joanna.ludmila@googlemail.com :
Mały prywatny wpis (rzadko się ostatnio zdarza). Miałam dziś znowu prezentację, tym razem pokazywałam mój projekt na temat „Web 2.0 – moc community”. Folie (mind mapy w LaTeX-u! wraz ze źródłami), można ściągnąć z mojej strony już. Oczywiście są po niemiecku, ale nie ma dużo słów, jest sporo obrazków.
Zaraz idę na stację metra odebrać Kasię. Z Kasią nie widziałam się 10 lat, a znamy się od zawsze. Straciłyśmy na jakiś czas kontakt, ale Kasia znalazła mnie w Internecie, o czym kiedyś pisałam. Przy okazji jej wizyty w Europie wpadła właśnie do Berlina na chwilę, żeby się ze mną spotkać i niestety już w sobotę musi wracać.
Pozwalam sobie mimo wszystko pozostawić ten wpis na zerowym poziomie, bo może ktoś będzie zainteresowany źródłami prezentacji w LaTeX-u
Jestem właśnie na wykładzie... odbywa się on zawsze równolegle w dwóch pomieszczeniach, na dwóch końcach Berlina (dokładniej: w centrum i na obrzeżach). I najczęściej prowadzący są u nas (na obrzeżach, gdzie jest instytut informatyki), a kilkoro uczestników może ich oglądać w centrum. Tym razem jest pół na pół. Ale to w sumie nieważne. Zaczęły się ćwiczenia, jakieś problemy z połączeniem. Ja patrzę, a oni włączają iChata, jeden i drugi (tu i w centrum) i... Video Theater. Jens włączyła w teatrze folie, które widać na laptopie w centrum. Patrzę na pasek menu: przezroczysty, dock – 3D! Jednym słowem: Leopard Beta!!! No tego się nie spodziewałam! Niestety np. nie dało się powiększyć folii, więc kiepsko można czytać, nie wiem też jak super-efekty-wizualne, które pokazywał SJ na WWDC 2007, ale coś tam działa. Zresztą – fajnie oglądać Leoparda na żywo. Nawet jeśli iChat wywalił się w trakcie bez powodu.
PS: Jeśli oni go mają no to chyba znaczy, że byli na WWDC 2007!!! Muszę z nimi pogadać.
6 rano jest chyba jedyną godziną w ciągu doby, kiedy na rosterze jest pusto. Ci, którzy pracują nocami już padli ze zmęczenia, a ranne ptaszki jeszcze jednak śpią, a przynajmniej jeszcze nie siedzą przy komputerze.
A mnie coś napadło i wstałam i zamierzam robić pracę domową na jutro.
Dzięki mojemu Tacie[1] mam swoją [sub]domenkę i miejsce na serwerze. Pod adresem http://joanna-ludmila.typograf.pl typoagrafka.eu można w tej chwili znaleźć świeżo przetłumaczoną wersję mojej dotychczasowej oficjalnej strony na serwerze uczelnianym, ciut odmienionej (zdjęcie!). Wersja niemiecka również jest dostępna.
Z biegiem czasu zamierzam rozbudować mocniej tą stronkę, na razie musi wystarczyć to, co jest. Większość plików do ściągnięcia jest po niemiecku, ale kompilować się powinny bez problemu, jeśli ktoś tylko chce przetestować LaTeX-a.
Wrzucam ten wpis we wszystkie kategorie, których aktualnie dotyczy moja strona, żeby łatwiej mogli do niej dotrzeć potencjalni zainteresowani. – Już teraz można z niej ściągnąć różne moje prezentacje zrobione w LaTeX-u wraz ze źródłami.
[1] Domenka typoagrafka to prezent urodzinowy!
Mam za sobą. Był to egzamin z Cyfrowych Mediów (Digitale Medien), uczyłam się na niego dokładnie cztery dni, bo więcej czasu nie miałam. Z około trzydziestu tematów musiałam wybrać sobie trzy i dokładnie się ich nauczyć, z czego jeden z tematów zgłębić na tyle, żeby móc o nim mówić bez pytań. Zdecydowałam się na: Manuskrypt (czyli tworzone ręcznie książki), Typografię (głównie klasyfikacja krojów pisma) i Cyfrową Typografię (czyli dokładnie mówiąc: jak są przygotowywane fonty i jak wyglądają od wewnątrz).
