Leopard: restart niemożliwy ;-)

10 komentarzy

Jak w tytule: od sześciu dni (uptime) nie mogę uruchomić ponownie mojego Leoparda. Zaczęło się od aktualizacji iTunes i QuickTime: wtedy to instalator powiedział, że trzeba komputer uruchomić ponownie, na co się zgodziłam. Zarówno wtedy, jak i przy każdej następnej próbie, wygląda to tak samo: wyłączanie zawiesza się na jakimś programie, bądź też nie. Kiedy myślę, że już już się uda, bo znika pasek menu i zostaje tylko łysy pulpit i Dock (z wyłączonym Finderem), przestaje się dziać cokolwiek. W tym momencie jedyne co mogę to kliknąć na ikonę Findera w Docku i... pracować dalej.

Boję się twardego restartu z powodu błędów kernela, które mi się pojawiają (patrz post o Instalacji). Boję się, że przez twardy reset mogę coś jeszcze bardziej zepsuć, a backupu od czasu instalacji nie robiłam.

Ktoś jakieś pomysły?

Jak już będę miała zewnętrzny dysk, zrobię pełen backup z Time Machine i potem Clean Install Leoparda. Według shadzika może pomóc.

Update, 9.11, 21:09: Odważyłam się i zrobiłam sync'a :) po czym twardy reset. Wszystko bez problemu. W programie do aktualizacji odznaczyłam Quick Time, który wymagał restartu i najpierw zainstalowałam tylko aktualizację iTunes. Gdy ta przebiegła pomyślnie, zrobiłam aktualizację QuickTime, który od razu zażądał restartu, na co się zgodziłam. Ładnie wszystko pozamykał, wyświetlił niebieskie tło i zaczął robić update. Po czym wyświetlił znane mi już ostrzeżenie o pamięciach podręcznych (patrz notka o instalacji) i ładnie zrestartował komputer, bez żadnych problemów.
W związku z tym backup i reinstalka odsunięte są w niewiadomą przyszłość (pewnie w grudniu).

Uwaga: wszystkie komentarze, które są nie na temat będą usuwane, więc nie musicie się męczyć. Wpis jest na temat problemów z restartem Leoparda, więc komentarze na temat formatowania dysków z Windowsami naprawdę nic nie wnoszą do tematu. Sorry.

Leopard: nie wierzę!

6 komentarzy

No po prostu nie wierzę: Safari w Leopardzie nie korzysta przy wypełnianiu formularzy (użytkowników/haseł) z programu Keychain, lecz zapisuje je we własnych ustawieniach! Moje wszystkie skrzętnie uzbierane hasła (używałam pod Tigerem Camino) są teraz nic nie warte. Całą bazę muszę budować od nowa. Zupełnie nie rozumiem jak to możliwe, żeby natywna przeglądarka makoesowa nie korzystała z fantastycznego programu jakim jest Keychain.

Złości mnie to bardzo, bo od wielu miesięcy przestałam zwracać uwagę na jakiekolwiek loginy i hasła, bo wszystko miałam zapisane w Keychain. Teraz przy każdej stronie internetowej, muszę Keychain otwierać, sprawdzać hasło (wpisując każdorazowo hasło główne, bo chcę zachować sobie choć tyle bezpieczeństwa) i dopiero wpisywać je do Safari. Nie wiem, czy zawsze tak było w Safari, czy dopiero teraz, bo wcześniej Safari nie używałam, ale teraz skusiły mnie różne rzeczy. M.in. był to powód nieużywania przeze mnie Firefoxa, że nie korzysta z Keychain... w Safari odkryłam to dopiero po jakimś czasie.

Bardzo jest to dla mnie zastanawiające, czemu Apple nie korzysta z własnych genialnych rozwiązań.

Leopard Mail.app: Re czy Odp?

9 komentarzy

Chyba nie lubię, jak się decyduje za mnie. Leopardowy Mail.app postanowił za mnie zmieniać tekst tematu wiadomości, co właśnie odkryłam. Cały system jest teraz spolszczony (jak pięknie przetłumaczyli można przeczytać na końcu poprzedniej notki). Niestety autorzy zamiast skupić się na poprawności tłumaczeń (co zapewne nie jest takie proste, gdy tłumaczy się zmienne przystosowane do reguł języka angielskiego na polski) rzucili się na tłumaczenia rzeczy zupełnie niepotrzebnych. I tak ze zdumieniem zobaczyłam maila od mojego niemieckiego kolegi z tematem „Odp: Diverses”. Pomijam fakt, że ten skrót stosuje się w języku polskim z kropką na końcu. Standardem jest używanie przy odpowiedzi na maila skrótu „Re:” i nie widzę absolutnie żadnego powodu, żeby tenże skrót tłumaczyć (zaznaczam tu, że chodzi tylko o wyświetlanie wiadomości). Szczególnie, że gdy odpowiadam na list, w temacie znów pojawia się właśnie owo „Re:”. Niezbyt to użyteczne, prawda? Można się trochę pogubić, szczególnie widząc polskie skróty w listach zagranicznych kolegów.

Leopard: instalacja i wrażenia

13 komentarzy

Instalacja i migracja

Backupy (sztuk dwa: na DVD i częściowo na zewnętrznym dysku) zakończyłam robić około 1 w nocy. Ponieważ byłam dość mocno zdeterminowana (wiedząc, że jeśli nie w noc to przez kilka najbliższych dni też nie), zabrałam się do roboty.
Włożyłam płytkę do napędu i od razu niespodzianka, wszystko pojawiło się po polsku. Pod Tigerem miałam w preferencjach językowych na pierwszym miejscu język polski, bo w wielu programach był dostępny, i instalator Leoparda natychmiast ten fakt wykorzystał. Dzięki temu mogłam sobie od razu poczytać instrukcje instalacji po polsku.

Braciszku, z wrażenia zapomniałam zrobić „pożegnalnego” screena pod Tigerem. Ale za to jest powitalny pod Leopardem, mam nadzieję, że to wystarczy.

Instalator wystartował o 1:52, obliczając czas potrzebny do końca instalacji:

1:54: Czas pozostały ok. 5 godz. i 18 minut

1:58: Czas pozostały ok. 2 godz. i 24 minuty

2:01: Czas pozostały ok. 1 godz. i 24 minuty (akcja rozwija się błyskawicznie!)

2:06: Czas pozostały ok. 1 godz. i 8 minut (w godzinkę idealnie można się zdrzemnąć)

2:16: Czas pozostały ok. 22 minuty (nagle akcja przyspieszyła)

2:28: Czas pozostały ok. 2 minuty (no teraz to już naprawdę nie warto iść spać! napięcie rośnie...)

2:30: Czas pozostały ok. 1 minuta (już za chwilę zobaczę mojego Leoparda!)

2:49 (20 minut później): Czas pozostały ok. 1 minuta (zieew)

3:05: Jedna leopardowa minuta trwa definitywnie za dużo, ale jaka nagroda:

3:12: Pierwszy „screenshot”, z wrażenia zapomniałam o programie Grab i używałam dalej aparatu :P

3:14: Pierwsze ponowne uruchomienie (po automatycznym ściągnięciu update'ów) i pierwszy drobny problem (?)
(Warto zwrócić uwagę na język, jakim napisano ten komunikat. Przez dłuższy czas się zastanawiałam, o czym on do mnie w ogóle rozmawia!)

3:17: Ciąg dalszy pierwszego resetu i trochę większy problem.

Dodam, że twardy reset ten problem tymczasowo rozwiązał, jednak przy kolejnym uruchamianiu komputera na nowo pojawił się znowu. Obawiam się, że nie uniknę nowej instalacji Leoparda, ale dopóki nie muszę wyłączać komputera, a tylko go usypiam, udaję, że problemu nie ma...

Oto końcowy wynik, 5.11, 1:14:

Podsumowując, instalacja trwała niecałe półtorej godziny, choć ciągnęło mi się niesamowicie. Jak podejrzewam, przyczyną rozbieżności między rzeczywistym czasem instalacji, a tym, co pokazywał instalator, była duża ilość maleńkich tekstowych plików na moim dysku (m.in. pełna instalacja TeX-a), z którymi instalator musiał zrobić porządek (Archive&Install), ale może się mylę.

Co działa?

Działa TeX. I to jest najważniejsze. :) Przywrócenie starej instalacji z Previous Systems zajęło mi może w sumie 5 minut (z czego 4 na ustawienie ścieżki do katalogu z binarkami).

Ponadto wbrew zapowiedziom działają programy adobowskie: Acrobat 7.0, InDesign CS2, Photoshop CS2. Innych nie sprawdzałam. Pakiet Office też się uruchamia bez problemu.

Z czym są problemy?

Jak do tej pory problem miałam i mam nadal tylko z jednym programem: odtwarzaczem radia last.fm. Jak się uruchamia to mam zaraz dwie jego ikony w Docku. Podczas logowania jakaś jego część uruchamia się w tle i w dodatku nie odpowiada. W związku z tym mam jednen program-zombie, który muszę wyłączać ręcznie w monitorze aktywności. Jeszcze nie wiem, jak sobie poradzić z tym, poza oczywistym odinstalowaniem.

Zmiany, nowości

Z ważniejszych (≠ większych) zauważalnych zmian, o których trąbią wszystkie polskie makowe blogi i fora: ź i ż zostały zamienione miejscami. Wspomniałam już o tym w poprzednim wpisie. Teraz dodam jeszcze, że nie zdecydowałam, do czego chcę się przyzwyczaić i nie wiem, co jest „prawidłowe”. Wiem, że na zmianę używam i maka i peceta (w pracy) i zawsze na początku muszę się przestawiać. Ale też szybko mi to przychodzi. Ponadto na maku używam zawsze lewego, a na pececie prawego alta. Więc względem spacji jest to zawsze symetryczna zmiana :)
W każdym razie ściągnęłam, zainstalowałam i używam już układ klawiatury Polish Pro2. Zawsze mogę zmienić decyzję. Wystarczy +Spacja (który to skrót u mnie przełącza układ klawiatury).

Pisząc powyższy akapit, chciałam wstawić do niego znak przekreślonego równania. Jak zawsze kliknęłam w tym celu na ikonę układu klawiatury w pasku menu i chciałam wybrać paletę znaków. A tu nie ma. Okazało się, że mogę ją znaleźć w menu mojego edytora. Ale nie wiem, gdzie się podziała ta ogólna, wspólna paleta...

Pierwszego dnia po instalacji, czyli wczoraj, mój komputer bardzo mocno się nagrzewał i ten stan utrzymywał się permanentnie, co bardzo mnie niepokoiło. Zarówno CPU jak i GPU oscylowały w granicach 60°C. Wentylatory chodziły na pełnych obrotach. A ja nie wiedziałam, co się dzieje, boe nie robiłam nic szczególnego. Według Shadzika (za którego dobre rady bardzo dziękuję) mogło chodzić o indeksowanie dysku (np. do CoverFlow, Spotlight itp.). Faktycznie wieczorem wentylatory ucichły i do teraz włączają się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Na przykład wtedy, gdy włączam CoverFlow w Finderze... :( (tak, to oznacza, że ta funkcja jest dla mnie w tej chwili tabu)

Leopard robi wrażenie znacznie szybszego niż Tiger. Wszelkie przejścia i zmiany są znacznie bardziej płynne. Zwalnia jedynie wtedy, gdy jakaś część za mocno się nagrzała. Pod tym względem jestem bardzo zadowolona, bo wymagania jeśli chodzi o pamięć przekraczam jedynie o 256 MB, a to nie za dużo. Niewątpliwie do przyspieszenia systemu przyczyniły się generalne porządki i odinstalowanie wielu „pomocników”, które chodziły w tle.

Jeszcze nie wiem, na ile warto zmienić Quicksilver na Spotlight, ale Spotlight dla mnie wreszcie stał się używalny, wcześniej był tak wolny, że wyszukiwałam w nim pliki tylko wyjątkowo, gdy już naprawdę musiałam. Teraz próbuję używać go częściej, choć nadal nie jest to wyszukiwanie w mgnieniu oka. Ogromną zmianę w prędkości wyszukiwania widzę w programie Mail.app, gdzie po wpisaniu hasła maile pojawiają się w ciągu [ułamków] sekund. Z Quicksilvera, którego używam m.in. do uruchamiania programów, na razie nie zamierzam rezygnować. Bardzo lubię możliwości, jakie daje korzystanie z przeszukiwania kontaktów i ich danych.

WebClip-y dashboardowe zrobiły na mnie raczej kiepskie wrażenie. Teoretycznie strona powinna odświeżać się po tym jak zostanie odświeżona w Safari (co już jest dla mnie bez sensu, bo skoro mogę sobie ją otworzyć w Safari to po co mi Widget?). Ale Widget, który sobie zrobiłam z wiadomości na pierwszej stronie gazeta.pl, nawet wtedy się nie odświeżał. I wtedy wpadłam na pewien pomysł i odważyłam się i nacisnęłam  + R. Widget się zmiksował i po pewnej chwili odświeżył. Nie jest to może idealne zachowanie (idealne by było, gdyby widget odświeżał się sam w tle, gdy tylko zmienia się strona, bez ingerencji użytkownika), szczególnie, że chwilę trwa, zanim ten widget się załaduje (= zanim w tle załaduje się cała strona i będzie można wyciąć widgetowy kawałek), ale jest ok, przynajmniej nie muszę oglądać tych wszystkich reklam dookoła.

Nawiasem mówiąc, Dashboard ładuje się przyjemnie i zauważalnie szybciej niż pod Tigerem. I bardzo często z niego korzystam (aktualnie non-stop sprawdzam temperaturę i prędkość wentylatorków w iStat, bo chcę zobaczyć, od jakich czynników zależą).

Bardzo podoba mi się funkcja przeglądania PDF-ów w Safari, która podobno była już w Tigerze, ale z niej nie korzystałam (bo po pierwsze używałam Camino, po drugie miałam włączoną wtyczkę Acrobata, która to deaktywowała). Przeglądanie to działa super, szczególnie, że opcja wyszukiwania z przyciemnianiem strony (nowa funkcja Safari) działa właśnie również w PDF-ach.

Z nowych programów oglądałam jeszcze Front Row. Wygląda bardzo elegancko i przyjemnie by się obsługiwało, gdyby nie fakt, że nie mam pilota... :P (testowałam klawiaturą)

Spaces. Nigdy nie potrafiłam używać systemu z wieloma desktopami. Próbowałam wielokrotnie i pod Linuksem i pod Makiem (z jakimiś dodatkowymi programami). Próbowałam i pod Leopardem, ale ja po prostu nie potrafię działać z wieloma pulpitami. Potem zapominam, gdzie co mam, i że mam gdzie indziej. Albo mnie przenosi, a ja nie chcę. Ogólnie mówiąc to nie dla mnie. Spaces pozostają wyłączone.

Ciekawe: jeśli ma się backupy Time Machine i wyrzuci się jakiś program do kosza, to chcąc uruchomić plik przypisany do tego programu (bądź uruchomi się odpowiedni protokół na stronie internetowej) to Mac OS wyciągnie program z Time Machine i uruchomi go nie pytając użytkownika o zdanie. Informację na ten temat znalazłam na blogu Pyile. Sama nie mam jeszcze Time Machine działającego (bo nie mam dysku), ale czytam sobie w Internecie trochę o różnych nowościach w Leopardzie i zaskoczyło mnie to. W komentarzach można znależć „oczywiste rozwiązanie”: wyłączyć katalog programów z backupowania. Nie uważam tego za dobre rozwiązanie. Zadaniem Time Machine jest robienie backupu, a na żądanie / za potwierdzeniem ten backup przywrócić. Zakładając że większość programów zapisuje podczas pracy różne dane (swoje ustawienia, cache), od razu pojawia się pytanie, gdzie taki program wystartowany z Time Machine (a przecież nie przywrócony) takie dane zapisze. No chyba nie na dysku backupowym? Bo przecież tam jest back up z poprzednich godzin/dni itp. A na aktualnym? W końcu aktualnie tego programu nie ma, nie istnieje, więc jakim prawem miałby cokolwiek zapisywać na dysku (nie mówiąc o uruchamianiu dalszych programów itp.). Tak więc mamy, moim zdaniem, do czynienia z błędnym modelem, a co za tym idzie, z błędnym oprogramowaniem. Może błąd zostanie usunięty do czasu, kiedy będę miała dysk. Nie umniejszając wagi backupów, trzeba pamiętać, że jest to luka bezpieczeństwa.

GUI

Ciąglę nie mogę się przyzwyczaić do nowego interface'u Leoparda. Jest smutny. Jest ciemnoszary, ciemniejszy niż Tiger. Może i jest elegancki, ale nie jest ergonomiczny. Może to za duże uogólnienie, ale mówię teraz o ogólnym wrażeniu, jakie na mnie robi. Ciemne litery na ciemnym szarym tle nie pomagają w czytelności tekstu, niestety. Jasne świecące punkty na jasnym Docku z odblaskami nie pomaga w rozpoznaniu, który program jest uruchomiony, a który nie. Itd. Nie wiem, jakie były założenia projektantów nowego GUI, może chodziło im o zachowanie jak największej neutralności w stosunku do zawartości programów. Mi to przeszkadza. Przeszkadza mi, że muszę patrzeć się wiele godzin dziennie na ten ponury szary kolor. I że ciężko na nim odczytać ciemne litery (patrz np. Safari).

O Docku wiele już było powiedziane. I ja należę do osób, którym nie przypadł do gustu nowy 3D-Dock. Najbardziej chyba z powodu nieczytelności wyżej wspomnianej. Ponadto miałam podejrzenia, że Dock w takiej postaci zżera dużo cennych zasobów komputera (zupełnie niepotrzebnie), a tego chciałam uniknąć. Ściągnęłam więc z Internetu mały programik, dzięki któremu mogłam zamienić poziomego Docka na wersję 2D i teraz jest idealnie i pięknie. Białe diody pokazujące status programu kontrastują bardzo ładnie z ciemnym, transparentnym tłem Docka. Cóż więcej mi trzeba? (pionowych podziałek między grupami programów)

Co do osławionego paska Menu, u mnie jest nieprzezroczysty. Nikt nie wie, od czego zależy fakt przezroczystości bądź jej braku.

Jedna rzecz bardzo mi się podoba w leopardzim GUI: zaokrąglone rogi menu.

Po co się w ogóle przesiadać?

Leopard ma wiele minusów, wiele spraw jest niedopracowanych, niestety. Znaleziono wiele elementów, które się wręcz pogorszyły od czasów poprzednich wersji. W wielu programach własne ustawienia są bardzo mocno ograniczone, co zniechęca do używania tychże programów. Niektóre funkcje są, jak wspomniałam wyżej, dla mnie tabu, ze względu na dość słaby, jak na minimalne wymagania, sprzęt.

Ale jednak jest coś, dla czego warto się przesiąć (poza wspomnianym przyspieszeniem działania systemu i kilku inncyh zaletach, których pewnie jeszcze nie poznałam): QuickLook. Program (funkcja??) dzięki któremu uruchamianie Preview (Podglądu) przestaje często mieć sens, nie mówiąc już o włączaniu kombajnu officowego, żeby zobaczyć, co zawiera dany plik Excela. (Tak, QuickLook potrafi również przeglądać pliki z pakietu Office). QuickLook potrafi odtwarzać filmy, muzykę, wyświetlać obrazki, pdfy, doce, xlsy, pliki tekstowe, html (z cssem!) i pewnie wiele innych. Przy czym nie jest to tylko bylejaki podgląd pierwszej strony dokumentu lub pierwszej klatki filmu. Jest to pełnawymiarowa przeglądarka wszystkich tych rodzajów plików, to znaczy, że filmy można odtwarzać, dokumenty można przeglądać, powiększać i zmniejszać. Przy czym sam podgląd ładuje się błyskawicznie, wystarczy nacisnąć spację na danym pliku. W dodatku program ten działa „w tle” (choć na pierwszym planie) i strzałkami można sobie przechodzić do innych plików zmieniając ten, który aktualnie jest wyświetlany w okienku SzybkiegoPodglądu. Dla mnie bomba!

