joanna.ludmila@googlemail.com :
Wróciłam właśnie z tzw. TeX-Stammtisch czyli comiesięcznego spotkania TeXowców berlińskich. Takie sztamtisze są organizowane w wielu miastach Niemiec, najczęściej co miesiąc. Użytkownicy pokazują różne prezentacje, osiągnięcia, rozmawiają o problemach, rozwiązują je. Niektórzy się spotykają w knajpach przy piwku, niektórzy – jak my dzisiaj – w sali uczelnianej, co ma tą zaletę, że jest dostęp do rzutnika cyfrowego i nie trzeba się nachylać nad jednym komputerkiem w 10 osób, żeby cokolwiek zobaczyć.
Na berlińskie „kółko różańcowe”[1] wybierałam się odkąd wiem, że istnieje, czyli od mniej więcej dwóch lat... Kilka razy już nawet zapowiadałam moje przybycie i nigdy nic z tego nie wynikało. Za każdym razem coś powodowało, że nie mogę przyjechać. Tym razem nieopatrznie też zapowiedziałam (wczoraj). I gdyby nie to to chyba znowu bym została w domu, bo zmęczona jestem dosyć po nocy, którą nadrabiałam rano.
Ale zagryzłam zęby i pojechałam, i nie żałuję. Wprawdzie – tak jak mi się wydawało – berlińskie towarzystwo techowe to raczej ponuraki (a ja tak lubię się śmiać!), ale za to są wśród nich eksperci w różnych tematach, m.in. twórca pakietu pstricks – Herbert Voß. Z tego, co się zorientowałam, to on jest właśnie głównym organizatorem spotkań w Berlinie.
Herbert pokazał krótko na początku, jakie fonty o stałej szerokości istnieją w dystrybucjach TeX-owych i niektóre również skomentował. M.in. okazało się, że fonty Latin Modern Typewriter mają również wersję condensed, co wspaniale nadaje się do składu szerokich listingów, gdzie ważne jest, żeby tekst nie był przenoszony do następnej linijki (np. przy jednolinijkowych komentarzach). Z tego, co rozumiem należałoby wersję wąską włączyć przez \lcseries ale jeszcze tego nie wypróbowałam, Druga ciekawa sprawa dotycząca fontów Latin Modern Typewriter: zawierają one również kursywę, co rónież jest nie bez znaczenia przy prezentacji listingów. Ponadto – jak może niektórym wiadomo – Latin Modern doczekały się również wersji True Type (ttf), dzięki czemu można je zainstalować normalnie w systemie i używać do swoich nietechowych celów.
Inne pisma o stałej szerokości to m.in. Bera Mono (\usepackage{beramono}) oraz Luxi Mono (\usepackage[scaled]{luximono}), przy czym opcja scale może otrzymać jeszcze konkretną wartość liczbową (domyślnie .87).
Poza tym rozmawiałam jeszcze z Rolfem Niepraschkiem, który pomógł mi ostatnio wirtualnie rozwiązać pewien problem z pakietem kvoptions (w skrócie pakiet ten pozwala na przekazywanie opcji do klasy lub pakietu w postaci key=value, potrzebowałam możliwość sprawdzenia, czy wartość value jest równa czemuś i wykonywania wtedy odpowiedniej akcji). Rolf jeszcze raz obejrzał sobie moją klasę dokumentu, powiedział, żebym mu podesłała ją to mi wskaże jeszcze kilka punktów, które mogę poprawić, i dał mi kilka wskazówek co do formy pisania własnej klasy.
Za długo tam nie siedziałam, bo – jak mówię – byłam raczej zmęczona, ale cieszę się, że poszłam, bo przetarłam szlaki. Tylko męczy mnie jedna sprawa – zarówno w Polsce, jak i tutaj w środowisku techowców są właściwie głównie i w przeważającej większości [starsi] mężczyźni. Kobiety – jeśli są – to jest ich niewiele i najczęściej też są to te, które zaczynały wtedy kiedy inni, czyli w latach osiemdziesiątych. Dlatego czuję się czasem dziwnie na tych spotkaniach, myślę, że bardzo się wyróżniam. Ale co na to poradzę, że uwielbiam (La)TeX-a, interesuję się nim, chcę go poznawać, zgłębiać i używać? I w dodatku – większość z tych ludzi jest naprawdę bardzo miłych, niektórych znam po kilka lat, a niektórzy znają mnie od urodzenia (mój Tata i jego znajomy Boguś „Jacko” Jackowski ;) ) lub krótko po, i wielu z nich baardzo podziwiam i szanuję za to, co robią, i dużo się od nich uczę. No i w końcu – dzielimy tą wspólną pasję spotykając się na różnorakich kółkach różańcowych i sprawia nam to dużo radości, a dla wielu jest całym życiem. I może wtedy podziały już nie są takie ważne.
