
PS: Co zakuwam? Matmę. Analizę, macierze i rachunek prawdopodobieństwa.
Jejku jak ja ostatnio z sentymentem myślę o zakuwaniu do egzaminów... ;-)
A jeszcze analiza, co?... Korzystam z tych samych książek, które kupiłam na 1. roku w ETI...
Czujniki muszą być źle ustawione... albo on tego tosta spopielił. One zwykle nie są takie czułe.
Wiesz co, zapach tosta roznosił się wiele metrów od "stróżówki"... Nie był chyba aż tak spalony ten tost, ale miał intensywny zapach. W każdym razie wdarł się on do biblioteki.
analiza, mniam:)