joanna.ludmila@googlemail.com :
Dzięki mojemu Tacie[1] mam swoją [sub]domenkę i miejsce na serwerze. Pod adresem http://joanna-ludmila.typograf.pl typoagrafka.eu można w tej chwili znaleźć świeżo przetłumaczoną wersję mojej dotychczasowej oficjalnej strony na serwerze uczelnianym, ciut odmienionej (zdjęcie!). Wersja niemiecka również jest dostępna.
Z biegiem czasu zamierzam rozbudować mocniej tą stronkę, na razie musi wystarczyć to, co jest. Większość plików do ściągnięcia jest po niemiecku, ale kompilować się powinny bez problemu, jeśli ktoś tylko chce przetestować LaTeX-a.
Wrzucam ten wpis we wszystkie kategorie, których aktualnie dotyczy moja strona, żeby łatwiej mogli do niej dotrzeć potencjalni zainteresowani. – Już teraz można z niej ściągnąć różne moje prezentacje zrobione w LaTeX-u wraz ze źródłami.
[1] Domenka typoagrafka to prezent urodzinowy!
Mama pyta jak poszło.
Mówić mogłam, ale śpiewać dzisiaj jeszcze po tym wszystkim przez 2,5 h na próbie już się nie dało. Dałam radę z gardłem, choć nie było lekko. Udało nam się zorganizować mikrofon bezprzewodowy i głośniki, więc na szczęście mogłam mówić cicho i byłam dobrze słyszana w całym pomieszczeniu, mimo głośnej klimy.
Ogólnie wszyscy uczestnicy warsztatu byli bardzo zadowoleni (co wiem, bo prosiliśmy o wypełnienie anonimowe ankiet w Internecie), jeden napisał nawet specjalnie maila, żeby podziękować. Negatywnych głosów praktycznie nie usłyszeliśmy! Myślę, że to dzięki temu, że po ostatnich warsztatach w październiku też zrobiliśmy ankietę i wzięliśmy sobie różne uwagi do serca.
Czułam się spełniona bardzo po tych dwóch intensywnych dniach i czuję, że zrobiłam coś dobrego. Ok. 18–19 osób dzięki nam zaczęło swoją przygodę z LaTeX-em! I w dodatku dotarło do nich, jak to działa. A my mieliśmy dla nich dużo czasu i bardzo często podchodziliśmy do nich i na każde pytanie odpowiadaliśmy indywidualnie. W sumie warsztaty trwały, odejmując przerwy, 10 godzin!
Jestem też troszkę dumna z siebie, bo – jakby na to nie patrzeć – warsztaty prowadziłam po niemiecku! Herman, mój kolega, z którym te warsztaty robiłam, też nie jest Niemcem, lecz Rosjaninem. I oboje daliśmy radę. Podobno praktycznie bez błędów językowych, co mi bardzo schlebia. Na foliach tym razem nie było absolutnie żadnych błędów właśnie językowych, bo się postaraliśmy o porządną korektę. Kolega sprawdzał ok. 160 folii przez prawie dwie godziny, ale było warto. Prezentacja oczywiście zrobiona w LaTeX-u, w klasie beamer
Cieszę się, bo jeszcze udało nam się czterem osobom zainstalować TeX-a w trakcie warsztatów, tak, że wszystko działało, łącznie z edytorem. Na dwóch pc (Win) i na dwóch maczkach. Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy się nie przeprosić z TeX Shopem, którego odrzuciłam tak dawno temu.
No dobra, wygląda na to, że mówię, więc za pół godziny zaczynam warsztat. Ratowałam się jakimś homeopatycznym lekiem i z dnia na dzień pomogło. Tylko katar męczy, ale dam radę.
Po weekendowym wyjeździe z chórem mam taką chrypę, że praktycznie nie mogę wydać głosu z siebie. W poniedziałek i wtorek prowadzę warsztaty z LaTeX-a...
Zabieram się za reinstalację systemu. Trzymajcie kciuki. :)
PS: Jutro LaTeX-Workshop termin nr 2. Folie odświeżone, 20 folii/70 stron usuniętych. :)
No to jesteśmy już po pierwszym terminie warsztatów. Myślę, że było całkiem fajnie. I nawet udało się zmieścić w czasie, choć chyba za dużo w sumie było do przerobienia, jak na 6 godzin. Spróbujemy następnym razem to inaczej podzielić. Albo może zrobić dwa dni? Teraz już mamy trochę doświadczeń, jutro następne...
Gdybyście mieli ochotę obejrzeć materiały, to wszystko jest dostępne w Internecie, oczywiście po niemiecku w naszym kursowym portalu Moodle.
PS: Nie przestraszcie się tylko, że prezentacja miała 400 stron – to efekt stosowania przejść w PDFach. Folii jako takich jest 150.
I na mnie przyszła pora. Właściwie to już od dawna marzyło mi się, żeby zrobić warsztaty wprowadzające do LaTeX-a. W lipcu zgłosił się do mnie pewien przyszły doktor psychologii z pytaniem, czy nie miałabym ochoty poprowadzić warsztatów dla „raczkujących” LaTeX-owców. A ponieważ tak czy inaczej przyszli doktorzy, którzy piszą prace w LaTeX-u i publikują na serwerze mojego uniwersytetu, lądują u mnie, postanowiłam zorganizować warsztaty oficjalnie z naszego działu.
Bardzo pomógł mi kolega i będziemy jutro razem wykładać. Folii jest prawie 150, ale mało tekstu na nich (luźno), więc myślę, że przez cały dzień zdążymy raczej. Tematyka będzie od zera, tzn. od historii powstania TeX-a, przez podstawy tworzenia dokumentu w LaTeX-u, listy, tabele, grafiki, literaturę po wymagania, jakie stawiamy chcącym publikować na naszym serwerze.
W poniedziałek drugi termin, także będę miała niedzielę na niemówienie... ;)
O 7:25 wyruszliśmy z Jonathanem Kew'em pociągiem do Berlina. Gdy przyszedł do nas konduktor, okazało się, że bilet, który zakupiła dla mnie moja praca, jest wystawiony na 2.05, a nie na 3.05, więc musiałam wyskoczyć z kasy i kupić nowy. Mam nadzieję, że mi to zwrócą. :)
Ale to w sumie nie takie ważne. Miałam porządnie (przezornie) naładowaną baterię w moim Power Booku, wystarczyło na 4 godziny pracy! Postanowiłam skorzystać z faktu, że miałam spędzić 6 następnych godzin z twórcą XeTeX-a. Jonathan przekopiował źródła XeTeX-a ze swojego Power Booka (15") na mojego i mi go zainstalował. Było trochę problemów, bo XeTeX domyślnie instaluje się w dystrybucji teTeX-owej, którą też miałam. Dopiero jak zmieniłam nazwę katalogu to się udało zainstalować w dystrybucji TeX Live. Jednakże instalator stworzył niekompatybilną z najnowszą strukturę katalogów i XeTeX nie chciał zadziałać. Jonathan jest jednak niezłym hackerem, siedział nad tym, biedził się, czytał różne logi i udało mu się! Powiedział, że XeTeX będzie prawdopodobnie instalowany domyślnie już w następnej dystrybucji TeX Live. Potem bawiłam się trochę możliwościami pakietu fontspec. XeTeX daje fantastycznie możliwości. Mimo tego, że nie jest jeszcze w wersji pierwszej, już teraz może bardzo wiele. Z tego, co mówił Jonathan, trzeba jeszcze potestować i poprawić różne rzeczy, ale nie mam wątpliwości, że stworzył on coś naprawdę mądrego i równocześnie narzędzie z przyszłością.