[1] Nie wiedziałam jak przetłumaczyć słowo „Stammtisch” na polski, wtedy przyszło mi do głowy właśnie owo „kółko różańcowe”, które ma coś wspólnego z użytkownikami TeX-a. Zarówno oni, jak i przedstawiciele innych grup społecznych bardzo zaangażowanych w jakiś temat, np typografowie, nieraz z taką pasją odnoszą się do przedmiotu sprawy, że zapominają o bożym świecie, a będąc w swoim [zamkniętym] gronie czują się jak ryby w wodzie i uważają, że nikt z zewnątrz ich nie zrozumie. Potrafią godzinami dyskutować o jakiś bzdurach, które takimi właśnie są dla osób „z zewnątrz”, a dla nich – całym życiem.
Odkryłam właśnie na blogu Krzysztofa Urbanowicza nową łebdwazerową usługę – można na stronie slideshare.net opublikować i udostępnić swoje prezentacje, które są konwertowane do flasha i pokazywane w ładnej przeglądarce, którą to można oczywiście również dodać do swojego bloga.
Postanowiłam narzędzie wypróbować, szczególnie, że w zeszłym tygodniu (och, to już prawie dwa tygodnie temu!) miałam krótki referat na techowej konferencji w Bachotku – po angielsku! Dodam jeszcze, że prezentacja jest w trzech językach, żeby ułatwić zrozumienie tym, którzy angielskiego nie znają (Niemcy na konferencji raczej znali angielski wszyscy, ale ponieważ bardzo ich lubię to postanowiłam dodać też tłumaczenie w ich języku)
Prezentacja dotyczy rozpoczętego przez mnie w zeszłym roku w Bachotku projektu „Kliniki TeX-owej”.
Dzięki mojemu Tacie[1] mam swoją [sub]domenkę i miejsce na serwerze. Pod adresem http://joanna-ludmila.typograf.pl typoagrafka.eu można w tej chwili znaleźć świeżo przetłumaczoną wersję mojej dotychczasowej oficjalnej strony na serwerze uczelnianym, ciut odmienionej (zdjęcie!). Wersja niemiecka również jest dostępna.
Z biegiem czasu zamierzam rozbudować mocniej tą stronkę, na razie musi wystarczyć to, co jest. Większość plików do ściągnięcia jest po niemiecku, ale kompilować się powinny bez problemu, jeśli ktoś tylko chce przetestować LaTeX-a.
Wrzucam ten wpis we wszystkie kategorie, których aktualnie dotyczy moja strona, żeby łatwiej mogli do niej dotrzeć potencjalni zainteresowani. – Już teraz można z niej ściągnąć różne moje prezentacje zrobione w LaTeX-u wraz ze źródłami.
[1] Domenka typoagrafka to prezent urodzinowy!
Pamiętacie, jak obiecałam, że zrobię na joggerze wprowadzenie do prezentacji w klasie beamer? No więc na razie nie mam czasu, ale będę szykować szkolenie do pracy w tym samym temacie, więc zbiorę materiały i potem już tylko przetłumaczę na polski i będzie. Zresztą myślę, że to byłby fajny temat na referacik w przyszłorocznym Bachotku. W każdym razie nie zapomniałam i dotrzymam słowa. Tylko jeszcze nie wiem, kiedy.
Dostalam wlasnie smsa od Taty, ze moje (i jego tez) zdjecie jest na 10 stronie aktualnego numeru Linux Magazine w ramach relacji z Bachotka.
Dostałam dzisiaj maila od Małgosi Targosz, która nagrywała niektóre wykłady w Bachotku. W załączniku (nie mam pojęcia jak przez wszystkie serwery przeszedł mail wielkości ponad 8MB) znalazłam fragment nagrania z mojego referatu. Fajnie było się zobaczyć. I nawet nie mam takiego głupiego głosu, jak myślałam. I nawet nie wyglądam na spiętą. I nawet widać, że się dobrze bawiłam, a ów fragment dotyczył chyba najbardziej stresogennej sytuacji z całego referatu o typografii, gdy mój tata zauważył na końcu linijki na jednej folii „wiszącą literę”.
