Leopard: restart niemożliwy ;-)

10 komentarzy

Jak w tytule: od sześciu dni (uptime) nie mogę uruchomić ponownie mojego Leoparda. Zaczęło się od aktualizacji iTunes i QuickTime: wtedy to instalator powiedział, że trzeba komputer uruchomić ponownie, na co się zgodziłam. Zarówno wtedy, jak i przy każdej następnej próbie, wygląda to tak samo: wyłączanie zawiesza się na jakimś programie, bądź też nie. Kiedy myślę, że już już się uda, bo znika pasek menu i zostaje tylko łysy pulpit i Dock (z wyłączonym Finderem), przestaje się dziać cokolwiek. W tym momencie jedyne co mogę to kliknąć na ikonę Findera w Docku i... pracować dalej.

Boję się twardego restartu z powodu błędów kernela, które mi się pojawiają (patrz post o Instalacji). Boję się, że przez twardy reset mogę coś jeszcze bardziej zepsuć, a backupu od czasu instalacji nie robiłam.

Ktoś jakieś pomysły?

Jak już będę miała zewnętrzny dysk, zrobię pełen backup z Time Machine i potem Clean Install Leoparda. Według shadzika może pomóc.

Update, 9.11, 21:09: Odważyłam się i zrobiłam sync'a :) po czym twardy reset. Wszystko bez problemu. W programie do aktualizacji odznaczyłam Quick Time, który wymagał restartu i najpierw zainstalowałam tylko aktualizację iTunes. Gdy ta przebiegła pomyślnie, zrobiłam aktualizację QuickTime, który od razu zażądał restartu, na co się zgodziłam. Ładnie wszystko pozamykał, wyświetlił niebieskie tło i zaczął robić update. Po czym wyświetlił znane mi już ostrzeżenie o pamięciach podręcznych (patrz notka o instalacji) i ładnie zrestartował komputer, bez żadnych problemów.
W związku z tym backup i reinstalka odsunięte są w niewiadomą przyszłość (pewnie w grudniu).

Uwaga: wszystkie komentarze, które są nie na temat będą usuwane, więc nie musicie się męczyć. Wpis jest na temat problemów z restartem Leoparda, więc komentarze na temat formatowania dysków z Windowsami naprawdę nic nie wnoszą do tematu. Sorry.

Leopard: nie wierzę!

6 komentarzy

No po prostu nie wierzę: Safari w Leopardzie nie korzysta przy wypełnianiu formularzy (użytkowników/haseł) z programu Keychain, lecz zapisuje je we własnych ustawieniach! Moje wszystkie skrzętnie uzbierane hasła (używałam pod Tigerem Camino) są teraz nic nie warte. Całą bazę muszę budować od nowa. Zupełnie nie rozumiem jak to możliwe, żeby natywna przeglądarka makoesowa nie korzystała z fantastycznego programu jakim jest Keychain.

Złości mnie to bardzo, bo od wielu miesięcy przestałam zwracać uwagę na jakiekolwiek loginy i hasła, bo wszystko miałam zapisane w Keychain. Teraz przy każdej stronie internetowej, muszę Keychain otwierać, sprawdzać hasło (wpisując każdorazowo hasło główne, bo chcę zachować sobie choć tyle bezpieczeństwa) i dopiero wpisywać je do Safari. Nie wiem, czy zawsze tak było w Safari, czy dopiero teraz, bo wcześniej Safari nie używałam, ale teraz skusiły mnie różne rzeczy. M.in. był to powód nieużywania przeze mnie Firefoxa, że nie korzysta z Keychain... w Safari odkryłam to dopiero po jakimś czasie.

Bardzo jest to dla mnie zastanawiające, czemu Apple nie korzysta z własnych genialnych rozwiązań.

Leopard Mail.app: Re czy Odp?

9 komentarzy

Chyba nie lubię, jak się decyduje za mnie. Leopardowy Mail.app postanowił za mnie zmieniać tekst tematu wiadomości, co właśnie odkryłam. Cały system jest teraz spolszczony (jak pięknie przetłumaczyli można przeczytać na końcu poprzedniej notki). Niestety autorzy zamiast skupić się na poprawności tłumaczeń (co zapewne nie jest takie proste, gdy tłumaczy się zmienne przystosowane do reguł języka angielskiego na polski) rzucili się na tłumaczenia rzeczy zupełnie niepotrzebnych. I tak ze zdumieniem zobaczyłam maila od mojego niemieckiego kolegi z tematem „Odp: Diverses”. Pomijam fakt, że ten skrót stosuje się w języku polskim z kropką na końcu. Standardem jest używanie przy odpowiedzi na maila skrótu „Re:” i nie widzę absolutnie żadnego powodu, żeby tenże skrót tłumaczyć (zaznaczam tu, że chodzi tylko o wyświetlanie wiadomości). Szczególnie, że gdy odpowiadam na list, w temacie znów pojawia się właśnie owo „Re:”. Niezbyt to użyteczne, prawda? Można się trochę pogubić, szczególnie widząc polskie skróty w listach zagranicznych kolegów.

Leopard: instalacja i wrażenia

13 komentarzy

Instalacja i migracja

Backupy (sztuk dwa: na DVD i częściowo na zewnętrznym dysku) zakończyłam robić około 1 w nocy. Ponieważ byłam dość mocno zdeterminowana (wiedząc, że jeśli nie w noc to przez kilka najbliższych dni też nie), zabrałam się do roboty.
Włożyłam płytkę do napędu i od razu niespodzianka, wszystko pojawiło się po polsku. Pod Tigerem miałam w preferencjach językowych na pierwszym miejscu język polski, bo w wielu programach był dostępny, i instalator Leoparda natychmiast ten fakt wykorzystał. Dzięki temu mogłam sobie od razu poczytać instrukcje instalacji po polsku.

Braciszku, z wrażenia zapomniałam zrobić „pożegnalnego” screena pod Tigerem. Ale za to jest powitalny pod Leopardem, mam nadzieję, że to wystarczy.

Instalator wystartował o 1:52, obliczając czas potrzebny do końca instalacji:

1:54: Czas pozostały ok. 5 godz. i 18 minut

1:58: Czas pozostały ok. 2 godz. i 24 minuty

2:01: Czas pozostały ok. 1 godz. i 24 minuty (akcja rozwija się błyskawicznie!)

2:06: Czas pozostały ok. 1 godz. i 8 minut (w godzinkę idealnie można się zdrzemnąć)

2:16: Czas pozostały ok. 22 minuty (nagle akcja przyspieszyła)

2:28: Czas pozostały ok. 2 minuty (no teraz to już naprawdę nie warto iść spać! napięcie rośnie...)

2:30: Czas pozostały ok. 1 minuta (już za chwilę zobaczę mojego Leoparda!)

2:49 (20 minut później): Czas pozostały ok. 1 minuta (zieew)

3:05: Jedna leopardowa minuta trwa definitywnie za dużo, ale jaka nagroda:

3:12: Pierwszy „screenshot”, z wrażenia zapomniałam o programie Grab i używałam dalej aparatu :P

3:14: Pierwsze ponowne uruchomienie (po automatycznym ściągnięciu update'ów) i pierwszy drobny problem (?)
(Warto zwrócić uwagę na język, jakim napisano ten komunikat. Przez dłuższy czas się zastanawiałam, o czym on do mnie w ogóle rozmawia!)

3:17: Ciąg dalszy pierwszego resetu i trochę większy problem.

Dodam, że twardy reset ten problem tymczasowo rozwiązał, jednak przy kolejnym uruchamianiu komputera na nowo pojawił się znowu. Obawiam się, że nie uniknę nowej instalacji Leoparda, ale dopóki nie muszę wyłączać komputera, a tylko go usypiam, udaję, że problemu nie ma...

