...bo tost się przypalił!...

5 komentarzy

Było tak: siedzimy sobie w bibliotece i zakuwamy, nagle włącza się alarm pożarowy. Znaczy się: trzeba zabierać manatki i wychodzić. Kilkadziesiąt ludzi, a może i ze 200–300 osób – wszyscy, którzy akurat zakuwali w bibliotece musieli wyjść. Po drodze powiedziano nam, że... ochroniarz przypalił tosta, ale są przepisy i trzeba się zmywać. Żeby było weselej, ochroniarze nie mają możliwości wyłączyć tego alarmu, więc już po chwili pod gmachem biblioteki migały syreny kilku wozów straży pożarnej i policji. Wszedł jeden strażak, wyłączył alarm i mogliśmy wejść z powrotem. Tyle zamieszania o jednego tosta!

PS: Co zakuwam? Matmę. Analizę, macierze i rachunek prawdopodobieństwa.


Komentarze do notki “...bo tost się przypalił!...”

  1. najeli 

    Jejku jak ja ostatnio z sentymentem myślę o zakuwaniu do egzaminów... ;-)

  2. Ja-Joanna 

    A jeszcze analiza, co?... Korzystam z tych samych książek, które kupiłam na 1. roku w ETI...

  3. Piotreckh 

    Czujniki muszą być źle ustawione... albo on tego tosta spopielił. One zwykle nie są takie czułe.

  4. Ja-Joanna 

    Wiesz co, zapach tosta roznosił się wiele metrów od "stróżówki"... Nie był chyba aż tak spalony ten tost, ale miał intensywny zapach. W każdym razie wdarł się on do biblioteki.

  5. kasiek 

    analiza, mniam:)

Zostaw odpowiedź