Ale wyszłam z tego z uśmiechem na ustach. Wesoło było.
Mam nadzieję, że nie tylko ja się dobrze bawiłam.
Cały wykład Małgosia chce jeszcze trochę podrasować, m.in. rozjaśnić, bo filmik jest dosyć ciemny. I wtedy ma zostać umieszczony w Internecie. Dam znać.
Zbiór zdjęć powiększył się o piękne zdjęcia Marysi Walczak, m.in. portrety.
Gabi Grusza
Wojtek Myszka
BachoTeX 2006 na flickr.com (aktualnie zdjęcia Automacieja i moje)
Marysia Walczak
Trochę czasu minęło zanim udało mi się spokojnie dostać do Internetu, dlatego ostatni dzień opisuję z opóźnieniem.
Oficjalnie było to właściwie pół dnia. Konferencja została zamknięta przed obiadem. Ale zanim to nastąpiło, było jeszcze kilka ciekawych wykładów:
I to był koniec – Jurek Ludwichowski zamknął konferencję.
Zaraz po obiedzie miałam jechać z Maćkiem do Warszawy, jednak tata z Adamem Twardochem i Andrzejem Tomaszewskim przekonali mnie, żebym została jeszcze do wieczora. Zostałam i nie żałuję – Rysiu Kubiak poprowadził spontanicznie krótki kurs wprowadzenia do Emacsa, w którym zresztą piszę teraz te słowa. Mam nadzieję przekonać się do tego edytora. Wersja na Maca, której używam, jest nawet przyjemna dla oka. Hitem rysiowego wprowadzenia jest dla mnie nxml-mode – tryb edycji plików xmlowych, xhtmlowych i htmlowych, który pozwala na walidację w locie!
Wieczorem z ciężkim sercem i głową pełną wrażeń zapakowaliśmy się do auta z tatą, przedtem po kilka razy żegnając się z tymi szczęściarzami, którzy zostawali do rana, i wyruszyliśmy do Warszawy.
Do obiadu były dziś poruszane wyłącznie tematy fontowe, głównie od strony technicznej, która mnie nie interesuje, więc postanowiłam z nich zrezygnować. Skupiłam się na psychicznym przygotowaniu do mojej prezentacji, która miała się odbyć po południu. Poza tym pomagałam poprawić referat Rysiowi Kubiakowi, który puszczał swoje folie z mojego komputera. Jego referat był dzisiaj jedynym, który obejrzałam. Nie to, że inne nie były ciekawe – były! Ale po prostu dziś się nie udało obejrzeć nic więcej.
Byłam też dziś aktywną lekarką naszej Bachotkowej Kliniki. Czasem wystarczyło jedno zdanie, żeby pomóc. Raz spędziłam ok. pół godziny, żeby omówić szablon do prac magisterskich z wspomnianym w poprzednim wpisie Michałem Wronką.
Im bliżej było mojej prezentacji, tym bardziej się denerwowałam. Ale, mimo dobrego przygotowania, po prostu tak jest. A widownia jest bardzo wymagająca.
Mój referat pod tytułem Typografia dla początkujących zaczął się o 17:15. Sala była pełna. Tak pełna, że ludzie musieli wnosić dodatkowe krzesła, żeby gdzieś usiąść. Dla porównania następny po moim referat odbył się w obecności chyba 5–10 osób.
Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wypadłam. Było sporo komentarzy i pytań w trakcie. Głównie od „starszych” TeX-owców, tych najbardziej wymagających. Ogólnie było dużo śmiechu. Podeszłam do tego bardzo na luzie i cieszę się, że udało mi się zachować poczucie humoru. Cały wykład został nagrany na kamerę video i chyba będzie go można skądś potem dostać (dvd?). Nie obyło się bez błędów typograficznych w mojej prezentacji, miałam jedną tzw. „wiszącą literę”, co spowodowało lawinę dyskusji, aczkolwiek z powodu tego, czy wypada, żeby tata, człowiek 20 lat bardziej doświadczony niż ja w tej dziedzinie, zwracał mi uwagę na to w trakcie referatu. O ile mnie ta jego uwaga szczerze ubawiła, bo ten błąd pokazał, że też jestem człowiekiem, a nie robotem, o tyle innym to jakoś przeszkadzało. Dziwne to było.