Oto końcowy wynik, 5.11, 1:14:

Podsumowując, instalacja trwała niecałe półtorej godziny, choć ciągnęło mi się niesamowicie. Jak podejrzewam, przyczyną rozbieżności między rzeczywistym czasem instalacji, a tym, co pokazywał instalator, była duża ilość maleńkich tekstowych plików na moim dysku (m.in. pełna instalacja TeX-a), z którymi instalator musiał zrobić porządek (Archive&Install), ale może się mylę.

Co działa?

Działa TeX. I to jest najważniejsze. :) Przywrócenie starej instalacji z Previous Systems zajęło mi może w sumie 5 minut (z czego 4 na ustawienie ścieżki do katalogu z binarkami).

Ponadto wbrew zapowiedziom działają programy adobowskie: Acrobat 7.0, InDesign CS2, Photoshop CS2. Innych nie sprawdzałam. Pakiet Office też się uruchamia bez problemu.

Z czym są problemy?

Jak do tej pory problem miałam i mam nadal tylko z jednym programem: odtwarzaczem radia last.fm. Jak się uruchamia to mam zaraz dwie jego ikony w Docku. Podczas logowania jakaś jego część uruchamia się w tle i w dodatku nie odpowiada. W związku z tym mam jednen program-zombie, który muszę wyłączać ręcznie w monitorze aktywności. Jeszcze nie wiem, jak sobie poradzić z tym, poza oczywistym odinstalowaniem.

Zmiany, nowości

Z ważniejszych (≠ większych) zauważalnych zmian, o których trąbią wszystkie polskie makowe blogi i fora: ź i ż zostały zamienione miejscami. Wspomniałam już o tym w poprzednim wpisie. Teraz dodam jeszcze, że nie zdecydowałam, do czego chcę się przyzwyczaić i nie wiem, co jest „prawidłowe”. Wiem, że na zmianę używam i maka i peceta (w pracy) i zawsze na początku muszę się przestawiać. Ale też szybko mi to przychodzi. Ponadto na maku używam zawsze lewego, a na pececie prawego alta. Więc względem spacji jest to zawsze symetryczna zmiana :)
W każdym razie ściągnęłam, zainstalowałam i używam już układ klawiatury Polish Pro2. Zawsze mogę zmienić decyzję. Wystarczy +Spacja (który to skrót u mnie przełącza układ klawiatury).

Pisząc powyższy akapit, chciałam wstawić do niego znak przekreślonego równania. Jak zawsze kliknęłam w tym celu na ikonę układu klawiatury w pasku menu i chciałam wybrać paletę znaków. A tu nie ma. Okazało się, że mogę ją znaleźć w menu mojego edytora. Ale nie wiem, gdzie się podziała ta ogólna, wspólna paleta...

Pierwszego dnia po instalacji, czyli wczoraj, mój komputer bardzo mocno się nagrzewał i ten stan utrzymywał się permanentnie, co bardzo mnie niepokoiło. Zarówno CPU jak i GPU oscylowały w granicach 60°C. Wentylatory chodziły na pełnych obrotach. A ja nie wiedziałam, co się dzieje, boe nie robiłam nic szczególnego. Według Shadzika (za którego dobre rady bardzo dziękuję) mogło chodzić o indeksowanie dysku (np. do CoverFlow, Spotlight itp.). Faktycznie wieczorem wentylatory ucichły i do teraz włączają się tylko w wyjątkowych sytuacjach. Na przykład wtedy, gdy włączam CoverFlow w Finderze... :( (tak, to oznacza, że ta funkcja jest dla mnie w tej chwili tabu)

Leopard robi wrażenie znacznie szybszego niż Tiger. Wszelkie przejścia i zmiany są znacznie bardziej płynne. Zwalnia jedynie wtedy, gdy jakaś część za mocno się nagrzała. Pod tym względem jestem bardzo zadowolona, bo wymagania jeśli chodzi o pamięć przekraczam jedynie o 256 MB, a to nie za dużo. Niewątpliwie do przyspieszenia systemu przyczyniły się generalne porządki i odinstalowanie wielu „pomocników”, które chodziły w tle.

Jeszcze nie wiem, na ile warto zmienić Quicksilver na Spotlight, ale Spotlight dla mnie wreszcie stał się używalny, wcześniej był tak wolny, że wyszukiwałam w nim pliki tylko wyjątkowo, gdy już naprawdę musiałam. Teraz próbuję używać go częściej, choć nadal nie jest to wyszukiwanie w mgnieniu oka. Ogromną zmianę w prędkości wyszukiwania widzę w programie Mail.app, gdzie po wpisaniu hasła maile pojawiają się w ciągu [ułamków] sekund. Z Quicksilvera, którego używam m.in. do uruchamiania programów, na razie nie zamierzam rezygnować. Bardzo lubię możliwości, jakie daje korzystanie z przeszukiwania kontaktów i ich danych.

WebClip-y dashboardowe zrobiły na mnie raczej kiepskie wrażenie. Teoretycznie strona powinna odświeżać się po tym jak zostanie odświeżona w Safari (co już jest dla mnie bez sensu, bo skoro mogę sobie ją otworzyć w Safari to po co mi Widget?). Ale Widget, który sobie zrobiłam z wiadomości na pierwszej stronie gazeta.pl, nawet wtedy się nie odświeżał. I wtedy wpadłam na pewien pomysł i odważyłam się i nacisnęłam  + R. Widget się zmiksował i po pewnej chwili odświeżył. Nie jest to może idealne zachowanie (idealne by było, gdyby widget odświeżał się sam w tle, gdy tylko zmienia się strona, bez ingerencji użytkownika), szczególnie, że chwilę trwa, zanim ten widget się załaduje (= zanim w tle załaduje się cała strona i będzie można wyciąć widgetowy kawałek), ale jest ok, przynajmniej nie muszę oglądać tych wszystkich reklam dookoła.

Nawiasem mówiąc, Dashboard ładuje się przyjemnie i zauważalnie szybciej niż pod Tigerem. I bardzo często z niego korzystam (aktualnie non-stop sprawdzam temperaturę i prędkość wentylatorków w iStat, bo chcę zobaczyć, od jakich czynników zależą).

Bardzo podoba mi się funkcja przeglądania PDF-ów w Safari, która podobno była już w Tigerze, ale z niej nie korzystałam (bo po pierwsze używałam Camino, po drugie miałam włączoną wtyczkę Acrobata, która to deaktywowała). Przeglądanie to działa super, szczególnie, że opcja wyszukiwania z przyciemnianiem strony (nowa funkcja Safari) działa właśnie również w PDF-ach.

Z nowych programów oglądałam jeszcze Front Row. Wygląda bardzo elegancko i przyjemnie by się obsługiwało, gdyby nie fakt, że nie mam pilota... :P (testowałam klawiaturą)

Spaces. Nigdy nie potrafiłam używać systemu z wieloma desktopami. Próbowałam wielokrotnie i pod Linuksem i pod Makiem (z jakimiś dodatkowymi programami). Próbowałam i pod Leopardem, ale ja po prostu nie potrafię działać z wieloma pulpitami. Potem zapominam, gdzie co mam, i że mam gdzie indziej. Albo mnie przenosi, a ja nie chcę. Ogólnie mówiąc to nie dla mnie. Spaces pozostają wyłączone.

