Chciałam w zasadzie tylko napisać krótki komentarz do wpisu mojego brata na temat napisów.org i… odwetu na policji. Ale tak pisałam i pisałam i to się całkiem długie zrobiło, więc zamieszczam tutaj, a jak Jasiek uruchomi trackbacka go dodam do notki.

Jakiekolwiek by nie były reakcje Internautów, prawda jest taka, że policja najprawdopodobniej działała zgodnie z prawem. Czyli od strony prawnej nie można policji czegoś zarzucić. Oczywiście nie znam sprawy stuprocentowo, nikt nie ma prawa oceniać.

Moim zdaniem w tej całej sprawie „odwet” na policji pokazuje tylko głupotę internautów. W cywilizowanym świecie ludzie ze sobą rozmawiają. Odwet to inaczej zemsta. A zemsta nie jest sposobem na osiągnięcie swoich celów, co najwyżej doskonałą formą odstraszenia drugiej strony od jakichkolwiek negocjacji.

W tym wypadku policja w ogóle nie jest stroną. Jest jedynie wykonawcą. Wykonawcą prawa, które ustanowili ci, którzy nami rządzą. Więc branie odwetu na bogu ducha winnej policji jest już zupełnie nie w porządku. Przecież wiadomo, że oni wykonują swoją pracę i za to im płacą. I gdyby nie było takich akcji, to policjanci nie mieliby chleba.

Dużo ważniejszy wydawałby mi się ewentualny dialog między społecznością internetową a władzą oraz – to bardzo ważne – tą tak naprawdę drugą stroną [medalu], czyli dytrybutorami i twórcami filmu.

Uważam portale typu napisy.org za bardzo ważne z różnych powodów. Oczywiście, że jest to jedno z ogniw łańcucha zwanego piractwem, jednak spróbujmy o tym na chwilę zapomnieć. Te strony to nie jest jakiśtam serwer z jakąśtam stroną w hateemelu. Są to całe serwisy skupiające wokół siebie ogromne społeczności, m.in. tłumaczy. Tłumaczy amatorów, często znających języki obce (różne) na bardzo wysokim poziomie. Ludzi, którzy swój wolny czas spędzają tłumacząc filmy dla innych za darmo. Jakie mają motywy? Może lubią języki, może lubią filmy, może lubią słowa uznania.

Na pewno warto zauważyć, że mają oni ogromny potencjał. OGROMNY. Jest to prawdopodobnie co najmniej kilkadziesiąt osób, a może kilkaset, którzy uwielbiają tłumaczyć.

I tu widzę właśnie punkt prowadzący do rozwiązania sprawy w drodze kompromisu. Myślę, że np. dystrybutorzy filmów mogliby wykorzystać ten potencjał, zatrudniając te grupy tłumaczy do przygotowywania napisów w swoich filmach. Otrzymywaliby na pewno wysokiej jakości usługę, szczególnie, gdyby jeden film tłumaczyła grupa, wtedy – jak np. w Wikipedii – mogliby korygować swoje błędy nawzajem – taki projekt Open Source! W zamian za [tanią lub bezpłatną, bo nieprofesjonalną] pomoc, dytrybutor udzielałby portalowi typu napisy.org pozwolenia na bezpłatne rozpowszechnianie takiego tłumaczenia.

Internet jest w tej chwili taką siłą, że jak się zamknie drzwi to człowiek wejdzie oknem. Zawsze znajdzie nowy sposób na ominięcie przeszkód i barier. Walka ze społecznością internetową jest walką z wiatrakami, co było świetnie widać przy okazji ostatniej akcji na diggu. Dlatego zamiast zamykać za kratki, aresztować, konfiskować, sposobem byłby – moim zdaniem – dialog między wszystkimi zainteresowanymi stronami. Tak długo, jak będzie podział na „ich” i „nas” zawsze będą wojny, łamanie prawa, przestępstwa, naciski, i mnóstwo niezadowolonych ludzi.

Dopiero, gdy ludzie zauważą, że tak naprawdę wszyscy są po tej samej stronie, będzie można powiedzieć o jakiejś normalności. Jestem przekonana, że wykorzystanie potencjału tkwiącego w ludziach może dać owoce tak dobre i wspaniałe, jakich sobie w tej chwili nie potrafimy wyobrazić.

Oczywiście, że jak chodzi o pieniądze to ten dialog jest utrudniony. Mamy do czynienia z bogatymi dystrybutorami/twórcami filmów i biedną, bardzo biedną publiką. Z sytuacji, jaka jest obecnie, nikt nie jest zadowolony. Jednak nic z tym nic nie robi i nie patrzy na to, co można by zmienić, żeby wszyscy byli zadowoleni. Naturalnie, wymaga to pewnego wkładu pracy i wysiłku i kompromisu i odpuszczenia zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Jestem jednak przekonana, że opłaciłoby się to wszystkim.


Komentarze do notki “Polemika z bratem, czyli jeszcze o publikowaniu tłumaczeń napisów”

  1. kkk 

    Nie znam się od strony prawnej, mam jedynie skromne zdanie na temat „...nikt nie ma prawa oceniać.”. Uważam, że oceniać, według swojego widzimisię, to ma póki co, prawo każdy.
    Inna sprawa, czy te prywatne oceny są coś warte na przeciw bełkotu prawników.
    To jest zupełnie nieczytelne i tak zagmatwane, że trzeba mieć albo olbrzymi hart ducha, albo na prawdę olbrzymie pieniądze na koncie by z tym polemizować.

  2. yachoo 

    Wiesz – uważam, że najlepsze pomysły przychodzą od-tak i bez żadnej trudności. Tak właśnie jest tutaj. Wyobrażasz sobie wiki, która edytowałaby tylko tłumaczenia z możliwością eksportu do jakiegokolwiek pliku z napisami, tworzona na potrzeby wydawców DVD? To jest właśnie genialne. Mogliby korzystać z tego na właśnie takich zasadach – mogą używać i wydawać na płytach DVD dołączone do filmu napisy, ale muszą je udostępniać, dlatego że nie są one stworzone przez nich. Dzięki temu filmy mogłyby być tańsze, bo nie wymagałyby tłumaczenia.

    Ale co do odwetu, to się nie zgadzam. Owszem – pokazuje głupotę internautów, ale pokazuje policji ich siłę. Dzięki temu wiadomo, że nic nie dało aresztowanie tłumaczy. Możliwe, że będą szukać innego wyjścia.

  3. bazyl 

    Widzę, że naprawdę nie wiecie o co w tym wszystkim chodzi :)
    Sprawa została nagłośniona właśnie przez dystrybutorów, którzy szukali sposobu na autopromocję.
    Inaczej policja by się tym w ogóle nie zajęła. napisy.info był pierwszy na celowniku. Zdaje się jednak, że coś tam się dogadali.
    Napisy.org były załatwione inaczej – od razu. Chodziło o to, żeby COŚ zrobić. I to już była inicjatywa policji.

    Niestety żyjemy w takim kraju, gdzie ludzi inteligentnych i z energią sądzi się i zamyka w więzieniach,m kiedy to prawdziwi recydywiści i półgłówki z ciągotami do złodziejstwa i rozboju siedzą na Wiejskiej i robią nam z prawa pasztet.

    To tylko garstka z powodów, które zmusiły mnie do opuszczenia kraju.

    Moim zdaniem jak dystrybutorzy chcą coś robić, niech zaczną od wyłapania w swoich szeregach palantów, którzy wynoszą wersje koneserskie (tzw. screenery) i wrzucają na sieć. To mocno ukróci ich „kradzieże”.

    A tak po pprawdzie to i tak mają forsy jak lodu. O co im,kwa, chodzi?! Gates pogodził się, że mu piracą system. I sporo na tym, niestety, zyskuje.

    Ale tak to już jest. Świat w którym żyjemy jest mało do nas przystosowany.

  4. Adrianer 

    Problem w tym, ze dystryburtorzy tu nie maja nic do gadania. Prawo autorskie nie zostawia tu cienia watpliwosci: wszelkie prawa do flimu, wraz z tlumaczeniami, naleza do autorow. Wiec to koncern filmowy musial by udzielic takiej licencji na tlumaczenie, ktora by to umozliwiala, czego raczej nie zrobia…

    Ta cala sprawa moze miec ale jedna zalete: moze Polacy chwyca sie wreszcie za jezyk i zaczna uczyc jezykow obcych. Ja juz napisow do filmow poprostu nie potrzebuje :P

    A teraz ide do kina na Spidermana 3 w oryginalej wersji jezykowej (oczywiscie BEZ napisow) :)

  5. Piotr Zonko 

    hitlerowcy tez „tylko” wykonywali rozkazy. To ze ktos dziala z czyjegos polecenia nie zwalnia go z odpowiedzialnosc – IMHO. A juz tym bardziej nie zwalnia – gdy czerpie z tego korzysci materialne.

  6. maquina 

    Myślę, że nie ma co się łudzić tym, że taka społeczność tłumaczy byłaby przez koncern wchłonięta / zatrudniona. Czy Gutkowi (tudzież innemu ITI) bardziej ma zależeć na dobrej jakości napisach czy na tym, żeby zatrzymać do nich pełnię praw? Uważam, że obecnie za mało osób myśli w trybie 2.0, aby model „socjalny” zadziałał w biznesie, wobec czego preferuje się te drugie. Poza tym dochodzi nieufność wobec czegoś, czego nie ma na papierze. Wydaje się że dla działów marketingu bardziej liczy się produkujący średnie teksty człowiek z papierkiem tłumacza niźli dwudziestoletni pasjonat ze świetnymi dziełami. I chyba jeszcze sobie możemy odłożyć marzenia o współpracy „góry” z „dołem”, szczególnie jeśli ta góra lubi pokazywać jak pragnie egzekwować swoje prawa.