W pokoju obecni byli: docent, który prowadził wykłady, jednakże jest zaledwie doktorem i jakoś nie może się podpisywać pod egzaminami, więc był również profesor, który prowadzi katedrę Informatik in Bildung und Gesellschaft (Informatyka w Edukacji i Społeczeństwie) oraz asystent, który prowadził ćwiczenia do egzaminowanego przedmiotu, a podczas egzaminu pisał protokół.
Ogólnie humor dopisywał zarówno mi jak i im, weszłam bardzo pewna siebie i uśmiechnięta, mam wrażenie, że zrobiłam... dobre wrażenie od początku. Zaczęłam opowiadać o typografii, w dodatku natychmiast wplatając moją wiedzę spoza wykładu, co natychmiast zostało skomentowane :). Niewiele udało mi się powiedzieć, bo docent od razu zaczął zadawać pytania, niestety częściowo spoza tych trzech tematów, których się uczyłam, zagiął mnie na różnych datach, kiedy wprowadzono to, kiedy tamto.
Ogólnie byłam raczej zrelaksowana i roześmiana, przykułam nawet uwagę profesora, który właściwie tylko był obecny w pokoju, ale coś sobie dłubał przy swoim biurku. Widziałam, jak spojrzał na mnie, gdy odważyłam się podważyć przydatność przedstawionej na wykładzie klasyfikacji krojów pisma...
Po jakiś 25 minutach (a może i pół godzinie, nie mam pojęcia), zostałam wyproszona za drzwi..., nie minęło 10-15 sekund, a drzwi się otworzyły, kazali mi wejść i mówią, że oczywiście sehr gut, a jak były jakieś błędy to to była ich wina! O!
Na co ja jeszcze, że przygotowałam sobie coś do pokazania w trakcie egzaminu, ale że nie doszliśmy do tych tematów to pokażę teraz – i wyjęłam z kieszeni dwie czcionki, a z plecaka słownik niemiecko-polski napisany (słowa po niemiecku) frakturą, z około 1880 roku... Na to oni wstali ze swoich miejsc, profesor też już nie wytrzymał natychmiast wstał od biurka i zaczął oglądać, myślę, że byli zaintrygowani, i, że mnie zapamiętali pozytywnie. I o to mi chodziło. Bo chcę pisać w tej katedrze, jeśli się da, co najmniej pracę dyplomową, a może jeszcze Studienarbeit, a może, jak już mi się skończy umowa tutaj to też u nich pracować, bo katedra jest wyjątkowa i jak się okazuje – nasz instytut słynie z tejże katedry i tegoż profesora. Robią naprawdę fajne, ciekawe i dobre rzeczy.
No, ale to tak nawiasem mówiąc tylko.
Tymczasem opada ze mnie napięcie i zmęczenie ostatnich dni... Dziś w nocy przyjedzie moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem, rano kolejny kolega i jutro wieczorem imprezka na ćwierćwiecze...
3,3*, na polskie podobnie. Hura!
Jeszcze tylko jedna praca pisemna z psychologii i mam Vordiplom!
* Tym sposobem zachowałam opinię osoby, która zawsze zdaje wszystko za pierwszym podejściem i nie zmieniłam średniej ocen z Grundstudium – wszystkie wahają się od początku moich studiów między 3,7 a 3,0...
Skala jest 5,0 (niezdane), 4,0 (zdane), 3,7, 3,3, 3,0, 2,7 ... 1,0 (najlepsza ocena).
Oficjalny komunikat na stronie Profesora: „wyniki będą tu jutro o 10:00”. Grr... to on nie mógł tego wczoraj wieczorem napisać?? Ile ja razy już odświeżałam tą stronę i brzuch mnie boli.
W piątek miałam „klauzurę” z matmy, czyli egzamin, trzygodzinny. Znacznie trudniejszy niż się spodziewałam ja i chyba większość moich znajomych. Nie mam pojęcia, czy wystarczająco dobrze napisałam, mam nadzieję wielką, że tak. W każdym razie podczas egzaminu profesor obiecał, że wyniki będą dziś wieczorem dostępne w Internecie, na jego stronie „domowej”. No i figa. Nie ma. A napięcie rośnie.
Tą notkę piszę już drugi raz, bo zmieniłam sobie układ klawiatury i zamiast kliknąć +Z, żeby coś cofnąć, nacisnęłam +Y, które w moim Camino włącza historię. I cała piękna notka przepadła.