Ogólnie referat uważam za wielki sukces. Wiele osób mi gratulowało dobrej roboty i że potrafiłam się obronić przed „starszą bracią”.
Potem odbyliśmy jeszcze bardzo ciekawą dyskusję na temat przyszłości Kliniki TeX-owej, która już teraz okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jest kilka pomysłów na jej dalszy rozwój i na pewno będzie kontynuacja, być może w kilku formach.
Między dyskusją o Klinice a kolacją i w jej trakcie robiłam małą prezentację Maka dla wąskiego, ale bardzi zainteresowanego grona. Zadawali różne pytania, które naprowadziły mnie na jakiś trop – o czym by warto w kontekście przesiadki na Apple napisać. Ponieważ dostałam już niejedną prośbę o opisanie moich wrażeń, postaram się to zrobić w pierwszej (haha!) wolnej chwili.
Aha, odbyłam też bardzo owocną dla mnie rozmowę jako pacjent Kliniki, z Jackiem Kmiecikiem, któremu jeszcze raz bardzo dziękuję za rozjaśnienie mi dużo w głowie w temacie konwersji LaTeX->XML.
Jutro o 11, po pierwszej kawie, mam drugi mój referat na temat minimalnego przykładu. Szczegóły pewnie jutro wieczorem. Opowiem.
Dodam jeszcze, że folie z moich prezentacji w wersji źródłowej i w pdfie oraz jako artykuł, który został właśnie opublikowany w Biuletynie GUST-u, mam zamiar, jeśli KomProg się zgodzi, umieścić na stronie BachoTeX-a, więc będzie je można ściągnąć, obejrzeć, kompilować itd.
Dzisiaj już mniej zajmowałam się moimi prezentacjami. Zaczęła się oficjalnie konferencja i było kilka ciekawych wykładów. Dzisiejsze perełki:
Tutaj muszę powiedzieć, że Michał przedstawił bardzo ciekawy temat. Coś, co chodziło za mną od dawna i coś, co od dawna zaczyna się robić dla mnie konieczne. Pokazał Subversion, która – jak powiedział – jest następcą CVS-u. Nie znałam do tej pory ani jednego, ani drugiego.W tej chwili siedzę na Walnym Zebraniu Członków Polskiej Grupy Użytkowników Systemu TeX. Polega to na tym, że co jakiś czas trzeba oderwać rękę od klawiatury i podnieść do góry. :) Ale jestem członkiem i czuję się w obowiązku na te zebrania raz do roku się wybrać. Na razie uchwaliliśmy dwie ustawy, czyli zatwierdzenie budżetu.
Pogoda się nie zmieniła. Ciągle leje. Z wieczornego ogniska nici. :(
Jutro już moja prezentacja o typografii. Ale się cieszę!
Aha, Klinika okazała się, moim zdaniem, być strzałem w dziesiątkę. Poza osobami, które zapisały się przed konferencją, zgłosiły się dziś do mnie spontanicznie dwie osoby i były zadowolone z moich wskazówek.
Dzisiaj był dzień kursów dla początkujących. Dla mnie w większości minął pod znakiem przygotowywania prezentacji do moich referatów, które mam w poniedziałek i wtorek. W ramach kursów można było nauczyć się LaTeX-a (na początku, gdy jeszcze słuchałam, nie nauczyłam się niczego nowego, potem już nie słuchałam, bo byłam zajęta), ConTeXt-a (prawie nie słuchałam, nad czym ubolewam, ale służba nie drużba – przygotowywałam plakietki identyfikacyjne dla lekarzy Kliniki TeX-owej) i TeX-a. Ten ostatni wykład był baardzo ciekawy. Z jednej strony wiele rzeczy, które już znałam. Z drugiej – uporządkowałam moją wiedzę i sporo nowych rzeczy się nauczyłam. Poza wszystkim prezentacja była przygotowana bardzo profesjonalnie i sprawiło mi dużo radości po prostu słuchanie jej. Po referacie podeszłam do prowadzącego, Andrzeja Odyńca, i poprosiłam go o źródło jego wykładu, który zrobił w beamerze. Beamer jest pakietem LaTeX-owym, którego też zawsze używam do moich prezentacji. Dostałam źródła, łącznie z obrazkami i już się cieszę na to, czego mogę się z nich nauczyć.
