Po weekendowym wyjeździe z chórem mam taką chrypę, że praktycznie nie mogę wydać głosu z siebie. W poniedziałek i wtorek prowadzę warsztaty z LaTeX-a...
Mogą pomóc: siemię lniane odtłuszczone, rano i wieczorem, płukanie gardła olejem rzepakowym z pierwszego tłoczenia z dodatkiem 6 kropel olejku eukaliptusowego na pół szklanki oleju. Polecam tez tabletki osłonowe ISLAMOOS (nic miętowego – podrażnia).
Swoją drogą skoro śpiewasz w chórze i po dwóch dniach intensywnego wysiłku zachrypłaś (a z tego co piszesz, masz bezgłos) powinnaś się udać do foniatry. A czy masz głos ćwiczony czy śpiewasz amatorsko? Bo jeśli nie miałaś porządnych lekcji z emisji głosu (sam na sam z instruktorem) to radzę się na takie wybrać :) Duużo dają.
Zachrypłaś bo śpiewasz krtanią zamiast wypuszczać glos na rezonatory głowy ;)
dzięki za wszystkie rady. Niestety z chrypki zrobiło się coś poważniejszego, teraz już kaszlę, mam katar, boli gardło… – wszystko na raz.
Dni było prawie cztery…
Bezgłos to tak prawie – raczej jako środek zaradczy, mogę mówić, ale muszę się oszczędzać, ze względu na to, że w pn/wt będę musiała prowadzić kilkugodzinne warsztaty.
Głos mam częściowo ćwiczony, śpiewałam tu i tam jako dziecko, bywałam na różnych warsztatach. Nie śpiewam ze ściśniętym gardłem, przynajmniej staram się. Ale będąc wysokim sopranem nie uniknie się ściskania gardła przy wysokich tonach. Przynajmniej na takim poziomie śpiewania, na jakim jestem. A w ostatnich weekend bylo ich (takich ekstremalnych wysokich tonów) wyjątkowo dużo, do tego kiepska pogoda. Już pierwszego wieczora, podczas pierwszej próby czułam, że coś jest nie tak. Może się „doprawiłam” po prostu.
Poza tym chyba coś sobie przesuszylam tabletkami na gardło i to dopełniło całości.
Śpiewam jak najbardziej amatorsko, ale jednak trochę techniki znam, trochę ćwiczeń na pewno by się jeszcze jednak przydało.
J.
Carrenza
24 marca 2007 o 18:32:34
Gardło na wysokich tonach nie może być ściśnięte. Zwłaszcza na wysokich. Dziura ma być wielka jak jabłko. Podniebienie miękkie maksymalnie do góry, krtań maksymalnie w dół. Powietrze wpuszczać w zatoki, dużo się uśmiechać (to powoduje otwarcie rezonatorów), głos ‘zaczepiać za górną szczękę’.
Ja np. żeby dobrze rozruszać rezonatory mruczę na mormorando, ale tak, żeby drgały zatoki i czubek głowy. Dobrą metodą jest też ‘terkotanie’ (na trrrrr) na dźwiękach powyżej średnicy (np. zwiększać o pół tonu lub ton).
Życzę szybkiego powrotu do dźwięcznego głosu :)
Pozdrawiam :)
Dzięki za wszystkie rady!
Na razie się kuruję próbując nie wydawać z siebie głosu jak nie muszę. We wtorek próba chóru, ale chyba tylko pójdę popatrzeć i posłuchać.
Carrenza
24 marca 2007 o 22:30:40
Znam ten ból kiedy nie można zaśpiewać, chociaż się bardzo chce ;)
Sama teraz powinnam śpiewać pod ścisłą kontrolą, ale luzuje sobie tu i tam ;)
Mogą pomóc: siemię lniane odtłuszczone, rano i wieczorem, płukanie gardła olejem rzepakowym z pierwszego tłoczenia z dodatkiem 6 kropel olejku eukaliptusowego na pół szklanki oleju. Polecam tez tabletki osłonowe ISLA MOOS (nic miętowego – podrażnia).
Swoją drogą skoro śpiewasz w chórze i po dwóch dniach intensywnego wysiłku zachrypłaś (a z tego co piszesz, masz bezgłos) powinnaś się udać do foniatry. A czy masz głos ćwiczony czy śpiewasz amatorsko? Bo jeśli nie miałaś porządnych lekcji z emisji głosu (sam na sam z instruktorem) to radzę się na takie wybrać :) Duużo dają.
Zachrypłaś bo śpiewasz krtanią zamiast wypuszczać glos na rezonatory głowy ;)
Hej,
dzięki za wszystkie rady. Niestety z chrypki zrobiło się coś poważniejszego, teraz już kaszlę, mam katar, boli gardło… – wszystko na raz.
Dni było prawie cztery…
Bezgłos to tak prawie – raczej jako środek zaradczy, mogę mówić, ale muszę się oszczędzać, ze względu na to, że w pn/wt będę musiała prowadzić kilkugodzinne warsztaty.
Głos mam częściowo ćwiczony, śpiewałam tu i tam jako dziecko, bywałam na różnych warsztatach. Nie śpiewam ze ściśniętym gardłem, przynajmniej staram się. Ale będąc wysokim sopranem nie uniknie się ściskania gardła przy wysokich tonach. Przynajmniej na takim poziomie śpiewania, na jakim jestem. A w ostatnich weekend bylo ich (takich ekstremalnych wysokich tonów) wyjątkowo dużo, do tego kiepska pogoda. Już pierwszego wieczora, podczas pierwszej próby czułam, że coś jest nie tak. Może się „doprawiłam” po prostu.
Poza tym chyba coś sobie przesuszylam tabletkami na gardło i to dopełniło całości.
Śpiewam jak najbardziej amatorsko, ale jednak trochę techniki znam, trochę ćwiczeń na pewno by się jeszcze jednak przydało.
J.
Gardło na wysokich tonach nie może być ściśnięte. Zwłaszcza na wysokich. Dziura ma być wielka jak jabłko. Podniebienie miękkie maksymalnie do góry, krtań maksymalnie w dół. Powietrze wpuszczać w zatoki, dużo się uśmiechać (to powoduje otwarcie rezonatorów), głos ‘zaczepiać za górną szczękę’.
Ja np. żeby dobrze rozruszać rezonatory mruczę na mormorando, ale tak, żeby drgały zatoki i czubek głowy. Dobrą metodą jest też ‘terkotanie’ (na trrrrr) na dźwiękach powyżej średnicy (np. zwiększać o pół tonu lub ton).
Życzę szybkiego powrotu do dźwięcznego głosu :)
Pozdrawiam :)
Dzięki za wszystkie rady!
Na razie się kuruję próbując nie wydawać z siebie głosu jak nie muszę. We wtorek próba chóru, ale chyba tylko pójdę popatrzeć i posłuchać.
Znam ten ból kiedy nie można zaśpiewać, chociaż się bardzo chce ;)
Sama teraz powinnam śpiewać pod ścisłą kontrolą, ale luzuje sobie tu i tam ;)