joanna.ludmila@googlemail.com :
Już prawie dwa lata minęło odkąd kupiłam mojego PowerBooka i przesiadłam się na Mac OS X-a. Przez cały ten czas wypróbowałam co najmniej kilka, jak nie kilkanaście różnych edytorów, głównie w celu LaTeXowania. Żaden nie spełnił moich oczekiwań. Może jestem wybredna, albo za długo pracowałam z innymi edytorami, żeby łatwo się przesiąść.
No i wygląda na to, że znalazłam edytor dla siebie. Nazywa się TextMate. Obsługuje w tej chwili bardzo wiele różnych języków programowania i samych programów (np. nieoceniona współpraca z Subversion!), a każdy może dowolnie rozszerzyć jego funkcjonalność pisząc krótkie programy w dowolnym języku skryptowym (shell-script, Perl, Python...).
Ponieważ godzina jest późna, a ja od początku tygodnia (=semestru) wstaję codziennie o 7 rano (ostatnie 3 miesiące to raczej była 9-10), nie mam siły teraz opisywać wielu możliwości i szczegółach, w których tkwi diabeł (!). Ogólnie pochwalić mogę tylko niemal dowolną dopasowywalność do własnych potrzeb i przyzwyczajeń i baardzo wiele możliwości pomocy przy pisaniu kodu (code folding, uzupełnianie kodu, TODOs, sprawdzanie pisowni z ominięciem poleceń itp. itd.). To, co dla mnie jest osobiście ważne, to ogromne wsparcie dla LaTeX-a (w tym synchronizacja z PDF-em oraz wyświetlanie błędów w dodatkowym oknie, kolorowanie składni pliku log i jego automatyczne odświeżanie). Wiele można dowiedzieć się ze screencastów, które dostępne są na stronie TextMate (link patrz wyżej).
Ja od kilku miesięcy używałam wersji Trial, odinstalowując ją i instalując od nowa, ponieważ nie było łatwo od razu zdecydować się na wydanie prawie 50€ (39€+podatek, o którym dowiedziałam się dopiero przy potwierdzaniu transakcji), żeby kupić licencję. Ale po tych kilku miesiącach niezbyt intensywnego użytkowania (bo akurat nie było okazji, a ja też nie miałam czasu, żeby się wgłębiać w możliwości tego edytora) podjęłam ostateczną decyzję i dziś właśnie dostałam już moją licencję.
TextMate określiłabym trochę jako takiego bardzo ładnego i bardziej przyjaznego w użyciu Emacsa, Można w nim prawie wszystko, a na pewno wszystko można zaprogramować (choć nie wiem, czy zrobienie jajecznicy nie wymagało by patelni na USB), do wszystkiego są lub mogą zostać przypisane skróty... no po prostu bosko.
Uprzedzając pytania: TextMate jest i będzie dostępny wyłącznie na Maca. Autor pisze na blogu, że nie zamierza portować edytora na Windowsa, choć mógłby zarobić na tym wielką kasę, bo dla niego znacznie ważniejszy jest fun przy pracy, a Windows is not fun. Przy czym Autor TextMate zamierza wprowadzić akcję (którą już rozpoczął, ale zawiesił z przyczyn technicznych): przesiądź się na Maca, a TextMate dostaniesz gratis.
Jeśli zaintrygował lub zainteresował Was TextMate, warto obejrzeć stronę jemu poświęconą, jest tam Manual, Wiki oraz kilka Screencastów (pliki mov, czyli QuickTime), które robią naprawdę ogromne wrażenie.
Mam wrażenie, że gdybyś zapytała się np. Bazyla o zdanie to TextMate były już dawno udomowiony.
Dlaczego tak sądzisz?
Wiesz, u mnie to nie była kwestia braku wiedzy o istnieniu TextMate, bo słyszałam o nim już dosyć dawno.
To było wiele czynników, m.in. cena lub w ogóle dotychczasowa „skłonność” do używania programów otwartych/darmowych. Jest to drugi program w życiu, za który zapłaciłam. No trzeci. Pierwszego żałuję (kurs do nauki niemieckiego). Drugi to CSS Edit 2, bez ktorego sobie nie wyobrażam edycji pliku CSS. Do niedawna w ogóle nie patrzyłam na oprogramowanie, które cokolwiek kosztuje. Z zasady i z konieczności. Teraz coraz chętniej płacę za programy, jeśli widzę, że są mądrze zrobione, a cena jest adekwatna do tego, co oferują.
A wracając do TextMate: jest on tak obszerny, a ja byłam w ostatnich miesiącach tak zajęta, że nie było szans, żeby go poznać i się do niego przekonać.
Masz oczywiście rację... Na końcu powinna być jakaś uśmiechnięta buźka ;).
No to na koniec: :)
Na mnie TextMate również zrobił wielkie wrażenie. Tak bardzo, że swojego linuksowego GEdita postanowiłem upodobnić do niego.
... a i tak liczy się tylko Vim i Emacs ;P hehe