Ciekawe: jeśli ma się backupy Time Machine i wyrzuci się jakiś program do kosza, to chcąc uruchomić plik przypisany do tego programu (bądź uruchomi się odpowiedni protokół na stronie internetowej) to Mac OS wyciągnie program z Time Machine i uruchomi go nie pytając użytkownika o zdanie. Informację na ten temat znalazłam na blogu Pyile. Sama nie mam jeszcze Time Machine działającego (bo nie mam dysku), ale czytam sobie w Internecie trochę o różnych nowościach w Leopardzie i zaskoczyło mnie to. W komentarzach można znależć „oczywiste rozwiązanie”: wyłączyć katalog programów z backupowania. Nie uważam tego za dobre rozwiązanie. Zadaniem Time Machine jest robienie backupu, a na żądanie / za potwierdzeniem ten backup przywrócić. Zakładając że większość programów zapisuje podczas pracy różne dane (swoje ustawienia, cache), od razu pojawia się pytanie, gdzie taki program wystartowany z Time Machine (a przecież nie przywrócony) takie dane zapisze. No chyba nie na dysku backupowym? Bo przecież tam jest back up z poprzednich godzin/dni itp. A na aktualnym? W końcu aktualnie tego programu nie ma, nie istnieje, więc jakim prawem miałby cokolwiek zapisywać na dysku (nie mówiąc o uruchamianiu dalszych programów itp.). Tak więc mamy, moim zdaniem, do czynienia z błędnym modelem, a co za tym idzie, z błędnym oprogramowaniem. Może błąd zostanie usunięty do czasu, kiedy będę miała dysk. Nie umniejszając wagi backupów, trzeba pamiętać, że jest to luka bezpieczeństwa.

GUI

Ciąglę nie mogę się przyzwyczaić do nowego interface'u Leoparda. Jest smutny. Jest ciemnoszary, ciemniejszy niż Tiger. Może i jest elegancki, ale nie jest ergonomiczny. Może to za duże uogólnienie, ale mówię teraz o ogólnym wrażeniu, jakie na mnie robi. Ciemne litery na ciemnym szarym tle nie pomagają w czytelności tekstu, niestety. Jasne świecące punkty na jasnym Docku z odblaskami nie pomaga w rozpoznaniu, który program jest uruchomiony, a który nie. Itd. Nie wiem, jakie były założenia projektantów nowego GUI, może chodziło im o zachowanie jak największej neutralności w stosunku do zawartości programów. Mi to przeszkadza. Przeszkadza mi, że muszę patrzeć się wiele godzin dziennie na ten ponury szary kolor. I że ciężko na nim odczytać ciemne litery (patrz np. Safari).

O Docku wiele już było powiedziane. I ja należę do osób, którym nie przypadł do gustu nowy 3D-Dock. Najbardziej chyba z powodu nieczytelności wyżej wspomnianej. Ponadto miałam podejrzenia, że Dock w takiej postaci zżera dużo cennych zasobów komputera (zupełnie niepotrzebnie), a tego chciałam uniknąć. Ściągnęłam więc z Internetu mały programik, dzięki któremu mogłam zamienić poziomego Docka na wersję 2D i teraz jest idealnie i pięknie. Białe diody pokazujące status programu kontrastują bardzo ładnie z ciemnym, transparentnym tłem Docka. Cóż więcej mi trzeba? (pionowych podziałek między grupami programów)

Co do osławionego paska Menu, u mnie jest nieprzezroczysty. Nikt nie wie, od czego zależy fakt przezroczystości bądź jej braku.

Jedna rzecz bardzo mi się podoba w leopardzim GUI: zaokrąglone rogi menu.

Po co się w ogóle przesiadać?

Leopard ma wiele minusów, wiele spraw jest niedopracowanych, niestety. Znaleziono wiele elementów, które się wręcz pogorszyły od czasów poprzednich wersji. W wielu programach własne ustawienia są bardzo mocno ograniczone, co zniechęca do używania tychże programów. Niektóre funkcje są, jak wspomniałam wyżej, dla mnie tabu, ze względu na dość słaby, jak na minimalne wymagania, sprzęt.

Ale jednak jest coś, dla czego warto się przesiąć (poza wspomnianym przyspieszeniem działania systemu i kilku inncyh zaletach, których pewnie jeszcze nie poznałam): QuickLook. Program (funkcja??) dzięki któremu uruchamianie Preview (Podglądu) przestaje często mieć sens, nie mówiąc już o włączaniu kombajnu officowego, żeby zobaczyć, co zawiera dany plik Excela. (Tak, QuickLook potrafi również przeglądać pliki z pakietu Office). QuickLook potrafi odtwarzać filmy, muzykę, wyświetlać obrazki, pdfy, doce, xlsy, pliki tekstowe, html (z cssem!) i pewnie wiele innych. Przy czym nie jest to tylko bylejaki podgląd pierwszej strony dokumentu lub pierwszej klatki filmu. Jest to pełnawymiarowa przeglądarka wszystkich tych rodzajów plików, to znaczy, że filmy można odtwarzać, dokumenty można przeglądać, powiększać i zmniejszać. Przy czym sam podgląd ładuje się błyskawicznie, wystarczy nacisnąć spację na danym pliku. W dodatku program ten działa „w tle” (choć na pierwszym planie) i strzałkami można sobie przechodzić do innych plików zmieniając ten, który aktualnie jest wyświetlany w okienku SzybkiegoPodglądu. Dla mnie bomba!

Polskie tłumaczenie (kwiatki)

Cieszę się bardzo, że mój ulubiony system operacyjny mówi do mnie teraz moim ojczystym językiem. Jednak język ten jest czasem bardzo dziwny i nie bardzo rozumiem, co mój komputer chce mi powiedzieć. (Albo po prostu jest niegramatycznie lub niespójnie.)

Przykłady:
w menu Docka (po kliknięciu na przejście dla pieszych) „Umieść na ekranie” i tu mamy do wyboru: „lewa” „Dolny” „Prawa”
„Trackpad” został przetłumaczony jako — uwaga — „gładzik”. („Stuknij w gładzik dwoma palcami dla drugiego kliknięcia”, rety, kto to tłumaczył! dla niewtajemniczonych: chodzi o kliknięcie prawym przyciskiem myszy lub też ctrl+click; „Ignoruj gładzik gdy obecna jest mysz”, pipipi)
Po wybraniu czegoś w mailu data detector-em: „Duży typ” (engl. Large type)

Przy okazji: data detector jest super, ale obawiam się, że jak dotąd zaprogramowany tylko na rozpoznawanie angielskich adresów. Przy nazwach typu „Jakaśtamstr. 99” niestety już nie łapie (ale kod pocztowy + miasto rozpoznał). Przy telefonach raczej nie ma problemu. Gdy zaznaczy się, że chce się dodać dane do istniejącego kontaktu, wyszukuje właściwy koontakt w książce adresowej na podstawie nadawcy maila.

Teraz krótko: piszę już spod Leoparda... aaa, zamienił mi ż i ź... (Automacieju, teraz jest jak pod Windowsami: Alt+z=ż, Alt+x=ź)
robiłam trochę zdjęć podczas instalacji, było ciekawie i długo trwało, jak widać. Jak się wyśpię i znajdę chwilę czasu, napiszę dłuższy tekst.

Co ma wspólnego Leopard z Haloween

1 komentarz

Wybiegałam właśnie do pracy (przed godziną), gdy zadzwonił telefon w domu. Melduje się firma kurierska UPC. Proszę pani, był u pani kurier dziś rano i nie znalazł szyldu z nazwiskiem na drzwiach. [grr... wyjątkowo byłam akurat w domu!!!] Wtedy skojarzyłam, że wczoraj wieczorem, jak wchodziłam do klatki, zauważyłam, że nasz domofon jest ochlapany dziwną białą mazią... No więc powiedziałam miłemu panu z firmy UPC, że chyba ktoś nam ochlapał domofon farbą, na co on: aa, no tak, Haloween...

Nie wiem, jakie są halołinowe zwyczaje, nie jestem Amerykanką. Ale wiem, że dzięki Haloween mój Leopard dotrze do mnie być może dopiero wieczorem (miły pan, który okazał się być Polakiem, powiedział, że postara się wysłać jeszcze dzisiaj do mnie drugiego kuriera), a możliwe, że dopiero jutro. Jak jutro to reinstalka będzie pewnie najwcześniej w nd, bo w so i nd bardzo mi jest potrzebny sprawny komputer. Zaplanowałam wszystko na dziś wieczór.

Grr...

Edit: Miły pan jednak chyba był trochę niekumaty, i udzielił mi fałszywej informacji. Otóż była to paczka nieprzeznaczona do doręczania jej do sąsiadów. To znaczy wysłał do mnie kuriera, który pocałował klamkę, bo oczywiście nikogo nie zastał. Apple zastrzegło, że te paczki mogą być doręczane wyłącznie w ciągu dnia (!), więc gdybym się na to zdała to przez najbliższych kilka miesięcy bym chyba nie dostała mojego Kocura. Zadzwoniłam do UPC (12 ct/min, znowu grr) no i ostatecznie ustaliłam, że odbiorę paczkę osobiście. Dzisiaj już nie mogę niestety, choć mają otwarte. Paczka poszła do wora paczek nieodebranych dzisiaj i już dziś nie może być odebrana, dopiero jutro. Od 8 rano. No cóż... w takim razie dziś mogę się pobawić back upami i przygotowaniem ostatecznym komputerka, a przeinstaluję może jutro wieczorem, choć nie liczę na to za bardzo. Jutro wieczorem obowiązki członka zarządu choru wzywają, idziemy na jakieś nudne zebranie stowarzyszenia berlińskich chórów.

A Kotka odbiorę sobie chyba przed pracą. Będę miała przynajmniej miły początek dnia :)))

Update, 2.11.2007, 16:15: O, jaki miły początek dnia miałam dzisiaj :)))

Update, 2.11.2007, 23:22: Kończę przygotowywać backupy. Myślę, że jeszcze dzisiaj (=przed zaśnięciem) Leopard będzie śmigał na moim PB.

Leopard

9 komentarzy

Mam około tydzień, żeby zdobyć zewnętrzny duży (najchętniej >=300GB) dysk na Firewire. :))))) Sponsor pilnie poszukiwany!

Taaak, zamówiłam Leoparda, po cenie studenckiej (-15 EUR) i jeszcze w przedsprzedaży (wysyłka 0 EUR), kilka godzin temu. Ponieważ nie posiadam karty kredytowej, musiałam zapłacić przelewem, więc wyślą dopiero jak przelew dojdzie (pewnie pn/wt). A ponieważ na moim 80 GB dysku jest tylko ok 7 GB wolnego, a ja nie mam dostępu do żadnego dysku zewnętrznego, pilnie poszukuję możliwości zrobienia pełnego backupu moich danych. Najprościej to zrobić na dysku na Firewire, bo wtedy można z niego bootować system :P

Wczoraj obejrzałam "Guided Tour" o Leopardzie. Ten system mnie po prostu powala. Już obecny 10.4 uważałam za bardzo mądry i wygodny, w szczególności dla programistów. Ale Leopard ze swoim Time Machine... i pewnie wieloma szczegółami, w których tkwi diabeł.

Już prawie dwa lata minęło odkąd kupiłam mojego PowerBooka i przesiadłam się na Mac OS X-a. Przez cały ten czas wypróbowałam co najmniej kilka, jak nie kilkanaście różnych edytorów, głównie w celu LaTeXowania. Żaden nie spełnił moich oczekiwań. Może jestem wybredna, albo za długo pracowałam z innymi edytorami, żeby łatwo się przesiąść.

No i wygląda na to, że znalazłam edytor dla siebie. Nazywa się TextMate. Obsługuje w tej chwili bardzo wiele różnych języków programowania i samych programów (np. nieoceniona współpraca z Subversion!), a każdy może dowolnie rozszerzyć jego funkcjonalność pisząc krótkie programy w dowolnym języku skryptowym (shell-script, Perl, Python...).

Ponieważ godzina jest późna, a ja od początku tygodnia (=semestru) wstaję codziennie o 7 rano (ostatnie 3 miesiące to raczej była 9-10), nie mam siły teraz opisywać wielu możliwości i szczegółach, w których tkwi diabeł (!). Ogólnie pochwalić mogę tylko niemal dowolną dopasowywalność do własnych potrzeb i przyzwyczajeń i baardzo wiele możliwości pomocy przy pisaniu kodu (code folding, uzupełnianie kodu, TODOs, sprawdzanie pisowni z ominięciem poleceń itp. itd.). To, co dla mnie jest osobiście ważne, to ogromne wsparcie dla LaTeX-a (w tym synchronizacja z PDF-em oraz wyświetlanie błędów w dodatkowym oknie, kolorowanie składni pliku log i jego automatyczne odświeżanie). Wiele można dowiedzieć się ze screencastów, które dostępne są na stronie TextMate (link patrz wyżej).

Ja od kilku miesięcy używałam wersji Trial, odinstalowując ją i instalując od nowa, ponieważ nie było łatwo od razu zdecydować się na wydanie prawie 50€ (39€+podatek, o którym dowiedziałam się dopiero przy potwierdzaniu transakcji), żeby kupić licencję. Ale po tych kilku miesiącach niezbyt intensywnego użytkowania (bo akurat nie było okazji, a ja też nie miałam czasu, żeby się wgłębiać w możliwości tego edytora) podjęłam ostateczną decyzję i dziś właśnie dostałam już moją licencję.

TextMate określiłabym trochę jako takiego bardzo ładnego i bardziej przyjaznego w użyciu Emacsa, Można w nim prawie wszystko, a na pewno wszystko można zaprogramować (choć nie wiem, czy zrobienie jajecznicy nie wymagało by patelni na USB), do wszystkiego są lub mogą zostać przypisane skróty... no po prostu bosko.

Uprzedzając pytania: TextMate jest i będzie dostępny wyłącznie na Maca. Autor pisze na blogu, że nie zamierza portować edytora na Windowsa, choć mógłby zarobić na tym wielką kasę, bo dla niego znacznie ważniejszy jest fun przy pracy, a Windows is not fun. Przy czym Autor TextMate zamierza wprowadzić akcję (którą już rozpoczął, ale zawiesił z przyczyn technicznych): przesiądź się na Maca, a TextMate dostaniesz gratis.

Jeśli zaintrygował lub zainteresował Was TextMate, warto obejrzeć stronę jemu poświęconą, jest tam Manual, Wiki oraz kilka Screencastów (pliki mov, czyli QuickTime), które robią naprawdę ogromne wrażenie.

Videokonferencja przez Leoparda!

3 komentarze

Jestem właśnie na wykładzie... odbywa się on zawsze równolegle w dwóch pomieszczeniach, na dwóch końcach Berlina (dokładniej: w centrum i na obrzeżach). I najczęściej prowadzący są u nas (na obrzeżach, gdzie jest instytut informatyki), a kilkoro uczestników może ich oglądać w centrum. Tym razem jest pół na pół. Ale to w sumie nieważne. Zaczęły się ćwiczenia, jakieś problemy z połączeniem. Ja patrzę, a oni włączają iChata, jeden i drugi (tu i w centrum) i... Video Theater. Jens włączyła w teatrze folie, które widać na laptopie w centrum. Patrzę na pasek menu: przezroczysty, dock – 3D! Jednym słowem: Leopard Beta!!! No tego się nie spodziewałam! Niestety np. nie dało się powiększyć folii, więc kiepsko można czytać, nie wiem też jak super-efekty-wizualne, które pokazywał SJ na WWDC 2007, ale coś tam działa. Zresztą – fajnie oglądać Leoparda na żywo. Nawet jeśli iChat wywalił się w trakcie bez powodu.

PS: Jeśli oni go mają no to chyba znaczy, że byli na WWDC 2007!!! Muszę z nimi pogadać.

PDFView – koniec

1 komentarz

Właśnie odkryłam, że mój ulubiony program do przeglądania PDF-ów na Macu od stycznia nie jest już rozwijany. Na początku jak go zainstalowałam, aktualizacje pojawiały się niemal codziennie, potem trochę rzadziej. Nie zwróciłam na to jakoś specjalnej uwagi. Dopiero teraz chciałam zajrzeć na chwilę do pomocy programu, żeby się dowiedzieć, jaka jest różnica między trybem Full screen a Presentation i okazało się, że pomocy brak, a jest tylko strona internetowa. No i na tej stronie właśnie dojrzałam informację:

PDFView is no longer in development. Thanks to all the people who supported it, but I have no time any more. You may wanna try Skim as a replacement/improvement.

Ponieważ wspomniany Skim podobno dobrze się rozumie z LaTeX-em (czytaj: funkcja PDFSync), włączyłam ściąganie i zaraz go będę instalować. Zobaczymy, co to warte.

A PDFView szkoda, bo był naprawdę na dobrej drodze, żeby stać się mocną alternatywą dla applowego Preview. Niestety za wcześnie autor zawiesił rozwój programu, żeby można było mówić o 100% niezawodnym i wygodnym narzędziu.

Nowe nowe funkcje Leoparda (10/300)

4 komentarze

Steve Jobs zaprezentował kolejne nowe funkcje Leoparda podczas Keynote WWDC 2007. Równocześnie strona Apple dostała zupełnie nowy layout. Nowe funkcje można oczywiście podziwiać już w pełnej krasie w specjalnie przygotowanych filmikach z demo.

Z ciekawostek: wydana została publiczna wersja beta Safari 3, która działa również pod Windows XP oraz Vista!

Jak tu odrabiać lekcje, gdy się dzieją takie rzeczy?

LinuxTag, dzień pierwszy

3 komentarze

Spędziłam kilka godzin na konferencji linuksowej. Jest przygotowana z dużym rozmachem. Kilkadziesiąt stoisk różnych firm i organizacji. Wszystkie możliwe dystrybucje Linuksa, różne projekty OpenSource, oczywiście sklepik z gadżetami (ale nie mają stringów z Tuksem! Może Ika). Ponadto wykłady równolegle w ok. 6 salach. Tyle w ramach biletu wstępu. Ponadto możliwość wzięcia udziału w warsztatach na różne tematy i zdania egzaminu na różne certyfikaty.

Ja nie byłam dziś na żadnym referacie, bo niewiele mnie dotyczyło. Nie używam Linuksa odkąd mam Maka. To co mnie interesuje na konferencji to raczej projekty Open Source. Ale też oczywiście TeX... Swoje stoisko miało oczywiście Dante, gdzie spotkałam kilkoro znajomych i spędziłam u nich w sumie chyba ze dwie godziny. Dwa razy nawet „włączając się” w prowadzenie stoiska, opowiadając o TeX-u na Macu i pokazując prezentację z Bachotka, przygotowaną przez 12-letniego chłopaka o tym, jak on używa TeX-a i jak na to reagują koledzy w szkole („Czy TeX to jakiś narkotyk?”).

Obeszłam oczywiście wszystkie stoiska, na razie raczej nieśmiało je oglądając. Właśnie to mi przeszkadza trochę, bo nawet nie wiem, o co miałabym zapytać, a pewne rzeczy może mogą mi umknąć przez to ciekawe. Ale dostałam m.in. Fedorę na PowerPC, zebrałam kilka długopisów i jeden breloczek ;)

Na stoisku Ubuntu (gdzie zresztą nikt nie mówił po niemiecku a tylko po angielsku) dowiedziałam, się, że zaprzestali wspierania Ubuntu na PowerPC. Tzn. istnieje jedna taka wersja, ale nie jest już aktualizowana. Tak zdecydowała społeczność podobno.

Z ciekawych rzeczy: na stanowisku Fedory zaprezentowano mi słynnego laptopa za 100$, na którym właśnie działała Fedora, i nawet była linia komend! Ciekawy projekt, w sumie dużo słyszałam o nim wcześniej, fajnie było go dotknąć. W ogóle nie spodziewałam się, że jest taki mały (mniejszy niż mój laptop). Ma czarno-biały wyświetlacz. Klawiatura jest mniejsza od standardowej, bardzo miła w dotyku, taka miękka (gumowa!). Laptop jest raczej odporny na drobne wypadki, typu kawa na klawiaturze.

Na stoisku Dante zarezerwowałam sobie książkę o klasach z pakietu KOMA-Script, która dla członków Dante kosztuje tylko 10€ tam.

Widziałam jeszcze, że dostępne są na DVD tutoriale do JavaScript i Ajaxa z filmami od podstaw.

Dla szukających pracy (ja akurat teraz nie szukam, przynajmniej nie na pełen etat) był cały kącik, gdzie prezentowały się różne firmy, a na ścianach były wywieszone ogłoszenia.

Torba konferencyjna też była, a jakże! Papierowa... :)

Jutro rezygnuję z jogi i wykładów i jadę tam znowu, bo się zapowiadają ciekawe wykłady, m.in. o CMSie, GNOME 3, powiadomieniach na IM o nowych mailach, mediawiki itp., OpenDocument w urzędach i inne.

iTunes po polsku

5 komentarzy

Dziś pojawił się najnowszy update do iTunes. I tu niespodzianka: iTunes został całkowicie spolszczony! Bardzo miło... może to pierwszy krok to tłumaczenia całego OSa z prawdziwego zdarzenia.

Jobs vs. Gates

3 komentarze

This is an iHouse... There are no windows... Exactly!!!

Mam pewien pomysł na usprawnienie pracy z LaTeX-em na moim Maku, niestety nie do końca potrafię go zrealizować! Może ktoś z Was będzie miał jakieś rozwiązanie. Jak znajdę więcej czasu to może i sama coś znajdę, ale teraz właściwie powinnam pisać pracę domową ;)

Wygląda to tak, że można w TeXShopie ustawić używanie zewnętrznego edytora. Czyli kompilację wykonuje się w TeXShopie, wyświetlanie pdf-a również, a sama edycja w jakimś innym programie, np. Smultronie (mój obecnie ulubiony edytor, niestety najnowsza wersja 3.0 nie nadaje się do użytku z powodu ogromnej ilości bugów[*]). Edytor dostarczany z TeXShopem jest raczej marny.
Niestety wymaga to dużej ilości kliknięć, żeby zachować plik w Smultronie, przełączyć okno do TeXShopa i uruchomić kompilowanie.
Z tego, co mi wiadomo, TeXShop zawiera jakieś przygotowane AppleSkrypty, ale nie wiem, jak się do nich dobrać.
Myślałam też, żeby wykorzystać tzw. Folder Actions, niestety nie ma dla nich opcji wykonania skryptu, gdy np. pewien określony plik zmieni się (np. będzie miał nową datę), a tylko przy dodawaniu, usuwaniu plików.

Idealnym rozwiązaniem byłoby: <jabłko> + S w Moim Ulubionym Edytorze wywoływałoby odpowiedni skrypt, np. latex/bibtex/latex/latex, po czym okienko podglądu by się odświeżało, na tej stronie, która była ostatnio otwarta. W przypadku błędu otwierałaby się również konsola z outputem

Jestem pewna, że to rozwiązanie jest możliwe i jestem pewna, że jest nawet więcej dróg, żeby je osiągnąć (np. kompilować można z TeXShopa albo wywołując polecenie shellowe

Następnym punktem do rozważenia jest, jak to zrobić, żeby działał pdfsync. Nigdy nie używałam tego narzędzia wcześniej, ale skoro istnieje, czemu by nie! Czasem może być przydatne. Służy do przełączanie między źródłem a podglądem, przy czym przeskakuje się zawsze do miejsca, które wskaże kursor. Podobno jest jakiś problem tutaj z TeXShopem/zewnętrznym edytorem.

Oczywiście musiałaby istnieć możliwość dopasowania, czy ma to być [pdf|xe|]latex.

[*] np. numery linii pojawiły mi się od końca do początku i... w lustrzanym odbiciu!


Update [13:00]

Obecny stan wiedzy:
z TextWranglerem się da tak:

tell application "TextWrangler"
        set fileName to (file of text window 1) as text
end tell
set unixname to POSIX path of fileName
set oldDelimiters to AppleScript's text item delimiters
set AppleScript's text item delimiters to "/"
-- pull the path out as a string and strip off the filename
set pathText to unixname
set pathList to (text items of pathText)
set docName to last item of pathList
set AppleScript's text item delimiters to oldDelimiters
tell application "TextWrangler"
        save text document docName
end tell
tell application "TeXShop"
        activate
        open fileName
end tell
tell document docName of application "TeXShop"
        activate
        typesetinteractive
end tell

Skrypt powoduje, że w TeXShopie otwiera się aktualnie edytowany w TextWranglerze plik, kompiluje się i odświeża/otwiera podgląd. Tylko niech mi ktoś jeszcze powie, jak ten skrypt wywołać przy zapisywaniu pliku to już będę szczęśliwa. Niech będzie i TextWrangler, choć może zadziała i z Smultronem. Aha, skrypt oryginalnie odnosił się do BBEdita, którego nie posiadam, ale to są dwie wersje tego samego edytora, jeśli się nie mylę (jedna platna druga nie), więc nie ma problemu.

Update [13:19]

Znalazłam ciekawą funkcję w TextWranglerze: dowiązanie skryptu do dowolnego elementu Menu. Działa to tak, że skrypt musi być nazwany jak element menu, np. File•Save (• rozdziela poziomy) i zapisany w katalogu ~/Library/Application Support/TextWrangler/Menu Scripts. Można wykonać skrypt przed i/lub po wykonaniu funkcji z Menu.

Mój skrypt wygląda następująco:

on menuselect(menuName, itemName)
        return false
end menuselect

on postmenuselect(menuName, itemName)
        tell application "TextWrangler"
                set fileName to (file of text window 1) as text
        end tell
        set unixname to POSIX path of fileName
        set oldDelimiters to AppleScript's text item delimiters
        set AppleScript's text item delimiters to "/"
        -- pull the path out as a string and strip off the filename
        set pathText to unixname
        set pathList to (text items of pathText)
        set docName to last item of pathList
        set AppleScript's text item delimiters to oldDelimiters
        tell application "TextWrangler"
                save text document docName
        end tell
        tell application "TeXShop"
                activate
                open fileName
        end tell
        tell document docName of application "TeXShop"
                activate
                typesetinteractive
        end tell
end postmenuselect

i działa dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam: po zapisaniu pliku włącza się odpowiedni engine techowy i otwiera się/odświeża się podgląd w TeXShopie. Proste i genialne!

Wygląda na to, że na razie rezygnuję z pięknego i prostegu Smultrona. Chyba, że ktoś mi powie, jak zrobić w nim to samo.

Dwa programy obok siebie.

I już po wszystkim

3 komentarze

Mama pyta jak poszło.

Mówić mogłam, ale śpiewać dzisiaj jeszcze po tym wszystkim przez 2,5 h na próbie już się nie dało. Dałam radę z gardłem, choć nie było lekko. Udało nam się zorganizować mikrofon bezprzewodowy i głośniki, więc na szczęście mogłam mówić cicho i byłam dobrze słyszana w całym pomieszczeniu, mimo głośnej klimy.

Ogólnie wszyscy uczestnicy warsztatu byli bardzo zadowoleni (co wiem, bo prosiliśmy o wypełnienie anonimowe ankiet w Internecie), jeden napisał nawet specjalnie maila, żeby podziękować. Negatywnych głosów praktycznie nie usłyszeliśmy! Myślę, że to dzięki temu, że po ostatnich warsztatach w październiku też zrobiliśmy ankietę i wzięliśmy sobie różne uwagi do serca.

Czułam się spełniona bardzo po tych dwóch intensywnych dniach i czuję, że zrobiłam coś dobrego. Ok. 18–19 osób dzięki nam zaczęło swoją przygodę z LaTeX-em! I w dodatku dotarło do nich, jak to działa. A my mieliśmy dla nich dużo czasu i bardzo często podchodziliśmy do nich i na każde pytanie odpowiadaliśmy indywidualnie. W sumie warsztaty trwały, odejmując przerwy, 10 godzin!

Jestem też troszkę dumna z siebie, bo – jakby na to nie patrzeć – warsztaty prowadziłam po niemiecku! Herman, mój kolega, z którym te warsztaty robiłam, też nie jest Niemcem, lecz Rosjaninem. I oboje daliśmy radę. Podobno praktycznie bez błędów językowych, co mi bardzo schlebia. Na foliach tym razem nie było absolutnie żadnych błędów właśnie językowych, bo się postaraliśmy o porządną korektę. Kolega sprawdzał ok. 160 folii przez prawie dwie godziny, ale było warto. Prezentacja oczywiście zrobiona w LaTeX-u, w klasie beamer

Cieszę się, bo jeszcze udało nam się czterem osobom zainstalować TeX-a w trakcie warsztatów, tak, że wszystko działało, łącznie z edytorem. Na dwóch pc (Win) i na dwóch maczkach. Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy się nie przeprosić z TeX Shopem, którego odrzuciłam tak dawno temu.

Klawiaturka dotarła, ale mysz...

2 komentarze

Koniec przygody z zepsutą klawiaturką, Apple dało mi nową i już na niej klikam. Jakaś taka nawet mi się przyjemniejsza wydaje... miększa i cichsza, może złudzenie. Tylko boję się podłączać do niej cokolwiek na usb, żeby się znowu nie zepsuła. :P

Tymczasem... przestała mi działać mysz, którą sprezentował mi mój ukochany Brat. Mysz jest bezprzewodowa, radiowa. Nadajnik działa, bo mruga, ładowanie przez dodatkowy kabel usb też działa, bo światełko w myszy pod rolką się wtedy świeci, ale nie działa chyba „optyka” – tzn. nie świeci się ta lampka czerwona, którą mysza skanuje powierzchnię, no i nie działa connect – naciskam przycisk na nadajniku, niebieska lampka na nim zaczyna mrugać, naciskam przycisk na myszy, a tamta lampka mruga nadal... Nie wiem, o co chodzi. Szkoda mi tej myszy, bo jest naprawdę fajna. Fakt, że noszę ją codziennie w plecaku, może się czymś przygniotła niechcący? Najwyraźniej moja mysz musi być odporna na takie rzeczy. Nie wiem, co robić teraz, chyba ma gwarancję, no ale, żeby ją zrealizować, musiałabym jechać do Polski. A ja myszy potrzebuję w zasadzie codziennie, odkąd mam zewnętrzny monitor. Teraz pożyczyłam jakąś od mojego Ukochanego, ale on też potrzebuje codziennie.

Co do klawiatury

2 komentarze

Sprawa z klawiaturą mam nadzieję dobiega końca – wczoraj mój Ukochany zaniósł ją do Gravisa, a oni niemal bez oglądania stwierdzili od razu, że teraz klawiatur się już nie naprawia tylko natychmiast wymienia, więc za kilka dni powinnam mieć nową. :) Fajnie, że to tak prosto można załatwić. Zadzwonią, jak już ją będą mieli (jest niestandardowya, znaczy amerykańska (int'l), więc muszą ją specjalnie zamówić w Apple.

Prosty trick audio

1 komentarz

Tą notkę piszę już drugi raz, bo zmieniłam sobie układ klawiatury i zamiast kliknąć +Z, żeby coś cofnąć, nacisnęłam +Y, które w moim Camino włącza historię. I cała piękna notka przepadła.

W najbliższy piątek będę zdawać ustny egzamin z Cyfrowych Mediów. Do każdego wykładu jest dostępny Podcast, jednak ja nie mam szans odsłuchać wszystkich do piątku, bo dopiero wczoraj zaczęłam się uczyć. Nie muszę również znać wszystkich 30 tematów/wykładów, a tylko trzy wybrane przeze mnie. Ale dobrze mieć ogląd przynajmniej w kilku najważniejszych.

Kolega podpowiedział mi, jak on odsłuchał wszystkie wykłady, oszczędzając czas: przyspieszył tempo utworów, bez zmiany wysokości głosu docenta. Sprawdziłam – otworzyłam program Audacity, który jest darmowy i międzyplatformowy, zaimportowałam jeden z wykładów. Potem zaznaczyłam cały „utwór” +A i wybrałam efekt: Change Tempo..., wartość ustawiając na +20%. Tym sposobem z 90 minutowego wykładu oszczędza się około 15 minut (ciut mniej). Mój kolega przyspieszał tempo o 30%, ale dla mnie – osoby, dla której niemiecki jest językiem obcym – byłoby to niemal nie do zrozumienia. Owszem, można wyłapać każde słowo, ale jest to nieco stresujące i trzeba się ogromnie koncentrować, a efekt może nie być taki dobry.

No to ja wracam do nauki.

PS: Jeśli ktoś nie widzi dobrze powyższych skrótów klawiaturowych: brakującym znaczkiem jest jabłko.

Klawiatura makowa a USB

4 komentarze

Od około miesiąca używam, oprócz wbudowanej w laptopa klawiatury, również zewnętrzną, applowską klawiaturę na USB. Klawiatura posiada na tylnej ściance również dwa gniazda USB. I tu zaczyna się problem, bo – jak się dowiedziałam – mimo, iż jest to nowy produkt, oba gniazda są w wersji USB 1.1 a może i 1.0, nie wiem, w każdym razie nie 2.0. W instrukcji do klawiatury nie ma mowy o tym, co wolno tam wtykać, a co nie. Najwyraźniej jednak ładować myszy bezprzewodowej przez kabel USB nie wolno. U mnie skutkuje to natychmiastowym problemem ze spacją i znakiem łącznika „-”. Przestają one działać, lub działają, jak chcą. Czasem nacisnę spację raz, a dostaję kilka odstępów. Co gorsza, gdy już odkryłam, że fakt podłączenia czegokolwiek do tych gniazd klawiaturowych i działania klawiszy ma ze sobą coś wspólnego, i odłączyłam wszystkie kable USB z tyłu, klawiatura nadal nie działała. Poprzednim razem trwało to kilka dni, teraz – zaledwie kilka godzin – jak widzicie, jestem w stanie robić odstępy. Jednak nie wszystko ciągle działa, jak powinno. W tej chwili nie działa kombinacja lewego  (jabłka) i spacji do zmiany języka klawiatury, lub też lewej „wanny” (klawisza alt), jabłka i spacji. Nie pamiętam, na ile działało to wcześniej, ale chyba tak. Widocznie trzeba jeszcze odczekać.

Tymczasem problem z tymi USB jest całkiem poważny, bo na laptopie mam tylko dwa gniazda. Obecnie w jednym jest klawiatura, w drugim nadajnik do bezprzewodowej myszy. Jak się rozładuje bateria w myszy, to trzeba ją podłączać (niezależnie od nadajnika) przez kabel USB do ładowania. To już trzy gniazda. A co z drukarką? Co z ew. USB-Stickiem, dyskiem zewnętrznym itd.? Chyba trzeba będzie jakiś HUB kupić, bo inaczej to nie będzie działać. Nadajnik do myszy chyba mogę podczepić pod klawiaturę, drukarkę chyba też, bo ma swoje źródło prądu, choć ona ma kabel USB 2.0, więc szkoda spowalniać przekaz informacji.

Jobs o DRM

2 komentarze

Trafiłam, chyba przedwczoraj, gdzieś w Internecie na linka do artykułu napisanego przez samego Steva Jobsa, na temat DRM i rozpowszechniania utworów drogą elektroniczną. Jobs przedstawia w artykule swoją (a więc i Apple'a) pozycję w tej kwestii. Bardzo ciekawe. Podaje konkretne dane i fakty, choć bez źródeł. :( Ale jeśli są prawdziwe to dają wiele do myślenia.

iPhone i Keynote

3 komentarze

Obejrzałam sobie wczoraj w całości ostatnią prezentację Keynote poprowadzoną przez Steve'a Jobsa z Apple Inc. (tak, tak, to już nie Apple Computer Inc.!). Muszę powiedzieć, że to fascynujące doświadczenie. Każda sekunda dopracowana do persfekcji, ale też widać, że Jobs potrafi prowadzić takie przedstawienia (poradził sobie dobrze nawet w chwili, gdy przestał mu działać pilot do zmiany slajdów). Do ostatniej chwili o najnowszym produkcie nie wiedział nikt, poza wąskim kręgiem zainteresowanych. Z tego, co wyczytałam w Internecie, pracownicy firmy Apple musieli nawet kłamać w pewnych sytuacjach, żeby ich plany nie wyszły na światło dzienne.

W związku z rosnącym od miesięcy napięciem prezentacja nowego produktu (przepraszam, trzech! kto oglądał, zrozumie) iPhone była wielkim sukcesem. Mi osobiście kojarzyła się z koncertem Michaela Jacksona (M: "I love you", Publiczność: "Uuuu...", M: "I love you", Publiczność: "Uuuu..."), tylko tu wyglądało to mniej więcej tak:
Jobs: A na koniec chciałbym pokazać jeszcze trzy nowe produkty...
Publiczność: Uuu...
Jobs: iPod z panoramicznym ekranem do filmów video...
Publiczność: Uuu...
Jobs: Rewolucyjny telefon komórkowy...
Publiczność: Uuu...
i tak dalej. Co zdanie wzbudzał wrzask, oklaski, entuzjazm. Widać było, że połowa widowni robi zdjęcia swoimi... komórkami.

Niewątpliwie pod względem marketingowym prezentacja jest ogromnym sukcesem, ale i ogromną, wysublimowaną reklamą dla Apple. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak niesamowicie Jobs potrafił sterować publicznością na swoją modłe tak, że wszyscy najchętniej całowaliby go po stopach (choć na koniec "jedynie" miał owacje na stojąco, które zresztą szybko uciszył chcąc przedstawić osoby wśród widowni, które przyczyniły się do powstania iPhone). Potrafił wywołać w publiczności entuzjazm pokazując funkcje, które od dawna istnieją w telefonach komórkowych (np. to, że wyłącza się muzyka, gdy ktoś dzwoni).

Jakie jest moje zdanie o iPhone po obejrzeniu prezentacji? Mam mieszane uczucia. Wszelkie plusy telefonu można przeczytać w Internecie lub obejrzeć w tej (nieco długiej, ale naprawdę ciekawej) prezentacji, więc może skupię się na moich osobistych uwagach:

  • Telefon nie nadaje się do użytku dla osób o długich paznokciach, m.in. ze względu na funkcję powiększania zdjęć przy pomocy dwóch rozsuwających się palców.
  • Telefon nie nadaje się do pisania po omacku: a więc żadne smsy w kieszeni nie wchodzą w grę.
  • To oznacza również absolutny brak dostępności dla osób niewidomych, chyba, że Apple szykuje dla nich jakąś inną metodę obsługi niż dotykowy ekran (przycisków telefon ma cały jeden).
  • Jak to już napisał autor bloga praegnanz.de telefon jest tak bajerancki, a przez to tak drogi, że strach go będzie nosić w kieszeni, żeby go nie stracić w jakiś sposób. Niektórzy mówią, że to nie jest argument, że obecne telefony też są tyle warte i jakoś się o nie nie boimy. Mi się jednak wydaje, że iPhone jest większą atrakcją w tej chwili niż "porównywalne" telefony innych marek.
  • Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie np. przeglądarka stron internetowych (oczywiście specjalna wersja Safari), która pozwala na wyświetlenie całej strony i dwuklikiem palcem powiększenie wybranego jej fragmentu do rozmiaru czytelnego dla człowieka.
  • Ciekawa jestem bardzo, jak będzie działać klawiatura do pisania SMS-ów. Na klawiaturce standardowej z klawiszami numerycznymi nauczyłam się już pisać bardzo szybko i bezwzrokowo. Pisanie bezwzrokowe na ekranie odpada już — to wiadomo. Czy będzie można pisać szybko? Sam Steve Jobs podczas prezentacji pisał SMS-y/maile trafiając w literki jedynie palcem wskazującym prawej ręki. Czy to efektywna metoda?...

Chętnie bym sobie obejrzała takiego iPhone'a, u nas będzie jednakże dostępny dopiero pod koniec tego roku. Nie wiem, na ile jest sens się na niego decydować lub nie.

Jeszcze jedno pytanie pozostaje otwarte: jak w obliczu tak bajeranckiego ...iPoda będzie w najbliższych miesiącach się utrzymywać sprzedaż właśnie iPodów bez telefonu. No bo przecież iPod klasyczny nie ma takiego fajnego ekranu panoramicznego i nie można z niego zadzwonić, ani przeglądać stron internetowych...

Zadanie dla *ksowców, ja nie potrafię

13 komentarzy

Może pomożecie? Chodzi o to: mam instalację TeX-a (TeX Live) w katalogu /usr/local/texlive. Do wszystkich plików binarnych tej dystrybucji są zrobione piękne symlinki w katalogu /usr/bin. A ja chcę teraz potestować inną dystrybucję (MacTeX + iInstaller), która niestety nie zmieniła mi automatycznie tych symlinków. Jest ich kilkadziesiąt. Potrafię je wylistować ze szczegółami (ls -lisa /usr/bin | grep lrwx | grep texlive), ale to wszystko. Chciałabym albo je usunąć albo zmienić seryjnie ich pliki docelowe (katalog /usr/local/teTeX/bin/powerpc-apple-darwin-current).

Jak? A przede wszystkim jak mądrze i w miarę możności automatycznie.

Przeglądarka PDF-ów z odświeżaniem

1 komentarz

Hurra, nareszcie znalazłam przeglądarkę do PDF-ów na Mac OS X-a, która automatycznie odświeża dokument zmieniony na dysku. W dodatku jest mała, prosta i darmowa (chyba na licencji GNU). I otwiera pliki na całą szerokość ekranu, tak, że wszystko dobrze widać (w przeciwieństwie do domyślnego programu Preview). Nazywa się PDFView.

Porządek na komputerze

16 komentarzy

Chciałabym zrobić małą ankietę: ciekawi mnie, w jaki sposób porządkujecie i utrzymujecie [względny] porządek w swoich plikach na dysku oraz w mailach.
Czy macie jakieś stałe „procedury”, jak traktujecie nowe pliki, żeby o nich nie zapomnieć, jak sortujecie maile, żeby na pewno nie przeoczyć nic ważnego.
Czy raczej stosujecie zasadę w mailach, że wszystko, co nie wymaga akcji ląduje w koszu?
W szczególności, jeśli ktoś używa Maca, czy korzystacie z funkcji typu przydzielanie plikom etykiet, komentarzy lub tzw. folder actions? A jeśli tak, to w jaki sposób?
Jaką macie strukturę katalogów? Od najbardziej ogólnych do szczegółowych, czy np. na najwyższym poziomie pojedyncze katalogi z pomieszanymi kategoriami? Napiszcie, co tylko przyjdzie Wam do głowy w tym temacie.

A po co mi to wszystko? Żeby nauczyć się czegoś nowego, a może porównamy wszyscy swoje doświadczenia i wyniknie z tego coś optymalnego i uniwersalnego? Ja jestem teraz na etapie porządkowania maili i plików w moim katalogu domowym. I w mailach już mniej więcej opanowałam bałagan, opiszę w wolnej chwili, choć jeszcze nie działa to na 100%.

I jeszcze jedna ankieta: kto z Was używa papierowy terminarz/kalendarz, a kto na komputerze, a kto w ogóle?

Apple Mail – obudzony do życia

2 komentarze

Miałam ogromny problem z programem Apple Mail po reinstalacji systemu. Po kliknięciu na ikonę „nowy mail” musiałam czekać ok. 10 minut (sic!), zanim otworzyło się okno, przy czym cały program był w stanie zawieszenia. Podobnie działo się często, gdy chciałam po prostu przeczytać jakiegoś maila. Pojawiało mi się „Loading message...” i ładowało i ładowało i ładowało. Trochę denerwująca sytuacja, szczególnie, że miałam ostatnio i mam mnóstwo mailowej roboty (m.in. w związku z chórem, ale o tym w innym poście).

Ale coś mnie tknęło. I skojarzyłam, że do mojego Keychain nie zostały automatycznie zaimportowane certyfikaty systemowe, a tylko te prywatne. Po pół godzinie szukania root-certificate dla moich certyfikatów mailowych i wkopiowaniu ich do X509Anchors wszystko zaczęło działać jak dawniej.

Ale weź się, kurczę, człowieku domyśl, że chodzi o certyfikaty, jak Ci się program mailowy zawiesza!

Niech żyje Macintosh!

4 komentarze

:))))))

Instalacja polegała na tym, że:

  1. Przy włączonym systemie wsadziłam płytkę instalacyjną, wybrałam „Install” i potem „Restart”.
  2. Komputer uruchomił się automatycznie z płyty
  3. Wybrałam rodzaj instalacji („Archive & Install”)
  4. Kliknęłam coś w stylu „OK” i poszłam pod prysznic.
  5. Jak wróciłam to kończyły się kopiować pliki.
  6. Pojawiła się ikonka kota, którą ustawiłam sobie jakieś dwa tygodnie temu, moje imię i nazwisko i pod spodem prośba o wpisanie hasła. Starego hasła.
  7. Po wpisaniu hasła włączył się mój profil, mój koci pulpit, mój dock ze wszystkimi programami, Internet, programy startowe, automatycznie ustawiła się z Internetu godzina, zachowały się profile sieciowe, i mogę uruchomić wersję Triala Adobe InDesign (a taki był cel całej operacji).
  8. Nie mam TeX-a. Ale to już jutro.
  9. Idę spać.

Zdecydowałam się

Dodaj komentarz

Zabieram się za reinstalację systemu. Trzymajcie kciuki. :)

PS: Jutro LaTeX-Workshop termin nr 2. Folie odświeżone, 20 folii/70 stron usuniętych. :)

Kawa, koniec historii

Dodaj komentarz

Odebrałam moje baby, jak to określił pan z serwisu, jestem biedniejsza o 330 € i bogatsza o polską (a raczej amerykańską) klawiaturę (przedtem miałam niemiecką). Fajne uczucie jak już nie trzeba zgadywać, gdzie są poszczególne klawisze. No i polska klawiatura jest znacznie lepiej przystosowana dla programistów i webdesignerów i latexowców.

Tymczasem wyruszam zaraz nad jedno z okolicznych jeziorek, żeby nabrać jeszcze trochę kolorków, odpocząć od upału w chłodnej wodzie i oderwać się od rzeczywistości.

PS: Dziś zapalam świeczkę dla pewnego wspaniałego psa, który rozweselił nie jeden mój dzień w ostatnich miesiącach. Choć nie mieszkał ze mną, każdy dzień, kiedy go widziałam był od razu piękniejszy. [']

Kawka, epilog czesc druga

17 komentarzy

330€. Tyle mnie kawka piatkowa kosztowala. Chyba musze szukac dodatkowej pracy.

←Wcześniejsze wpisy

www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos