Weekend z chórem

Dodaj komentarz

Kilka godzin temu wróciłam z Gut Gnewikow, gdzie od czwartku wieczorem pilnie ćwiczyliśmy utwory na kwietniowe koncerty. W czwartek „tylko” dwie godziny, w piątek i sobotę po osiem, dzisiaj pięć. Gardło lekko zachrypnięte, no, ale jak się dochodzi do wysokiego B... ;)

Nie obyło się bez przygód: w piątek wieczorem chcąc nastawić wodę na herbatę, obróciłam się waląc głową z całej siły w pochyły sufit. Szczęknęły mi zęby no i trochę bolało. Przez godzinę czułam się trochę dziwnie, jakby mi się mózg w głowie przesunął ;). Ale nic poważnego się nie działo, trochę pobolewała głowa. Myślałam, że się wyśpię i przejdzie, ale rano się obudziłam i nic się nie zmieniło – do tego miałam wrażenie, że cała lewa strona ciała jakby opadła z sił. Nie wiem, na ile było to wkręcanie, na ile faktyczne doznania. W każdym razie m.in. za namową koleżanek postanowiłam się skonsultować z lekarzem. Pan doktor skasował 10€ za wizytę (przyjechał, bo i tak była sobota i nigdzie by mnie nie przyjęli) i stwierdził, że było na granicy wstrząsu mózgu, ale skoro nie czułam się od razu źle to gorzej już nie będzie i mam iść dalej śpiewać i się dobrze bawić.

No to się bawiłam, nawet tańczylam wieczorem.

Czuję, że zrobiłam postępy w mojej technice śpiewania, dużo się nauczyłam przez ten weekend. Czuję, że zrobiłam postępy w wykonaniu i interpretacji utworów, które ćwiczyliśmy. Czuję, że jako chór posunęliśmy się bardzo do przodu z pracą nad aktualnym projektem.

Bardzo się cieszę z tego wyjazdu, lubię taką intensywną pracę i śpiewanie w dużych ilościach, nawet jeśli jest to wyczerpujące.


Komentarze do notki “Weekend z chórem”

Zostaw odpowiedź