Polskie tłumaczenie (kwiatki)

Cieszę się bardzo, że mój ulubiony system operacyjny mówi do mnie teraz moim ojczystym językiem. Jednak język ten jest czasem bardzo dziwny i nie bardzo rozumiem, co mój komputer chce mi powiedzieć. (Albo po prostu jest niegramatycznie lub niespójnie.)

Przykłady:
w menu Docka (po kliknięciu na przejście dla pieszych) „Umieść na ekranie” i tu mamy do wyboru: „lewa” „Dolny” „Prawa”
„Trackpad” został przetłumaczony jako — uwaga — „gładzik”. („Stuknij w gładzik dwoma palcami dla drugiego kliknięcia”, rety, kto to tłumaczył! dla niewtajemniczonych: chodzi o kliknięcie prawym przyciskiem myszy lub też ctrl+click; „Ignoruj gładzik gdy obecna jest mysz”, pipipi)
Po wybraniu czegoś w mailu data detector-em: „Duży typ” (engl. Large type)

Przy okazji: data detector jest super, ale obawiam się, że jak dotąd zaprogramowany tylko na rozpoznawanie angielskich adresów. Przy nazwach typu „Jakaśtamstr. 99” niestety już nie łapie (ale kod pocztowy + miasto rozpoznał). Przy telefonach raczej nie ma problemu. Gdy zaznaczy się, że chce się dodać dane do istniejącego kontaktu, wyszukuje właściwy koontakt w książce adresowej na podstawie nadawcy maila.

Teraz krótko: piszę już spod Leoparda... aaa, zamienił mi ż i ź... (Automacieju, teraz jest jak pod Windowsami: Alt+z=ż, Alt+x=ź)
robiłam trochę zdjęć podczas instalacji, było ciekawie i długo trwało, jak widać. Jak się wyśpię i znajdę chwilę czasu, napiszę dłuższy tekst.

Co ma wspólnego Leopard z Haloween

1 komentarz

Wybiegałam właśnie do pracy (przed godziną), gdy zadzwonił telefon w domu. Melduje się firma kurierska UPC. Proszę pani, był u pani kurier dziś rano i nie znalazł szyldu z nazwiskiem na drzwiach. [grr... wyjątkowo byłam akurat w domu!!!] Wtedy skojarzyłam, że wczoraj wieczorem, jak wchodziłam do klatki, zauważyłam, że nasz domofon jest ochlapany dziwną białą mazią... No więc powiedziałam miłemu panu z firmy UPC, że chyba ktoś nam ochlapał domofon farbą, na co on: aa, no tak, Haloween...

Nie wiem, jakie są halołinowe zwyczaje, nie jestem Amerykanką. Ale wiem, że dzięki Haloween mój Leopard dotrze do mnie być może dopiero wieczorem (miły pan, który okazał się być Polakiem, powiedział, że postara się wysłać jeszcze dzisiaj do mnie drugiego kuriera), a możliwe, że dopiero jutro. Jak jutro to reinstalka będzie pewnie najwcześniej w nd, bo w so i nd bardzo mi jest potrzebny sprawny komputer. Zaplanowałam wszystko na dziś wieczór.

Grr...

Edit: Miły pan jednak chyba był trochę niekumaty, i udzielił mi fałszywej informacji. Otóż była to paczka nieprzeznaczona do doręczania jej do sąsiadów. To znaczy wysłał do mnie kuriera, który pocałował klamkę, bo oczywiście nikogo nie zastał. Apple zastrzegło, że te paczki mogą być doręczane wyłącznie w ciągu dnia (!), więc gdybym się na to zdała to przez najbliższych kilka miesięcy bym chyba nie dostała mojego Kocura. Zadzwoniłam do UPC (12 ct/min, znowu grr) no i ostatecznie ustaliłam, że odbiorę paczkę osobiście. Dzisiaj już nie mogę niestety, choć mają otwarte. Paczka poszła do wora paczek nieodebranych dzisiaj i już dziś nie może być odebrana, dopiero jutro. Od 8 rano. No cóż... w takim razie dziś mogę się pobawić back upami i przygotowaniem ostatecznym komputerka, a przeinstaluję może jutro wieczorem, choć nie liczę na to za bardzo. Jutro wieczorem obowiązki członka zarządu choru wzywają, idziemy na jakieś nudne zebranie stowarzyszenia berlińskich chórów.

A Kotka odbiorę sobie chyba przed pracą. Będę miała przynajmniej miły początek dnia :)))

Update, 2.11.2007, 16:15: O, jaki miły początek dnia miałam dzisiaj :)))

Update, 2.11.2007, 23:22: Kończę przygotowywać backupy. Myślę, że jeszcze dzisiaj (=przed zaśnięciem) Leopard będzie śmigał na moim PB.

Leopard

9 komentarzy

Mam około tydzień, żeby zdobyć zewnętrzny duży (najchętniej >=300GB) dysk na Firewire. :))))) Sponsor pilnie poszukiwany!

Taaak, zamówiłam Leoparda, po cenie studenckiej (-15 EUR) i jeszcze w przedsprzedaży (wysyłka 0 EUR), kilka godzin temu. Ponieważ nie posiadam karty kredytowej, musiałam zapłacić przelewem, więc wyślą dopiero jak przelew dojdzie (pewnie pn/wt). A ponieważ na moim 80 GB dysku jest tylko ok 7 GB wolnego, a ja nie mam dostępu do żadnego dysku zewnętrznego, pilnie poszukuję możliwości zrobienia pełnego backupu moich danych. Najprościej to zrobić na dysku na Firewire, bo wtedy można z niego bootować system :P

Wczoraj obejrzałam "Guided Tour" o Leopardzie. Ten system mnie po prostu powala. Już obecny 10.4 uważałam za bardzo mądry i wygodny, w szczególności dla programistów. Ale Leopard ze swoim Time Machine... i pewnie wieloma szczegółami, w których tkwi diabeł.

Już prawie dwa lata minęło odkąd kupiłam mojego PowerBooka i przesiadłam się na Mac OS X-a. Przez cały ten czas wypróbowałam co najmniej kilka, jak nie kilkanaście różnych edytorów, głównie w celu LaTeXowania. Żaden nie spełnił moich oczekiwań. Może jestem wybredna, albo za długo pracowałam z innymi edytorami, żeby łatwo się przesiąść.

