joanna.ludmila@googlemail.com :
Hura, mój Harry Potter już dotarł. Przed chwilą przyszedł kurier z przesyłką z amazon, a nawet z dwiema, druga dla sąsiadki. amazon.de dał gwarancję, że dostarczy książkę dziś do 18, a gdyby to się nie stało to by była w prezencie. Szczerze mówiąc wolałam, żeby przyszła dzisiaj, niż żeby była za darmo :) no i się udało i jest. Dwie godziny przed upływem terminu. No to znikam. 
Wskazówka: mieszkam w Berlinie i nie zamawiałam przez amazon.de do Polski lecz do Niemiec właśnie. Gwarancja dotyczyła wyłącznie dostawy w obrębie Niemiec. Za książkę zapłaciłam 18,90 EUR, dostawa DHL-em za darmo. W Polsce książkę można zamówić przez Internet np. w EMPIK-u.
Warto być członkiem stowarzyszenia. A już na pewno Dante e.V., czyli niemieckiej grupy użytkowników TeX-a. Wczoraj przyszedł list z biuletynem i TeX Collection 2007, a dzisiaj rano obudził mnie listonosz dzwoniący do drzwi, z całkiem dużą paczką, która nie mieściła się do skrzynki. Okazało się, że w paczce jest książka. Alphabetgeschichten von Hermann Zapf, czyli Historie „alfabetowe” Hermanna Zapfa. Jest to jego autobiografia, skupiająca się na pismach, które stworzył. Książka jest przepięknie wydana, na specjalnie do tego celu stworzonym papierze, oprawiona w granatowe płótno. Okazuje się, że nakład wyniósł 2200 egzemplarzy i nie będzie dostępny w księgarniach – została stworzona specjalnie dla Linotype, a dzięki Hermannowi Zapfowi, który całość nakładu dla Dante sfinansował jest ona dostępna również dla członków stowarzyszenia.
Książka jest przepiękna, kolorowa, ma mnóstwo ciekawy rysunków liter, pism itp. Na razie tylko ją wstępnie przejrzałam, ale już widzę, że dużo się będę mogła z niej nauczyć i być może stanie się ona źródłem inspiracji dla mnie, oczywiście typografia w książce jest doskonała.
Wyjeżdżam jutro na wakacje. Najpierw dwa dni w Gdańsku, gdzie po ośmiu latach spotkam się moją Babcią, która była w Stanach. Mam zamiar też zamienić mój stary dowód osobisty na nowy, choć termin mam dopiero w przyszłym roku. Następny tydzień spędzę w Warszawie odwiedzając Tatę i różnych znajomych, np. Maćka, wybieram się też na imprezkę do mojej przyjaciółki w Podkowie Leśnej.
Potem będzie tydzień jogi w Broku nad Bugiem z Joga!Centrum Adama Bielewicza. Jadę już na trzeci obóz z nimi i już się cieszę. Też bardzo na Taniec Serca, prowadzony przez Olę Mieszczanek, i na pyszne wegetariańskie jedzenie.
A potem znowu do Gdańska spędzić trochę czasu z Rodzinką i nacieszyć się Babcią. :)
A na koniec wakacji wybieram się na festiwal „Regałowisko” do Bielawy. Szczególnie się cieszę na koncert Vavamuffin. Widziałam ich już raz tu w Berlinie, mam też jedną płytę. Grają naprawdę dobrą, ciekawą muzę. Na ich stronie jest swoją drogą fajny flash. Można sobie „potworzyć” muzykę.
A propos muzyki, to, Automacieju, robiłam dzisiaj zakupy w Rossmanie i nagle słyszę, że jakiś męski głos między regałami bezbłędnie i przepięknie gwiżdże „Summertime”. I to nie jakiś tam fragment, tylko naprawdę dużą część utworu. I się uśmiechnęłam.
Zaczepił mnie dzisiaj facet, jak jadłam frytki, pyta się, czy lubię bajki. Ja na to, że tak. A bo on pisze bajki dla dorosłych, o ekologii. I wyciąga książkę. Pokazuje, otwiera. Przerobił bajki, które wszyscy znamy na swoje potrzeby i dorzucił ekologiczny wątek. Książka wydana oczywiście na makulaturowym papierze, ale ładnie. I rozprowadza ją sam, zagadując ludzi, bo przez księgarnie to by było za drogo. Za dużo chcą prowizji. Pytam, ile chce za tą książkę, a on mówi, że cena jest 9€ dla tych, którzy sobie na to mogą pozwolić, a jak ktoś nie ma to ile może. Bardzo mnie zaintrygował, szczególnie, że tematem się interesuję nie od dziś. I bajkami, i ekologią. :) Kupiłam, choć nie miałam 9 euro. A książeczka jest nawet całkiem gruba. Pogadaliśmy chwilę i poszedł, a ja wróciłam do moich frytek na plastikowym talerzyku...
Właśnie zamówiłam. Mam nadzieję, że tłumaczenie wewnątrz książki będzie piękniejsze niż tłumaczenie tytułu. Oglądałam przykładowy rozdział i wygląda dokładnie jak w oryginale. A to już obiecujące.
Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki po angielsku. I się zachwycam i uczę.
Przyjdzie mi niestety trochę poczekać, zanim dostanę książkę do łapek, bo zamówienie zagraniczne przerosło moje możliwości i książka będzie na mnie czekać w Gdańsku. Ale wierzę, że warto.
Dzisiaj już mniej zajmowałam się moimi prezentacjami. Zaczęła się oficjalnie konferencja i było kilka ciekawych wykładów. Dzisiejsze perełki:
Tutaj muszę powiedzieć, że Michał przedstawił bardzo ciekawy temat. Coś, co chodziło za mną od dawna i coś, co od dawna zaczyna się robić dla mnie konieczne. Pokazał Subversion, która – jak powiedział – jest następcą CVS-u. Nie znałam do tej pory ani jednego, ani drugiego.W tej chwili siedzę na Walnym Zebraniu Członków Polskiej Grupy Użytkowników Systemu TeX. Polega to na tym, że co jakiś czas trzeba oderwać rękę od klawiatury i podnieść do góry. :) Ale jestem członkiem i czuję się w obowiązku na te zebrania raz do roku się wybrać. Na razie uchwaliliśmy dwie ustawy, czyli zatwierdzenie budżetu.
Pogoda się nie zmieniła. Ciągle leje. Z wieczornego ogniska nici. :(
Jutro już moja prezentacja o typografii. Ale się cieszę!
Aha, Klinika okazała się, moim zdaniem, być strzałem w dziesiątkę. Poza osobami, które zapisały się przed konferencją, zgłosiły się dziś do mnie spontanicznie dwie osoby i były zadowolone z moich wskazówek.
Skończyłam czytać. Pochłonęłam chyba w tydzień, może nawet szybciej. Dochodzę do wniosku, że z tomu na tom ta seria przestaje być dla dzieci. Po przeczytaniu zakończenia (a jak już doszłam do ostatnich stu stron to nie mogłam przestać) o trzeciej nad ranem, miałam koszmary senne. Ale muszę przyznać, że bardzo mi się ten tom przygód Harrego podobał. No i czekam na ostatnią, siódmą, część.
www.flickr.com
|