W najbliższy piątek będę zdawać ustny egzamin z Cyfrowych Mediów. Do każdego wykładu jest dostępny Podcast, jednak ja nie mam szans odsłuchać wszystkich do piątku, bo dopiero wczoraj zaczęłam się uczyć. Nie muszę również znać wszystkich 30 tematów/wykładów, a tylko trzy wybrane przeze mnie. Ale dobrze mieć ogląd przynajmniej w kilku najważniejszych.
Kolega podpowiedział mi, jak on odsłuchał wszystkie wykłady, oszczędzając czas: przyspieszył tempo utworów, bez zmiany wysokości głosu docenta. Sprawdziłam – otworzyłam program Audacity, który jest darmowy i międzyplatformowy, zaimportowałam jeden z wykładów. Potem zaznaczyłam cały „utwór” +A i wybrałam efekt: Change Tempo..., wartość ustawiając na +20%. Tym sposobem z 90 minutowego wykładu oszczędza się około 15 minut (ciut mniej). Mój kolega przyspieszał tempo o 30%, ale dla mnie – osoby, dla której niemiecki jest językiem obcym – byłoby to niemal nie do zrozumienia. Owszem, można wyłapać każde słowo, ale jest to nieco stresujące i trzeba się ogromnie koncentrować, a efekt może nie być taki dobry.
No to ja wracam do nauki.
PS: Jeśli ktoś nie widzi dobrze powyższych skrótów klawiaturowych: brakującym znaczkiem jest jabłko.
Było tak: siedzimy sobie w bibliotece i zakuwamy, nagle włącza się alarm pożarowy. Znaczy się: trzeba zabierać manatki i wychodzić. Kilkadziesiąt ludzi, a może i ze 200–300 osób – wszyscy, którzy akurat zakuwali w bibliotece musieli wyjść. Po drodze powiedziano nam, że... ochroniarz przypalił tosta, ale są przepisy i trzeba się zmywać. Żeby było weselej, ochroniarze nie mają możliwości wyłączyć tego alarmu, więc już po chwili pod gmachem biblioteki migały syreny kilku wozów straży pożarnej i policji. Wszedł jeden strażak, wyłączył alarm i mogliśmy wejść z powrotem. Tyle zamieszania o jednego tosta!
PS: Co zakuwam? Matmę. Analizę, macierze i rachunek prawdopodobieństwa.
Byłam dziś u jednej pani, która się zajmuje metodatmi psychologicznymi no i zwolniła mnie z pisania egzaminu. Powiedziała, że to za duże wymagania jak na dodatkowy kierunek, a nie główny i tym sposobem zamiast zakuwać teraz równolegle matmę i mp uczę się tylko matmy, a z mp muszę napisać pracę domową o eksperymencie dotyczącym krzywej zapominania Ebbinghausa. Fajowo!
Wysłałam Dyrygentowi Frankowi maila, że nie jadę do Istambułu. Wielkanoc spędzam z bazami danych i moim Ukochanym.
Dowiedziałam się dzisiaj, że 10 kwietnia o 9 rano mam egzamin z baz danych. 10 kwietnia jest planowany powrót mojego chóru z Istambułu. Wygląda na to, że zamiast zwiedzać Istambuł (i śpiewać tamże) będę siedzieć w Berlinie i zakuwać do egzaminu. :(
Skończyłam i oddałam stronkę punktualnie o 1:00. Jeśli macie ochotę, możecie obejrzeć wersję, którą oddałam. Dostępne są do niej dwa dodatkowe CSS-y: jeden alternatywny, który można przełączyć np. w FF oraz CSS do drukowania (można podejrzeć korzystając z plug-inu do FF WebDeveloper. a tam CSS -> Display CSS by mdia type -> print). Na stronce jest dostępnych kilka accesskeys: i, t, l, n, r, x, c, w.
Konstruktywne uwagi wciąż mile widziane. Styl alternatywny powstał wyłącznie na potrzeby zadania domowego i nie będzie stosowany w przyszłości na tej stronce.
Jak już zapewne wspomniałam, musimy na przedmiot Cyfrowe media stworzyć stronę w XHTML 1.1, a dokładnie trzy strony i utworzyć trzy różne CSS-y, przy czym nie jest powiedziane, że jeden CSS do jednej strony, więc wychodzę z założenia, że mogą to być np. CSS-y dla różnych mediów.
Jakiś czas temu obiecałam znajomemu Januszowi M. Nowackiemu, że zajmę się jego stronką, a konkretnie częścią dotyczącą zdigitalizowanych przez niego fontów. Ładnie mi się te sprawy na siebie nałożyły, więc odrabiając pracę domową równocześnie robię lay strony dla Janusza.