  7. Adrianer 

    Problem jest w tym, ze wy patrzycie tylko z wlasnej perspektywy na to, przez co wydaje sie wam, ze ta sprawe mozna tak latwo zalatwic. Jeszcze troche ponad rok temu tak samo na to patrzylem… az do momentu, kiedy siedzialem na wykladzie o prawie patentowym, autorskim itd. I dopiero wtedy zrozumialem rozumowanie „drugiej strony”. Nie do konca je podzielam, ale druga strona ma wiecej racji, niz ci co zadaja ulegalnienia piractwa. Nie zyjemy mianowicie w swiecie, gdzie cos (filmy) jest wlasnoscia publiczna. To cos podlega prawu autoskiemu, i tylko autor moze tym rozporzadzac.

  8. maquina 

    @Adrianer: Porównujesz chyba dwie przeciwstawne sytuacje.
    Z jednej strony masz autorów, którzy potrzebują wynagrodzenia by przeżyć, co jest dla nas (ludzi) zupełnie normalne. Jest towar — jest płatność. Z drugiej strony stawiasz piratów, których nie obchodzą takie kwestie jak stan żołądka twórcy, jeno sam towar. Oni w anarchistycznej skrajności obaliliby wszelkie prawa autorskie, które czynią pochłanianie kultury uciążliwym.

    A prawo autorskie już dawno przestało myśleć o autorach. Zamiast praw autorów skupia się bowiem na prawach pośredników i całego łańcucha finansowego, którego autor (autorzy) stanowią małą część. Co bowiem daje autorowi ochrona utworu po jego śmierci? Satysfakcję w niebiosach? Nie należy się łudzić, że kolejne wprowadzane obostrzenia do prawa autorskiego służą autorom.

    Ja nie studiuję prawa i nie znam pewnie zawiłości prawa autorskiego, uzasadnień prawników wobec takiego a innego stanu rzeczy. No ale prawo autorskie to nie jest jakaś świętość, nie ma jakiegoś dogmatu kreującego jego szczegóły. A wkraczamy w świat, gdzie twórcy już sami pozbawiają się części własnych praw, gdzie faktycznie budujemy bezpłatną kulturę (do pewnego stopnia, nie w kontekście krwiożerczych przeciwników© ). I pośrednicy coraz bardziej stanowią ogon w tym socjalnym postępie. Jak długo mamy się na nich oglądać?

  9. Typoagrafka 

    Mi nie chodzi absolutnie o to, żeby pozbywać twórców filmu ich [ciężko zapracowanego] chleba. Uważam po prostu, że możnaby sprawę rozwiązać w taki sposób, żeby wykorzystać potencjał amatorów-tłumaczy. I nie jest to kwestia prawa, lecz konkretnych umów, np. między twórcami filmu, dystrybutorami i tłumaczami. To od tych ogniw łańcucha zależy, kto komu za co zapłaci lub nie.
    Nigdzie nie jest powiedziane, że wykształcony tłumacz, profesjonalista, przygotuje listę dialogową lepiej niż zespół tłumaczy-amatorów.

    Dlaczego nie można przenieść idei OpenSource (lub innej jej pochodnej) również do świata filmu?

    Oczywiście, dla twórców, jest wygodnie tak, jak jest teraz. Ale to nie znaczy, że nie może być lepiej i inaczej. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych ustalonych schematów, jestem przekonana, że przez kreatywne podejście do sprawy wszystkie strony mogłyby zyskać.

    Szczególnie, że technologie się zmieniają i już nie długo nie będzie filmów na DVD. Internet będzie tak szybki, że będziemy wybierać sobie film w wirtualnej wypożyczalni, do tego dowolne napisy w dowolnym języku świata i film w doskonałej jakości będzie lądował na ekranie (ekranie?!) w naszym domu. I wtedy dopiero twórcy docenią moc i możliwości internetowych społeczności.

  10. długi 

    ja uważam że cały swiat polega na kopiach – kto by znał dzisiaj biblie gdyby nie została skopiowana. powoli ale to bardzo powoli odchodzi się od scigania ludzi tłumaczących i sciagających na własne potrzeby, ponieważ taki dostęp do kultury zatrzymuje ludzi w domach. szczególnie u nas powinno sie to wziąc pod uwagę – człowiek oglądajacy seriale filmy grający w gry ma tym samym jakieś zainteresowania – rozwija się. dlaczego kiedys robiono filmy za góra 20 mln dolarów a teraz za 260 mln? to swiadczy o tym że jest okres prosperity a nie zapaści bo ludzie niby kradną. „Bosze” ile ja obejrzałem dzięki netowi rzeczy które za mojego zycia nigdy nie ukaża sie w polskiej telewizji. a pod tym względem jestem egoistą – nie chce czekać 30 lat aż obejrze w telewizji całego star -treka np. sorry ale nie:). poza tym można w Polsce ulegalnić internet np opłatą + 10 zł za prąd miesiecznie dla tych co mają internet i przekazywać na fundusz wydawców – wtedy nikt nier bedzie stratny – a policzcie sobie ile trzeba byłoby wydać w wypozyczalni by to wszystko obejrzec.

Zostaw odpowiedź