No i wygląda na to, że znalazłam edytor dla siebie. Nazywa się TextMate. Obsługuje w tej chwili bardzo wiele różnych języków programowania i samych programów (np. nieoceniona współpraca z Subversion!), a każdy może dowolnie rozszerzyć jego funkcjonalność pisząc krótkie programy w dowolnym języku skryptowym (shell-script, Perl, Python...).

Ponieważ godzina jest późna, a ja od początku tygodnia (=semestru) wstaję codziennie o 7 rano (ostatnie 3 miesiące to raczej była 9-10), nie mam siły teraz opisywać wielu możliwości i szczegółach, w których tkwi diabeł (!). Ogólnie pochwalić mogę tylko niemal dowolną dopasowywalność do własnych potrzeb i przyzwyczajeń i baardzo wiele możliwości pomocy przy pisaniu kodu (code folding, uzupełnianie kodu, TODOs, sprawdzanie pisowni z ominięciem poleceń itp. itd.). To, co dla mnie jest osobiście ważne, to ogromne wsparcie dla LaTeX-a (w tym synchronizacja z PDF-em oraz wyświetlanie błędów w dodatkowym oknie, kolorowanie składni pliku log i jego automatyczne odświeżanie). Wiele można dowiedzieć się ze screencastów, które dostępne są na stronie TextMate (link patrz wyżej).

Ja od kilku miesięcy używałam wersji Trial, odinstalowując ją i instalując od nowa, ponieważ nie było łatwo od razu zdecydować się na wydanie prawie 50€ (39€+podatek, o którym dowiedziałam się dopiero przy potwierdzaniu transakcji), żeby kupić licencję. Ale po tych kilku miesiącach niezbyt intensywnego użytkowania (bo akurat nie było okazji, a ja też nie miałam czasu, żeby się wgłębiać w możliwości tego edytora) podjęłam ostateczną decyzję i dziś właśnie dostałam już moją licencję.

TextMate określiłabym trochę jako takiego bardzo ładnego i bardziej przyjaznego w użyciu Emacsa, Można w nim prawie wszystko, a na pewno wszystko można zaprogramować (choć nie wiem, czy zrobienie jajecznicy nie wymagało by patelni na USB), do wszystkiego są lub mogą zostać przypisane skróty... no po prostu bosko.

Uprzedzając pytania: TextMate jest i będzie dostępny wyłącznie na Maca. Autor pisze na blogu, że nie zamierza portować edytora na Windowsa, choć mógłby zarobić na tym wielką kasę, bo dla niego znacznie ważniejszy jest fun przy pracy, a Windows is not fun. Przy czym Autor TextMate zamierza wprowadzić akcję (którą już rozpoczął, ale zawiesił z przyczyn technicznych): przesiądź się na Maca, a TextMate dostaniesz gratis.

Jeśli zaintrygował lub zainteresował Was TextMate, warto obejrzeć stronę jemu poświęconą, jest tam Manual, Wiki oraz kilka Screencastów (pliki mov, czyli QuickTime), które robią naprawdę ogromne wrażenie.

Mały prywatny wpis (rzadko się ostatnio zdarza). Miałam dziś znowu prezentację, tym razem pokazywałam mój projekt na temat „Web 2.0 – moc community”. Folie (mind mapy w LaTeX-u! wraz ze źródłami), można ściągnąć z mojej strony już. Oczywiście są po niemiecku, ale nie ma dużo słów, jest sporo obrazków.

Zaraz idę na stację metra odebrać Kasię. Z Kasią nie widziałam się 10 lat, a znamy się od zawsze. Straciłyśmy na jakiś czas kontakt, ale Kasia znalazła mnie w Internecie, o czym kiedyś pisałam. Przy okazji jej wizyty w Europie wpadła właśnie do Berlina na chwilę, żeby się ze mną spotkać i niestety już w sobotę musi wracać.

Pozwalam sobie mimo wszystko pozostawić ten wpis na zerowym poziomie, bo może ktoś będzie zainteresowany źródłami prezentacji w LaTeX-u

Videokonferencja przez Leoparda!

3 komentarze

Jestem właśnie na wykładzie... odbywa się on zawsze równolegle w dwóch pomieszczeniach, na dwóch końcach Berlina (dokładniej: w centrum i na obrzeżach). I najczęściej prowadzący są u nas (na obrzeżach, gdzie jest instytut informatyki), a kilkoro uczestników może ich oglądać w centrum. Tym razem jest pół na pół. Ale to w sumie nieważne. Zaczęły się ćwiczenia, jakieś problemy z połączeniem. Ja patrzę, a oni włączają iChata, jeden i drugi (tu i w centrum) i... Video Theater. Jens włączyła w teatrze folie, które widać na laptopie w centrum. Patrzę na pasek menu: przezroczysty, dock – 3D! Jednym słowem: Leopard Beta!!! No tego się nie spodziewałam! Niestety np. nie dało się powiększyć folii, więc kiepsko można czytać, nie wiem też jak super-efekty-wizualne, które pokazywał SJ na WWDC 2007, ale coś tam działa. Zresztą – fajnie oglądać Leoparda na żywo. Nawet jeśli iChat wywalił się w trakcie bez powodu.

PS: Jeśli oni go mają no to chyba znaczy, że byli na WWDC 2007!!! Muszę z nimi pogadać.

PDFView – koniec

1 komentarz

Właśnie odkryłam, że mój ulubiony program do przeglądania PDF-ów na Macu od stycznia nie jest już rozwijany. Na początku jak go zainstalowałam, aktualizacje pojawiały się niemal codziennie, potem trochę rzadziej. Nie zwróciłam na to jakoś specjalnej uwagi. Dopiero teraz chciałam zajrzeć na chwilę do pomocy programu, żeby się dowiedzieć, jaka jest różnica między trybem Full screen a Presentation i okazało się, że pomocy brak, a jest tylko strona internetowa. No i na tej stronie właśnie dojrzałam informację:

PDFView is no longer in development. Thanks to all the people who supported it, but I have no time any more. You may wanna try Skim as a replacement/improvement.

Ponieważ wspomniany Skim podobno dobrze się rozumie z LaTeX-em (czytaj: funkcja PDFSync), włączyłam ściąganie i zaraz go będę instalować. Zobaczymy, co to warte.

A PDFView szkoda, bo był naprawdę na dobrej drodze, żeby stać się mocną alternatywą dla applowego Preview. Niestety za wcześnie autor zawiesił rozwój programu, żeby można było mówić o 100% niezawodnym i wygodnym narzędziu.