Postanowiłam zamieścić tu do niej linka, bo oddanie jutro o północy, a może macie jakieś krytyczne uwagi. Uwaga! Edytuję stronę na swoim komputerze i przesyłam potem na serwer, więc czasem może tam coś nie działać. Poza tym istnieją tylko trzy strony, choć linków jest więcej (przyszłościowo): index.html, torunska.html i licencja.html. A oto i link. Czekam na konstruktywną krytykę. Nawet jeśli nie zdążę jej uwzględnić w pracy domowej to może w końcowym projekcie (który będzie chodził na Wordpressie i zawierał trochę więcej stron niż w tym projekcie layoutu).
Dodam jeszcze, że to w dużym stopniu mój debiut, m.in. pierwszy raz tak poważnie korzystałam z Photoshopa/ImageReady przy przygotowywaniu stronki. Powstała ona w całości od zera (kwiat został wycięty ze zdjęcia i trochę ma zmienione kolory, to samo dotyczy zdjęcia Janusza). Pewne inspiracje widać gołym okiem, mam jednak nadzieję, że to przejdzie :D.
Zadanie na najbliższe dwa tygodnie: zrobić stronę internetową w XHTML 1.1 i z CSS-em, która będzie dostępna (accessible). Co najmniej dwie podstrony ma mieć i coś tam jeszcze. A ponieważ i tak właśnie przygotowuję stronę internetową dla znajomego to będzie to szablon do Wordpressa, który potem na jego stronie wykorzystam. O!
Jak wiadomo, pliki PDF można zabezpieczać na różnych poziomach, np. przed edycją, drukiem itp. Odbezpieczyć można je w Acrobacie, gdy zna się hasło.
Nasz Profesor od baz danych ma zawsze dobrze przygotowane folie do wykładów, które potem publikuje w Internecie. Niestety, wrzuca dwie folie na stronę A4 + jakiś nagłówek do tego (typu „wykłady z baz danych, semestr zimowy 2006/2007”), co powoduje, że jeden wykład zajmuje 19 (!!!) stron A4. Wykłady mamy dwa razy w tygodniu. Folie są kolorowe. To sobie pomnóżcie jeszcze przez cenę tuszu do drukarki i wyjdzie. O!
Folie do pierwszego wykładu wycięłam w Acrobacie (tak, tak, Acrobat Prof.), tak, że były pojedynczo, potem można z nimi robić, co się żywnie podoba. Ale stwierdziłam, że zaryzykuję i napisałam do Profesora, czy by mógł może udostępnić te folie pojedynczo. Ale on tylko odpisał „sorry, ale nie będę spełniał pojedynczych życzeń każdego studenta”. Trudno.
Tylko, że o ile pierwszy wykład nie zawierał żadnej wiedzy, były to sprawy czysto organizacyjne, o tyle następne miały już znaczenie i — chyba w związku z tym — zostały przez Profesora zabezpieczone przed edycją. Nie cierpię, jak oni to robią. Przecież jesteśmy studentami informatyki. Ci, którzy lubią czytać prosto z monitora (ja do nich nie należę), robią sobie notatki bezpośrednio na foliach PDF. Ale z zabezpieczeniami nie można.
Z pomocą przychodzi LaTeX. Nie wiem, czy to bug czy feature, ale się przydaje:
\documentclass[a4paper]{article}
\usepackage{pdfpages}
\usepackage[%
left=0pt,right=0pt,top=0pt,bottom=0pt]{geometry}
\begin{document}
\includepdf[pages=-]{zabezpieczonyplikpdf}
\end{document}
Efekt jest taki, że kompilując ten pliczek pdflatex-em otrzymuje się plik niezabezpieczony [przed] niczym. Wprawdzie na razie nie odkryłam jeszcze, jak zautomatyzować to wycinanie folii, ale nie jest to aż takie ciężkie, 10–15 minut i po robocie. A potem tylko:
\documentclass[twoside,a4paper]{scrartcl}
\usepackage{pdfpages}
\usepackage[%
left=12mm,top=3mm,textheight=293mm,textwidth=195mm%
]{geometry}
\begin{document}
\includepdfmerge[%
nup=2x4,turn=false,delta=2mm 2mm]{plik1,-,plik2,-}
%\includepdf[pages=-,nup=2x4,turn=false]{plik1} % lub tak, jeśli każdy plik na nowej str.
\end{document}
I otrzymujemy piękny plik pdf z ośmioma foliami na jednej pionowej stronie A4 w dwóch rzędach.
Nie wiem, czy wolno łamać takie zabezpieczenia, ale ostatecznie mam czyste sumienie, bo robię to tylko dla siebie, nie rozpowszechniam tych plików i nie zmieniam treści wykładów.
Chciałam podzielić się z Wami moją radością. Siedzę sobie właśnie na ćwiczeniach z Digitale Medien, nie tłumaczę, bo chyba oczywiste. No i właśnie chłopak tłumaczy zawiłości typografii... Ale mam radochę! I pierwsze zadanie polega na złożeniu dowolnego (!) tekstu w InDesignie. A moja wersja Trial działa jeszcze tylko 13 dni :(, więc będę musiała chyba skończyć zadanie na uczelni, ale nic to .
Oczywiście podstawowym systemem operacyjnym na ten wykład jest Mac OS X.
Potem opowiem może więcej, bo teraz już wychodzimy chyba z sali.
Ten letni semestr wyjątkowo obrodził u mnie w różnego rodzaju wygłaszane przeze mnie referaty, wykłady, prezentacje. Tym razem zmierzę się z tematyką internetowych społeczności po angielsku. Referat robię z koleżanką Peggy i w porównaniu do wszystkich innych wygłaszanych przeze mnie w ostatnich miesiącach będzie wyjątkowo krótki. Każda z nas ma ok. 10 minut na mówienie, a potem mamy przeprowadzić 25 minut dyskusji. Ciekawa jestem, jak to wypadnie. Temat jest bliski naszemu kierunkowi studiów, a równocześnie bardzo życiowy, mam nadzieję, że ludzie się dadzą wciągnąć w dyskusję. No i ciekawa jestem, jak sobie poradzę z angielskim :).
Prezentację (oczywiście zrobioną w LaTeX-u, w klasie beamer) umieściłam wraz z plikami źródłowymi w Internecie na mojej uczelnianej stronie (na razie dostępnej tylko po niemiecku).
Ponieważ różne osoby pytały mnie o źródła moich beamerowych prezentacji, to te najważniejsze też już tam są. Jak tylko macie ochotę – ściągajcie, oglądajcie, kompilujcie. Ja w wolnej chwili postaram się dorobić polską wersję strony, to będzie łatwiej. Zastrzegam oczywiście, że zawartość (poza obrazkami – w większości) jest moim tworem, więc gdybyście chcieli je w jakiejś formie publikować to za moją zgodą. Aczkolwiek każdy ma oczywiście prawo do cytowania (z podaniem źródła).
Właśnie pół godziny temu odetchnęłam, kończąc wygłaszać referat o ochronie danych osobowych, który przygotowałyśmy razem z~B.~(koleżanka ze Szczecina, studiujemy razem). Ostatnie dni były wykańczające psychicznie i~fizycznie, wczoraj wstałam o~6 rano i~poszłam spać o~1 w~nocy. Cały czas pracowałam nad referatem. Ale warto było. Dostałyśmy baardzo przychylne oceny, szczególnie ze względów językowych (za wymawianie wyrażeń typu „der ordentliche Instanzenzug des Verwaltungsverfahrensrechts”). Lay folii, który przygotowałam do wykładu też się wszystkim bardzo podobał. Każdy slajd miał kolorową ramkę, przy czym każda część wykładu miała inny kolo „podstawowy”, części były oddzielone od siebie planszami z~obrazkami na cały ekran, które w~jakiś sposób miały symbolizować zawartość danej części. Całość była zrobiona w~dość wysokim kontraście, bo nasza salka seminaryjna jest niestety mocno oświetlona słońcem i~folie kiepsko widać. Będzie można je niedługo ściągnąć ze strony naszego seminarium. Dam znać.
Tymczasem już jutro wyruszamy o~7:30 z~moim chórem do Radevormwald, gdzie będziemy przez najbliższe dni ćwiczyć razem z~chórem z~Düsseldorfu i~naszą orkiestrą. Po czym w~niedzielę wieczorem mamy koncert w~Zeche-Zollverein (była kopalnia) w~Essen i~w~środku nocy z~niedzieli na poniedziałek wracamy do domu.
Edit: zostawię ten wpis z pięknymi tyldami zamiast dla potomności, żeby było widać, jaka byłam zmęczona jak to pisałam, że pomyliłam składnię LaTeX-ową z HTML-ową.
www.flickr.com
|