Co do stanu moich prezentacji, to w zasadzie treść jest już cała. Potrzeba jeszcze (sporo) szlifów w wyglądzie. Mam na to jeszcze cały dzień i mam nadzieję zdążyć. Równocześnie jutro rusza klinika i mam zamiar zgłosić się do niej również jako pacjent z szablonem prac doktorskich, który używamy u nas na uczelni, i który współtworzę.
Towarzysko jest wspaniale. Co chwilę zjawiają się nowe osoby. Oficjalnie konferencja startuje jutro. Do tej pory zjawił się m.in. mój brat Jasiek i mój tata. Jest kilku Niemców i innych cudzoziemców. Ponieważ do Bachotka jechałam z Anglikiem, Jonathanem Kew'em, który zna tylko angielski, to mocno się rozkręciłam językowo. I teraz, tutaj, rozmawiam już w trzech językach – bardzo to miłe uczucie. I nawet mi się aż tak nie miesza. Nie wiem, czy będzie ognisko tradycyjne jutro, bo cały czas leje deszcz. Ale i tak jest fantastycznie!
Za cztery i pół godziny pobudka. O 6:52 wyruszam z Jonathanem Kew'em, twórcą XeTeX-a, pociągiem do Polski. Wieczorem powinniśmy zajechać do Bachotka.
Jedną prezentację o typografii mam w zasadzie gotową. Wymaga jeszcze ewentualnie dopieszczenia, dodania przejść itp., jeśli starczy na to czasu. Drugiej... jeszcze nie zaczęłam. Referaty wygłaszam w poniedziałek i wtorek. Mam nadzieję, że zdążę. Całe szczęście, że mam gotowe artykuły do tych prezentacji, to dobra podstawa. Szkoda, że czas w Bachotku będę musiała częściowo spędzić na przygotowywaniu tych wykładów, ale – jak rozmawiałam z doświadczonymi kolegami – oni też podobno zawsze kończyli prezentacje w Bachotku i, jak mówią, dopiero potem mogli się wyspać. :)
Bardzo, bardzo się cieszę na tą konferencję i wierzę, że sporo się podczas niej nauczę. Cieszę się na spotkanie wielu ciekawych, znajomych ludzi, którzy, nierzadko, mają ogromną wiedzę i doświadczenie i lubią się nimi dzielić z innymi. Poza tym cieszę się na spotkanie mojego taty i brata. Cieszę się na śpiewanie przy ognisku. I na podróż pociągiem też się cieszę!
Plecak już spakowany. Idę spać.
Nie ma jak na joggerze dodać wpisu ze wsteczną datą, więc dopisuję się tutaj. Podróż do Bachotka minęła ciekawie. Spotkaliśmy się z Jonathanem
na dworcu Berlin Ostbahnhof. Mieliśmy miejsca w różnych wagonach, a pociąg był pełen, więc nie było szans, żeby usiąść razem. Sporą część drogi do Warszawy przespałam. Potem zwolniły się miejsca w moim przedziale i poszłam po Jonathana. Trochę rozmawialiśmy po angielsku. W Warszawie mieliśmy około 25 minut na przesiadkę. Na peronie spotkaliśmy Jeana-Michela Hufflena.
Nasz pociąg miał opóźnienie około 40 minut. Gdy w końcu do niego wsiedliśmy, okazało się, że jest pełen i Jean-Michel musiał jechać osobno.
Na peronie w Działdowie zaczepił mnie jakiś człowiek, pytając, czy może jedziemy do Bachotka. Naprowadził go TeX-owy znaczek, który miałam przypięty do plecaka. To był Wojtek Łukaszewicz.
Dołączył do nas.
Po chwili siedzieliśmy już we czwórkę w dworcowym barze, popijając kawę z filtra i zgłębialiśmy TeX-owe tajniki w różnych językach (najczęściej po angielsku). Niesamowite było dla mnie, jak jeszcze przed chwilą niemal obcy sobie ludzie siedzieli i gadali ze sobą z pasją. Fotka obok pokazuje jak było. :) Na niej akurat, o ile się nie mylę, Jean-Michel pokazywał, o czym będzie opowiadał. Po około godzinnej przerwie w podróży wsiedliśmy do osobowego do Tamy Brodzkiej, skąd odebrał nas Jurek. I tak zaczęła się dla nas konferencja BachoTeX 2006.
Jeszcze muszę zrobić korektę ostateczną, ale treść zamknęłam. Może uda mi się chociaż ze trzy godziny dzisiaj zdrzemnąć.
Od wielu godzin, od kilku dni, od kilku tygodni, całe ferie, zajmuję się TeX-em, LaTeX-em itp. Najpierw była konferencja DANTE e.V. w Berlinie, potem zabrałam się za koordynowanie Kliniki (patrz dwa posty niżej), zajęło mi to znacznie więcej czasu niż myślałam. Zgłosiłam się do tego do wygłoszenia dwóch referatów na konferencji TeX-owej w Bachotku. 7 kwietnia upłynął termin nadsyłania materiałów konferencyjnych. Ja mam gotowy jeden z dwóch artykułów. Ten drugi właśnie się pisze.
Pojutrze wyjeżdżam do Gdańska, jutro cały dzień w pracy, a wieczorem na próbie chóru. Wniosek: do rana artykuł powinien być w zasadzie skończony. Jestem mniej więcej w połowie, a do tego dochodzi jeszcze korekta, ponaprawianie typografii, co w klasie dokumentu, której używam, nie jest łatwym zadaniem, bo kolumny są dosyć wąskie i ciągle jest problem z dzieleniem wyrazów. W dodatku mój artykuł zawiera sporo poleceń LaTeX-a, których nie da się przenosić.
Także zrobiłam sobie właśnie trzecią kawę dzisiaj, choć czuję, że już mnie lekko telepie i do roboty.
Gotowe artykuły oczywiście zostaną później opublikowane w Internecie. Dam znać, jak nie zapomnę.
Zapraszam wszystkich [w tym jeszcze niezdecydowanych] uczestników konferencji BachoTeX 2006 do wzięcia udziału w Klinice. Jeśli wiesz, że chcesz złożyć dowolną swoją pracę (np. magisterską albo doktorską) w TeX-u, LaTeX-u lub ConTeXt-cie – przyjedź do nas, a my Ci w tym pomożemy. Szczegóły i zgłoszenie na oficjalnej stronie Kliniki TeX-owej. Drużyna lekarzy klinicznych, w tym lekarz metod niekonwencjonalnych, czekają na Ciebie!
Zapraszam wszystkich zainteresowanych oraz tych onieśmielonych, na
konferencję organizowaną przez GUST w dniach 29.04--2.05.2006.
Tegoroczna konferencja, co ważne, jest skierowana przede wszystkim do początkujących. Szczególnie do tych, którzy nawet nie wiedzą, czym TeX-a ugryźć. W przeddzień konferencji, a więc 29.04 odbędą się warsztaty, gdzie od podstaw będzie można poznać tajniki LaTeX-a, TeX-a i ConTeXt-u.
Poza tym organizujemy akcję pt. "Przyjedź do nas ze swoją pracą, a my pomożemy Ci złożyć ją w (La)TeX-u". (Szczegóły już wkrótce na tej stronie).
Atrakcje poza samymi wykładami: spotkania z ciekawymi ludźmi, okazja do podszlifowania języków obcych w rozmowach z uczestnikami zza granicy, śpiewanie przy gitarze i ognisku (własne instrumenty mile widziane!), przy dobrej pogodzie: nawet kąpiele w jeziorze. Będzie również dostęp do sali komputerowej z Internetem., tak, żeby można było od razu przetestować świeżo nabyte umiejętności, o ile ktoś nie przyjedzie z własnym komputerem/laptopem.
Zameldowanie do 31.03, a po tym terminie są naliczane dodatkowe opłaty. Studenci i/lub członkowie GUST-u i PLUG-u mają zniżki.
Więcej informacji o programie, zameldowaniu itp. na stronie internetowej konferencji.
Dodam jeszcze, małym drukiem, że będę prowadziła wyżej wspomnianą "klinikę", a także wygłoszę dwa referaty. :)
Nie, to nie jest powrót do joggera. Zależy mi, żeby informacja o konferencji dotarła do jak największego grona.
www.flickr.com
|