Do obiadu były dziś poruszane wyłącznie tematy fontowe, głównie od strony technicznej, która mnie nie interesuje, więc postanowiłam z nich zrezygnować. Skupiłam się na psychicznym przygotowaniu do mojej prezentacji, która miała się odbyć po południu. Poza tym pomagałam poprawić referat Rysiowi Kubiakowi, który puszczał swoje folie z mojego komputera. Jego referat był dzisiaj jedynym, który obejrzałam. Nie to, że inne nie były ciekawe – były! Ale po prostu dziś się nie udało obejrzeć nic więcej.
Byłam też dziś aktywną lekarką naszej Bachotkowej Kliniki. Czasem wystarczyło jedno zdanie, żeby pomóc. Raz spędziłam ok. pół godziny, żeby omówić szablon do prac magisterskich z wspomnianym w poprzednim wpisie Michałem Wronką.
Im bliżej było mojej prezentacji, tym bardziej się denerwowałam. Ale, mimo dobrego przygotowania, po prostu tak jest. A widownia jest bardzo wymagająca.
Mój referat pod tytułem Typografia dla początkujących zaczął się o 17:15. Sala była pełna. Tak pełna, że ludzie musieli wnosić dodatkowe krzesła, żeby gdzieś usiąść. Dla porównania następny po moim referat odbył się w obecności chyba 5–10 osób.
Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wypadłam. Było sporo komentarzy i pytań w trakcie. Głównie od „starszych” TeX-owców, tych najbardziej wymagających. Ogólnie było dużo śmiechu. Podeszłam do tego bardzo na luzie i cieszę się, że udało mi się zachować poczucie humoru. Cały wykład został nagrany na kamerę video i chyba będzie go można skądś potem dostać (dvd?). Nie obyło się bez błędów typograficznych w mojej prezentacji, miałam jedną tzw. „wiszącą literę”, co spowodowało lawinę dyskusji, aczkolwiek z powodu tego, czy wypada, żeby tata, człowiek 20 lat bardziej doświadczony niż ja w tej dziedzinie, zwracał mi uwagę na to w trakcie referatu. O ile mnie ta jego uwaga szczerze ubawiła, bo ten błąd pokazał, że też jestem człowiekiem, a nie robotem, o tyle innym to jakoś przeszkadzało. Dziwne to było.
Ogólnie referat uważam za wielki sukces. Wiele osób mi gratulowało dobrej roboty i że potrafiłam się obronić przed „starszą bracią”.
Potem odbyliśmy jeszcze bardzo ciekawą dyskusję na temat przyszłości Kliniki TeX-owej, która już teraz okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jest kilka pomysłów na jej dalszy rozwój i na pewno będzie kontynuacja, być może w kilku formach.
Między dyskusją o Klinice a kolacją i w jej trakcie robiłam małą prezentację Maka dla wąskiego, ale bardzi zainteresowanego grona. Zadawali różne pytania, które naprowadziły mnie na jakiś trop – o czym by warto w kontekście przesiadki na Apple napisać. Ponieważ dostałam już niejedną prośbę o opisanie moich wrażeń, postaram się to zrobić w pierwszej (haha!) wolnej chwili.
Aha, odbyłam też bardzo owocną dla mnie rozmowę jako pacjent Kliniki, z Jackiem Kmiecikiem, któremu jeszcze raz bardzo dziękuję za rozjaśnienie mi dużo w głowie w temacie konwersji LaTeX->XML.
Jutro o 11, po pierwszej kawie, mam drugi mój referat na temat minimalnego przykładu. Szczegóły pewnie jutro wieczorem. Opowiem.
Dodam jeszcze, że folie z moich prezentacji w wersji źródłowej i w pdfie oraz jako artykuł, który został właśnie opublikowany w Biuletynie GUST-u, mam zamiar, jeśli KomProg się zgodzi, umieścić na stronie BachoTeX-a, więc będzie je można ściągnąć, obejrzeć, kompilować itd.
www.flickr.com
|