Wróciłam właśnie z tzw. TeX-Stammtisch czyli comiesięcznego spotkania TeXowców berlińskich. Takie sztamtisze są organizowane w wielu miastach Niemiec, najczęściej co miesiąc. Użytkownicy pokazują różne prezentacje, osiągnięcia, rozmawiają o problemach, rozwiązują je. Niektórzy się spotykają w knajpach przy piwku, niektórzy – jak my dzisiaj – w sali uczelnianej, co ma tą zaletę, że jest dostęp do rzutnika cyfrowego i nie trzeba się nachylać nad jednym komputerkiem w 10 osób, żeby cokolwiek zobaczyć.

Na berlińskie „kółko różańcowe”[1] wybierałam się odkąd wiem, że istnieje, czyli od mniej więcej dwóch lat... Kilka razy już nawet zapowiadałam moje przybycie i nigdy nic z tego nie wynikało. Za każdym razem coś powodowało, że nie mogę przyjechać. Tym razem nieopatrznie też zapowiedziałam (wczoraj). I gdyby nie to to chyba znowu bym została w domu, bo zmęczona jestem dosyć po nocy, którą nadrabiałam rano.

Ale zagryzłam zęby i pojechałam, i nie żałuję. Wprawdzie – tak jak mi się wydawało – berlińskie towarzystwo techowe to raczej ponuraki (a ja tak lubię się śmiać!), ale za to są wśród nich eksperci w różnych tematach, m.in. twórca pakietu pstricks – Herbert Voß. Z tego, co się zorientowałam, to on jest właśnie głównym organizatorem spotkań w Berlinie.

Herbert pokazał krótko na początku, jakie fonty o stałej szerokości istnieją w dystrybucjach TeX-owych i niektóre również skomentował. M.in. okazało się, że fonty Latin Modern Typewriter mają również wersję condensed, co wspaniale nadaje się do składu szerokich listingów, gdzie ważne jest, żeby tekst nie był przenoszony do następnej linijki (np. przy jednolinijkowych komentarzach). Z tego, co rozumiem należałoby wersję wąską włączyć przez \lcseries ale jeszcze tego nie wypróbowałam, Druga ciekawa sprawa dotycząca fontów Latin Modern Typewriter: zawierają one również kursywę, co rónież jest nie bez znaczenia przy prezentacji listingów. Ponadto – jak może niektórym wiadomo – Latin Modern doczekały się również wersji True Type (ttf), dzięki czemu można je zainstalować normalnie w systemie i używać do swoich nietechowych celów.

Inne pisma o stałej szerokości to m.in. Bera Mono (\usepackage{beramono}) oraz Luxi Mono (\usepackage[scaled]{luximono}), przy czym opcja scale może otrzymać jeszcze konkretną wartość liczbową (domyślnie .87).

Poza tym rozmawiałam jeszcze z Rolfem Niepraschkiem, który pomógł mi ostatnio wirtualnie rozwiązać pewien problem z pakietem kvoptions (w skrócie pakiet ten pozwala na przekazywanie opcji do klasy lub pakietu w postaci key=value, potrzebowałam możliwość sprawdzenia, czy wartość value jest równa czemuś i wykonywania wtedy odpowiedniej akcji). Rolf jeszcze raz obejrzał sobie moją klasę dokumentu, powiedział, żebym mu podesłała ją to mi wskaże jeszcze kilka punktów, które mogę poprawić, i dał mi kilka wskazówek co do formy pisania własnej klasy.

Za długo tam nie siedziałam, bo – jak mówię – byłam raczej zmęczona, ale cieszę się, że poszłam, bo przetarłam szlaki. Tylko męczy mnie jedna sprawa – zarówno w Polsce, jak i tutaj w środowisku techowców są właściwie głównie i w przeważającej większości [starsi] mężczyźni. Kobiety – jeśli są – to jest ich niewiele i najczęściej też są to te, które zaczynały wtedy kiedy inni, czyli w latach osiemdziesiątych. Dlatego czuję się czasem dziwnie na tych spotkaniach, myślę, że bardzo się wyróżniam. Ale co na to poradzę, że uwielbiam (La)TeX-a, interesuję się nim, chcę go poznawać, zgłębiać i używać? I w dodatku – większość z tych ludzi jest naprawdę bardzo miłych, niektórych znam po kilka lat, a niektórzy znają mnie od urodzenia (mój Tata i jego znajomy Boguś „Jacko” Jackowski ;) ) lub krótko po, i wielu z nich baardzo podziwiam i szanuję za to, co robią, i dużo się od nich uczę. No i w końcu – dzielimy tą wspólną pasję spotykając się na różnorakich kółkach różańcowych i sprawia nam to dużo radości, a dla wielu jest całym życiem. I może wtedy podziały już nie są takie ważne.


[1] Nie wiedziałam jak przetłumaczyć słowo „Stammtisch” na polski, wtedy przyszło mi do głowy właśnie owo „kółko różańcowe”, które ma coś wspólnego z użytkownikami TeX-a. Zarówno oni, jak i przedstawiciele innych grup społecznych bardzo zaangażowanych w jakiś temat, np typografowie, nieraz z taką pasją odnoszą się do przedmiotu sprawy, że zapominają o bożym świecie, a będąc w swoim [zamkniętym] gronie czują się jak ryby w wodzie i uważają, że nikt z zewnątrz ich nie zrozumie. Potrafią godzinami dyskutować o jakiś bzdurach, które takimi właśnie są dla osób „z zewnątrz”, a dla nich – całym życiem.

Dzisiaj znowu miałam „nockę”. Pracowałam nad wspomnianą bazą danych i interfacem do niej – w PHP. Była to już powoli b. pilna praca, a mnie denerwowało, że nie widać końca, więc się zawzięłam i przetrwałam kryzys i o 6 rano, kiedy to wysłałam gotową listę adresową do zarządu i dyrygenta do zatwierdzenia, poszłam spać.

Ale o czym ja właściwie chciałam napisać: byłam tak zmęczona intensywną pracą w PHP, że chcąc nastawić budzik zaczęłam się zastanawiać, do której zmiennej podstawić godzinę pobudki, zasnęłam zanim nastawiłam budzik.

Nowe nowe funkcje Leoparda (10/300)

4 komentarze

Steve Jobs zaprezentował kolejne nowe funkcje Leoparda podczas Keynote WWDC 2007. Równocześnie strona Apple dostała zupełnie nowy layout. Nowe funkcje można oczywiście podziwiać już w pełnej krasie w specjalnie przygotowanych filmikach z demo.

Z ciekawostek: wydana została publiczna wersja beta Safari 3, która działa również pod Windows XP oraz Vista!

Jak tu odrabiać lekcje, gdy się dzieją takie rzeczy?

LinuxTag, dzień pierwszy

3 komentarze

Spędziłam kilka godzin na konferencji linuksowej. Jest przygotowana z dużym rozmachem. Kilkadziesiąt stoisk różnych firm i organizacji. Wszystkie możliwe dystrybucje Linuksa, różne projekty OpenSource, oczywiście sklepik z gadżetami (ale nie mają stringów z Tuksem! Może Ika). Ponadto wykłady równolegle w ok. 6 salach. Tyle w ramach biletu wstępu. Ponadto możliwość wzięcia udziału w warsztatach na różne tematy i zdania egzaminu na różne certyfikaty.

Ja nie byłam dziś na żadnym referacie, bo niewiele mnie dotyczyło. Nie używam Linuksa odkąd mam Maka. To co mnie interesuje na konferencji to raczej projekty Open Source. Ale też oczywiście TeX... Swoje stoisko miało oczywiście Dante, gdzie spotkałam kilkoro znajomych i spędziłam u nich w sumie chyba ze dwie godziny. Dwa razy nawet „włączając się” w prowadzenie stoiska, opowiadając o TeX-u na Macu i pokazując prezentację z Bachotka, przygotowaną przez 12-letniego chłopaka o tym, jak on używa TeX-a i jak na to reagują koledzy w szkole („Czy TeX to jakiś narkotyk?”).

Obeszłam oczywiście wszystkie stoiska, na razie raczej nieśmiało je oglądając. Właśnie to mi przeszkadza trochę, bo nawet nie wiem, o co miałabym zapytać, a pewne rzeczy może mogą mi umknąć przez to ciekawe. Ale dostałam m.in. Fedorę na PowerPC, zebrałam kilka długopisów i jeden breloczek ;)

Na stoisku Ubuntu (gdzie zresztą nikt nie mówił po niemiecku a tylko po angielsku) dowiedziałam, się, że zaprzestali wspierania Ubuntu na PowerPC. Tzn. istnieje jedna taka wersja, ale nie jest już aktualizowana. Tak zdecydowała społeczność podobno.

Z ciekawych rzeczy: na stanowisku Fedory zaprezentowano mi słynnego laptopa za 100$, na którym właśnie działała Fedora, i nawet była linia komend! Ciekawy projekt, w sumie dużo słyszałam o nim wcześniej, fajnie było go dotknąć. W ogóle nie spodziewałam się, że jest taki mały (mniejszy niż mój laptop). Ma czarno-biały wyświetlacz. Klawiatura jest mniejsza od standardowej, bardzo miła w dotyku, taka miękka (gumowa!). Laptop jest raczej odporny na drobne wypadki, typu kawa na klawiaturze.

Na stoisku Dante zarezerwowałam sobie książkę o klasach z pakietu KOMA-Script, która dla członków Dante kosztuje tylko 10€ tam.

Widziałam jeszcze, że dostępne są na DVD tutoriale do JavaScript i Ajaxa z filmami od podstaw.

Dla szukających pracy (ja akurat teraz nie szukam, przynajmniej nie na pełen etat) był cały kącik, gdzie prezentowały się różne firmy, a na ścianach były wywieszone ogłoszenia.

Torba konferencyjna też była, a jakże! Papierowa... :)

Jutro rezygnuję z jogi i wykładów i jadę tam znowu, bo się zapowiadają ciekawe wykłady, m.in. o CMSie, GNOME 3, powiadomieniach na IM o nowych mailach, mediawiki itp., OpenDocument w urzędach i inne.

iTunes po polsku

5 komentarzy

Dziś pojawił się najnowszy update do iTunes. I tu niespodzianka: iTunes został całkowicie spolszczony! Bardzo miło... może to pierwszy krok to tłumaczenia całego OSa z prawdziwego zdarzenia.

LinuxTag 2007 w Berlinie

Dodaj komentarz

Dzisiaj rano zaczęła się konferencja linuksowa w Berlinie i potrwa do soboty. Codziennie wykłady w 6 salach równocześnie, warsztaty, stoiska itp. Dostałam od znajomej darmowe zaproszenie i właśnie wyruszam tam. Stoisko będzie też miało Dante e. V. czyli niemieckie stowarzyszenie użytkowników TeX-a, więc spotkam się ze znajomymi.

Na stronie konferencji można znaleźć dokładny program (też po angielsku). Nie mogę być tam non-stop, bo pracuję i mam zajęcia na uczelni, ale na pewno wybieram się dzisiaj i w sobotę, kiedy to będzie chyba z 5 łebdwazerowych wykładów pod rząd. :)

Yachoo, mój Brat założył wczoraj Linux Wiki. Zaprasza wszystkich do współtworzenia i dyskusji na temat jej formy. W tej chwili aktywnie do pomocy włączyła się Aliceq (Medra). Ja dodałam link do wspomnianej dyskusji do wykopu. Jest bardzo ważne, żeby od początku włączyło się do pracy więcej osób, żeby zebrać pomysły i od razu zacząć mądrze. Miejsca na serwerze jest dosyć, jakaś lepsza domena pewnie też będzie, więc włączcie się do dyskusji na blogu Yachoo. I do współpracy.

Wszelkie komentarze niech się pojawią w jednym miejscu, więc tu je -- wyjątkowo -- wyłączam.

Bardzo się cieszę z tego nowego projektu i wierzę, że będzie się prężnie rozwijał, w miarę możliwości wszystkich współtwórców.

EuroBachoTeX 2007 i Slideshare

Dodaj komentarz

Odkryłam właśnie na blogu Krzysztofa Urbanowicza nową łebdwazerową usługę – można na stronie slideshare.net opublikować i udostępnić swoje prezentacje, które są konwertowane do flasha i pokazywane w ładnej przeglądarce, którą to można oczywiście również dodać do swojego bloga.

Postanowiłam narzędzie wypróbować, szczególnie, że w zeszłym tygodniu (och, to już prawie dwa tygodnie temu!) miałam krótki referat na techowej konferencji w Bachotku – po angielsku! Dodam jeszcze, że prezentacja jest w trzech językach, żeby ułatwić zrozumienie tym, którzy angielskiego nie znają (Niemcy na konferencji raczej znali angielski wszyscy, ale ponieważ bardzo ich lubię to postanowiłam dodać też tłumaczenie w ich języku)

Prezentacja dotyczy rozpoczętego przez mnie w zeszłym roku w Bachotku projektu „Kliniki TeX-owej”.

Jobs vs. Gates

3 komentarze

This is an iHouse... There are no windows... Exactly!!!

Mam pewien pomysł na usprawnienie pracy z LaTeX-em na moim Maku, niestety nie do końca potrafię go zrealizować! Może ktoś z Was będzie miał jakieś rozwiązanie. Jak znajdę więcej czasu to może i sama coś znajdę, ale teraz właściwie powinnam pisać pracę domową ;)

Wygląda to tak, że można w TeXShopie ustawić używanie zewnętrznego edytora. Czyli kompilację wykonuje się w TeXShopie, wyświetlanie pdf-a również, a sama edycja w jakimś innym programie, np. Smultronie (mój obecnie ulubiony edytor, niestety najnowsza wersja 3.0 nie nadaje się do użytku z powodu ogromnej ilości bugów[*]). Edytor dostarczany z TeXShopem jest raczej marny.
Niestety wymaga to dużej ilości kliknięć, żeby zachować plik w Smultronie, przełączyć okno do TeXShopa i uruchomić kompilowanie.
Z tego, co mi wiadomo, TeXShop zawiera jakieś przygotowane AppleSkrypty, ale nie wiem, jak się do nich dobrać.
Myślałam też, żeby wykorzystać tzw. Folder Actions, niestety nie ma dla nich opcji wykonania skryptu, gdy np. pewien określony plik zmieni się (np. będzie miał nową datę), a tylko przy dodawaniu, usuwaniu plików.

Idealnym rozwiązaniem byłoby: <jabłko> + S w Moim Ulubionym Edytorze wywoływałoby odpowiedni skrypt, np. latex/bibtex/latex/latex, po czym okienko podglądu by się odświeżało, na tej stronie, która była ostatnio otwarta. W przypadku błędu otwierałaby się również konsola z outputem

Jestem pewna, że to rozwiązanie jest możliwe i jestem pewna, że jest nawet więcej dróg, żeby je osiągnąć (np. kompilować można z TeXShopa albo wywołując polecenie shellowe

Następnym punktem do rozważenia jest, jak to zrobić, żeby działał pdfsync. Nigdy nie używałam tego narzędzia wcześniej, ale skoro istnieje, czemu by nie! Czasem może być przydatne. Służy do przełączanie między źródłem a podglądem, przy czym przeskakuje się zawsze do miejsca, które wskaże kursor. Podobno jest jakiś problem tutaj z TeXShopem/zewnętrznym edytorem.

Oczywiście musiałaby istnieć możliwość dopasowania, czy ma to być [pdf|xe|]latex.

[*] np. numery linii pojawiły mi się od końca do początku i... w lustrzanym odbiciu!


Update [13:00]

Obecny stan wiedzy:
z TextWranglerem się da tak:

tell application "TextWrangler"
        set fileName to (file of text window 1) as text
end tell
set unixname to POSIX path of fileName
set oldDelimiters to AppleScript's text item delimiters
set AppleScript's text item delimiters to "/"
-- pull the path out as a string and strip off the filename
set pathText to unixname
set pathList to (text items of pathText)
set docName to last item of pathList
set AppleScript's text item delimiters to oldDelimiters
tell application "TextWrangler"
        save text document docName
end tell
tell application "TeXShop"
        activate
        open fileName
end tell
tell document docName of application "TeXShop"
        activate
        typesetinteractive
end tell

Skrypt powoduje, że w TeXShopie otwiera się aktualnie edytowany w TextWranglerze plik, kompiluje się i odświeża/otwiera podgląd. Tylko niech mi ktoś jeszcze powie, jak ten skrypt wywołać przy zapisywaniu pliku to już będę szczęśliwa. Niech będzie i TextWrangler, choć może zadziała i z Smultronem. Aha, skrypt oryginalnie odnosił się do BBEdita, którego nie posiadam, ale to są dwie wersje tego samego edytora, jeśli się nie mylę (jedna platna druga nie), więc nie ma problemu.

Update [13:19]

Znalazłam ciekawą funkcję w TextWranglerze: dowiązanie skryptu do dowolnego elementu Menu. Działa to tak, że skrypt musi być nazwany jak element menu, np. File•Save (• rozdziela poziomy) i zapisany w katalogu ~/Library/Application Support/TextWrangler/Menu Scripts. Można wykonać skrypt przed i/lub po wykonaniu funkcji z Menu.

Mój skrypt wygląda następująco:

on menuselect(menuName, itemName)
        return false
end menuselect

on postmenuselect(menuName, itemName)
        tell application "TextWrangler"
                set fileName to (file of text window 1) as text
        end tell
        set unixname to POSIX path of fileName
        set oldDelimiters to AppleScript's text item delimiters
        set AppleScript's text item delimiters to "/"
        -- pull the path out as a string and strip off the filename
        set pathText to unixname
        set pathList to (text items of pathText)
        set docName to last item of pathList
        set AppleScript's text item delimiters to oldDelimiters
        tell application "TextWrangler"
                save text document docName
        end tell
        tell application "TeXShop"
                activate
                open fileName
        end tell
        tell document docName of application "TeXShop"
                activate
                typesetinteractive
        end tell
end postmenuselect

i działa dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam: po zapisaniu pliku włącza się odpowiedni engine techowy i otwiera się/odświeża się podgląd w TeXShopie. Proste i genialne!

Wygląda na to, że na razie rezygnuję z pięknego i prostegu Smultrona. Chyba, że ktoś mi powie, jak zrobić w nim to samo.

Dwa programy obok siebie.

Dawno nie było o Ubuntu

9 komentarzy

Jechałam dziś metrem na koncert. W berlińskim metrze są zainstalowane takie telewizorki, w których lecą wiadomości (bez głosu, tylko obraz), reklamy itp. Dzisiaj patrzę i oczom nie wierzę: reklama Ubuntu! Tekst w stylu: „Ubuntu to bezpłatny system operacyjny. Wejdź na stronę ... i zamów bezpłatnie CD”. Wbiło mnie w ziemię. Super, że reklamują Ubuntu, i to jeszcze w takim miejscu jak metro!

Dzięki mojemu Tacie[1] mam swoją [sub]domenkę i miejsce na serwerze. Pod adresem http://joanna-ludmila.typograf.pl typoagrafka.eu można w tej chwili znaleźć świeżo przetłumaczoną wersję mojej dotychczasowej oficjalnej strony na serwerze uczelnianym, ciut odmienionej (zdjęcie!). Wersja niemiecka również jest dostępna.

Z biegiem czasu zamierzam rozbudować mocniej tą stronkę, na razie musi wystarczyć to, co jest. Większość plików do ściągnięcia jest po niemiecku, ale kompilować się powinny bez problemu, jeśli ktoś tylko chce przetestować LaTeX-a.

Wrzucam ten wpis we wszystkie kategorie, których aktualnie dotyczy moja strona, żeby łatwiej mogli do niej dotrzeć potencjalni zainteresowani. – Już teraz można z niej ściągnąć różne moje prezentacje zrobione w LaTeX-u wraz ze źródłami.

[1] Domenka typoagrafka to prezent urodzinowy!


www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos