Wróciłam właśnie z tzw. TeX-Stammtisch czyli comiesięcznego spotkania TeXowców berlińskich. Takie sztamtisze są organizowane w wielu miastach Niemiec, najczęściej co miesiąc. Użytkownicy pokazują różne prezentacje, osiągnięcia, rozmawiają o problemach, rozwiązują je. Niektórzy się spotykają w knajpach przy piwku, niektórzy – jak my dzisiaj – w sali uczelnianej, co ma tą zaletę, że jest dostęp do rzutnika cyfrowego i nie trzeba się nachylać nad jednym komputerkiem w 10 osób, żeby cokolwiek zobaczyć.

Na berlińskie „kółko różańcowe”[1] wybierałam się odkąd wiem, że istnieje, czyli od mniej więcej dwóch lat... Kilka razy już nawet zapowiadałam moje przybycie i nigdy nic z tego nie wynikało. Za każdym razem coś powodowało, że nie mogę przyjechać. Tym razem nieopatrznie też zapowiedziałam (wczoraj). I gdyby nie to to chyba znowu bym została w domu, bo zmęczona jestem dosyć po nocy, którą nadrabiałam rano.

Ale zagryzłam zęby i pojechałam, i nie żałuję. Wprawdzie – tak jak mi się wydawało – berlińskie towarzystwo techowe to raczej ponuraki (a ja tak lubię się śmiać!), ale za to są wśród nich eksperci w różnych tematach, m.in. twórca pakietu pstricks – Herbert Voß. Z tego, co się zorientowałam, to on jest właśnie głównym organizatorem spotkań w Berlinie.

Herbert pokazał krótko na początku, jakie fonty o stałej szerokości istnieją w dystrybucjach TeX-owych i niektóre również skomentował. M.in. okazało się, że fonty Latin Modern Typewriter mają również wersję condensed, co wspaniale nadaje się do składu szerokich listingów, gdzie ważne jest, żeby tekst nie był przenoszony do następnej linijki (np. przy jednolinijkowych komentarzach). Z tego, co rozumiem należałoby wersję wąską włączyć przez \lcseries ale jeszcze tego nie wypróbowałam, Druga ciekawa sprawa dotycząca fontów Latin Modern Typewriter: zawierają one również kursywę, co rónież jest nie bez znaczenia przy prezentacji listingów. Ponadto – jak może niektórym wiadomo – Latin Modern doczekały się również wersji True Type (ttf), dzięki czemu można je zainstalować normalnie w systemie i używać do swoich nietechowych celów.

Inne pisma o stałej szerokości to m.in. Bera Mono (\usepackage{beramono}) oraz Luxi Mono (\usepackage[scaled]{luximono}), przy czym opcja scale może otrzymać jeszcze konkretną wartość liczbową (domyślnie .87).

Poza tym rozmawiałam jeszcze z Rolfem Niepraschkiem, który pomógł mi ostatnio wirtualnie rozwiązać pewien problem z pakietem kvoptions (w skrócie pakiet ten pozwala na przekazywanie opcji do klasy lub pakietu w postaci key=value, potrzebowałam możliwość sprawdzenia, czy wartość value jest równa czemuś i wykonywania wtedy odpowiedniej akcji). Rolf jeszcze raz obejrzał sobie moją klasę dokumentu, powiedział, żebym mu podesłała ją to mi wskaże jeszcze kilka punktów, które mogę poprawić, i dał mi kilka wskazówek co do formy pisania własnej klasy.

Za długo tam nie siedziałam, bo – jak mówię – byłam raczej zmęczona, ale cieszę się, że poszłam, bo przetarłam szlaki. Tylko męczy mnie jedna sprawa – zarówno w Polsce, jak i tutaj w środowisku techowców są właściwie głównie i w przeważającej większości [starsi] mężczyźni. Kobiety – jeśli są – to jest ich niewiele i najczęściej też są to te, które zaczynały wtedy kiedy inni, czyli w latach osiemdziesiątych. Dlatego czuję się czasem dziwnie na tych spotkaniach, myślę, że bardzo się wyróżniam. Ale co na to poradzę, że uwielbiam (La)TeX-a, interesuję się nim, chcę go poznawać, zgłębiać i używać? I w dodatku – większość z tych ludzi jest naprawdę bardzo miłych, niektórych znam po kilka lat, a niektórzy znają mnie od urodzenia (mój Tata i jego znajomy Boguś „Jacko” Jackowski ;) ) lub krótko po, i wielu z nich baardzo podziwiam i szanuję za to, co robią, i dużo się od nich uczę. No i w końcu – dzielimy tą wspólną pasję spotykając się na różnorakich kółkach różańcowych i sprawia nam to dużo radości, a dla wielu jest całym życiem. I może wtedy podziały już nie są takie ważne.


[1] Nie wiedziałam jak przetłumaczyć słowo „Stammtisch” na polski, wtedy przyszło mi do głowy właśnie owo „kółko różańcowe”, które ma coś wspólnego z użytkownikami TeX-a. Zarówno oni, jak i przedstawiciele innych grup społecznych bardzo zaangażowanych w jakiś temat, np typografowie, nieraz z taką pasją odnoszą się do przedmiotu sprawy, że zapominają o bożym świecie, a będąc w swoim [zamkniętym] gronie czują się jak ryby w wodzie i uważają, że nikt z zewnątrz ich nie zrozumie. Potrafią godzinami dyskutować o jakiś bzdurach, które takimi właśnie są dla osób „z zewnątrz”, a dla nich – całym życiem.

Film o Helvetice, mam bilety, hurra!!!!

3 komentarze

W sobotę, czyli jutro, będzie w Berlinie wyświetlany film o Helvetice. Będzie to pokaz specjalny w ramach konferencji typograficznej Typo Berlin, na którą chętnie bym się kiedyś wybrała, jak już będę Bardzo Bogatym Człowiekiem (wstęp 500-600 EUR). Mój znajomy, Adam, który ma to szczęście być na tej konferencji służbowo, załatwił mi dwa bilety.

Tak więc skaczę ze szczęścia pod sufit i jutro lecę na seans!!!

Dzięki mojemu Tacie[1] mam swoją [sub]domenkę i miejsce na serwerze. Pod adresem http://joanna-ludmila.typograf.pl typoagrafka.eu można w tej chwili znaleźć świeżo przetłumaczoną wersję mojej dotychczasowej oficjalnej strony na serwerze uczelnianym, ciut odmienionej (zdjęcie!). Wersja niemiecka również jest dostępna.

Z biegiem czasu zamierzam rozbudować mocniej tą stronkę, na razie musi wystarczyć to, co jest. Większość plików do ściągnięcia jest po niemiecku, ale kompilować się powinny bez problemu, jeśli ktoś tylko chce przetestować LaTeX-a.

Wrzucam ten wpis we wszystkie kategorie, których aktualnie dotyczy moja strona, żeby łatwiej mogli do niej dotrzeć potencjalni zainteresowani. – Już teraz można z niej ściągnąć różne moje prezentacje zrobione w LaTeX-u wraz ze źródłami.

[1] Domenka typoagrafka to prezent urodzinowy!

Warto...

2 komentarze

Warto być członkiem stowarzyszenia. A już na pewno Dante e.V., czyli niemieckiej grupy użytkowników TeX-a. Wczoraj przyszedł list z biuletynem i TeX Collection 2007, a dzisiaj rano obudził mnie listonosz dzwoniący do drzwi, z całkiem dużą paczką, która nie mieściła się do skrzynki. Okazało się, że w paczce jest książka. Alphabetgeschichten von Hermann Zapf, czyli Historie „alfabetowe” Hermanna Zapfa. Jest to jego autobiografia, skupiająca się na pismach, które stworzył. Książka jest przepięknie wydana, na specjalnie do tego celu stworzonym papierze, oprawiona w granatowe płótno. Okazuje się, że nakład wyniósł 2200 egzemplarzy i nie będzie dostępny w księgarniach – została stworzona specjalnie dla Linotype, a dzięki Hermannowi Zapfowi, który całość nakładu dla Dante sfinansował jest ona dostępna również dla członków stowarzyszenia.

Książka jest przepiękna, kolorowa, ma mnóstwo ciekawy rysunków liter, pism itp. Na razie tylko ją wstępnie przejrzałam, ale już widzę, że dużo się będę mogła z niej nauczyć i być może stanie się ona źródłem inspiracji dla mnie, oczywiście typografia w książce jest doskonała.

Pierwszy w życiu ustny egzamin

3 komentarze

Mam za sobą. Był to egzamin z Cyfrowych Mediów (Digitale Medien), uczyłam się na niego dokładnie cztery dni, bo więcej czasu nie miałam. Z około trzydziestu tematów musiałam wybrać sobie trzy i dokładnie się ich nauczyć, z czego jeden z tematów zgłębić na tyle, żeby móc o nim mówić bez pytań. Zdecydowałam się na: Manuskrypt (czyli tworzone ręcznie książki), Typografię (głównie klasyfikacja krojów pisma) i Cyfrową Typografię (czyli dokładnie mówiąc: jak są przygotowywane fonty i jak wyglądają od wewnątrz).

W pokoju obecni byli: docent, który prowadził wykłady, jednakże jest zaledwie doktorem i jakoś nie może się podpisywać pod egzaminami, więc był również profesor, który prowadzi katedrę Informatik in Bildung und Gesellschaft (Informatyka w Edukacji i Społeczeństwie) oraz asystent, który prowadził ćwiczenia do egzaminowanego przedmiotu, a podczas egzaminu pisał protokół.

Ogólnie humor dopisywał zarówno mi jak i im, weszłam bardzo pewna siebie i uśmiechnięta, mam wrażenie, że zrobiłam... dobre wrażenie od początku. Zaczęłam opowiadać o typografii, w dodatku natychmiast wplatając moją wiedzę spoza wykładu, co natychmiast zostało skomentowane :). Niewiele udało mi się powiedzieć, bo docent od razu zaczął zadawać pytania, niestety częściowo spoza tych trzech tematów, których się uczyłam, zagiął mnie na różnych datach, kiedy wprowadzono to, kiedy tamto.

Ogólnie byłam raczej zrelaksowana i roześmiana, przykułam nawet uwagę profesora, który właściwie tylko był obecny w pokoju, ale coś sobie dłubał przy swoim biurku. Widziałam, jak spojrzał na mnie, gdy odważyłam się podważyć przydatność przedstawionej na wykładzie klasyfikacji krojów pisma...

Po jakiś 25 minutach (a może i pół godzinie, nie mam pojęcia), zostałam wyproszona za drzwi..., nie minęło 10-15 sekund, a drzwi się otworzyły, kazali mi wejść i mówią, że oczywiście sehr gut, a jak były jakieś błędy to to była ich wina! O!

Na co ja jeszcze, że przygotowałam sobie coś do pokazania w trakcie egzaminu, ale że nie doszliśmy do tych tematów to pokażę teraz – i wyjęłam z kieszeni dwie czcionki, a z plecaka słownik niemiecko-polski napisany (słowa po niemiecku) frakturą, z około 1880 roku... Na to oni wstali ze swoich miejsc, profesor też już nie wytrzymał natychmiast wstał od biurka i zaczął oglądać, myślę, że byli zaintrygowani, i, że mnie zapamiętali pozytywnie. I o to mi chodziło. Bo chcę pisać w tej katedrze, jeśli się da, co najmniej pracę dyplomową, a może jeszcze Studienarbeit, a może, jak już mi się skończy umowa tutaj to też u nich pracować, bo katedra jest wyjątkowa i jak się okazuje – nasz instytut słynie z tejże katedry i tegoż profesora. Robią naprawdę fajne, ciekawe i dobre rzeczy.

No, ale to tak nawiasem mówiąc tylko.

Tymczasem opada ze mnie napięcie i zmęczenie ostatnich dni... Dziś w nocy przyjedzie moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem, rano kolejny kolega i jutro wieczorem imprezka na ćwierćwiecze...

Czego nas uczą na studiach...

Dodaj komentarz

Chciałam podzielić się z Wami moją radością. Siedzę sobie właśnie na ćwiczeniach z Digitale Medien, nie tłumaczę, bo chyba oczywiste. No i właśnie chłopak tłumaczy zawiłości typografii... Ale mam radochę! I pierwsze zadanie polega na złożeniu dowolnego (!) tekstu w InDesignie. A moja wersja Trial działa jeszcze tylko 13 dni :(, więc będę musiała chyba skończyć zadanie na uczelni, ale nic to .

Oczywiście podstawowym systemem operacyjnym na ten wykład jest Mac OS X.

Potem opowiem może więcej, bo teraz już wychodzimy chyba z sali.

...a wieczorem filmowym, który sobie zaraz zorganizuję, skoczyłam do chirurga i dałam się pociąć. A raczej wyciąć dwa pieprzyki. Mam piękne 5 szwów na brzuchu. Jeszcze nie boli, jeszcze działa znieczulenie. :)

A tak przy okazji, skończyłam dziś robić program na koncert mojego chóru. Praca nad nim zajęła mi prawie dwa tygodnie prawie codziennej, całodziennej pracy. Byłoby pewnie znacznie mniej, ale było tysiące zmian po drodze i nie dało się szybciej. Jak będzie po koncercie to pokażę, bo nawet udało mi się znaleźć kompromis między niewielką ilością miejsca (cena!) a poprawną typografią i może nawet ładnym layoutem (choć niespecjalnie oryginalnym, ale nie miałam dość przestrzeni na eksperymenty).

Wczoraj wieczorem byliśmy w kinie na Przypadku Kieślowskiego. Tu w kinie lecą teraz wszystkie jego filmy. Bardzo ciekawy film i cieszę się, że udało nam się go obejrzeć na dużym (wielkim!) ekranie.

Yogafont

Dodaj komentarz

Przeglądając strony o jodze trafiłam na font, w którym zamiast liter są przedstawione asany. Świetna sprawa, jeśli ktoś chce sobie drukować lekcje jogi. Font jest w postaci pliku ttf i jest freeware. I można go sobie ściągnąć ze stony autora.

O czym chcecie czytać? LaTeX? Typografia?

10 komentarzy

Rozważam pisanie na blogu o pewnych tematach w „głębszy” sposób, np. w postaci dłuższych artykułów/tutoriali. Na razie tematyka, jaka mi przychodzi do głowy to głównie LaTeX, który w ostatnim półtora roku stał się dla mnie narzędziem codziennej pracy. Ale też np. zagadnienia typograficzne, choć tu na razie nie czuję się aż tak kompetentna.

Dlatego chciałabym się zapytać, czy są tematy z tego zakresu (lub też innego, poruszanego przeze mnie na blogu), które chcielibyście, żebym w jakiś sposób pogłębiła? Na razie mam pomysł na opisanie, jak można fajnie robić prezentacje w LaTeXu, za pomocą klasy beamer. Jeśli macie jakieś konkretne potrzeby, to napiszcie w komentarzach, może będę mogła się tym zająć.

Typofilia? Typofobia!

3 komentarze

Trafiłam właśnie na stronę Typophile.com. No powiedzcie sami, czy przez taki layout nie można się nabawić typofobii?!

Zrzut ekranu serwisu typophile.com

W ukrytej kamerze…

2 komentarze

Dostałam dzisiaj maila od Małgosi Targosz, która nagrywała niektóre wykłady w Bachotku. W załączniku (nie mam pojęcia jak przez wszystkie serwery przeszedł mail wielkości ponad 8MB) znalazłam fragment nagrania z mojego referatu. Fajnie było się zobaczyć. I nawet nie mam takiego głupiego głosu, jak myślałam. I nawet nie wyglądam na spiętą. I nawet widać, że się dobrze bawiłam, a ów fragment dotyczył chyba najbardziej stresogennej sytuacji z całego referatu o typografii, gdy mój tata zauważył na końcu linijki na jednej folii „wiszącą literę”.
Ale wyszłam z tego z uśmiechem na ustach. Wesoło było.
Mam nadzieję, że nie tylko ja się dobrze bawiłam.

Cały wykład Małgosia chce jeszcze trochę podrasować, m.in. rozjaśnić, bo filmik jest dosyć ciemny. I wtedy ma zostać umieszczony w Internecie. Dam znać.

Zbiór zdjęć powiększył się o piękne zdjęcia Marysi Walczak, m.in. portrety.

O 7:25 wyruszliśmy z Jonathanem Kew'em pociągiem do Berlina. Gdy przyszedł do nas konduktor, okazało się, że bilet, który zakupiła dla mnie moja praca, jest wystawiony na 2.05, a nie na 3.05, więc musiałam wyskoczyć z kasy i kupić nowy. Mam nadzieję, że mi to zwrócą. :)
logo XeTeX-aAle to w sumie nie takie ważne. Miałam porządnie (przezornie) naładowaną baterię w moim Power Booku, wystarczyło na 4 godziny pracy! Postanowiłam skorzystać z faktu, że miałam spędzić 6 następnych godzin z twórcą XeTeX-a. Jonathan przekopiował źródła XeTeX-a ze swojego Power Booka (15") na mojego i mi go zainstalował. Było trochę problemów, bo XeTeX domyślnie instaluje się w dystrybucji teTeX-owej, którą też miałam. Dopiero jak zmieniłam nazwę katalogu to się udało zainstalować w dystrybucji TeX Live. Jednakże instalator stworzył niekompatybilną z najnowszą strukturę katalogów i XeTeX nie chciał zadziałać. Jonathan jest jednak niezłym hackerem, siedział nad tym, biedził się, czytał różne logi i udało mu się! Powiedział, że XeTeX będzie prawdopodobnie instalowany domyślnie już w następnej dystrybucji TeX Live. Potem bawiłam się trochę możliwościami pakietu fontspec. XeTeX daje fantastycznie możliwości. Mimo tego, że nie jest jeszcze w wersji pierwszej, już teraz może bardzo wiele. Z tego, co mówił Jonathan, trzeba jeszcze potestować i poprawić różne rzeczy, ale nie mam wątpliwości, że stworzył on coś naprawdę mądrego i równocześnie narzędzie z przyszłością.

Do obiadu były dziś poruszane wyłącznie tematy fontowe, głównie od strony technicznej, która mnie nie interesuje, więc postanowiłam z nich zrezygnować. Skupiłam się na psychicznym przygotowaniu do mojej prezentacji, która miała się odbyć po południu. Poza tym pomagałam poprawić referat Rysiowi Kubiakowi, który puszczał swoje folie z mojego komputera. Jego referat był dzisiaj jedynym, który obejrzałam. Nie to, że inne nie były ciekawe – były! Ale po prostu dziś się nie udało obejrzeć nic więcej.
Byłam też dziś aktywną lekarką naszej Bachotkowej Kliniki. Czasem wystarczyło jedno zdanie, żeby pomóc. Raz spędziłam ok. pół godziny, żeby omówić szablon do prac magisterskich z wspomnianym w poprzednim wpisie Michałem Wronką.
Im bliżej było mojej prezentacji, tym bardziej się denerwowałam. Ale, mimo dobrego przygotowania, po prostu tak jest. A widownia jest bardzo wymagająca.
Mój referat pod tytułem Typografia dla początkujących zaczął się o 17:15. Sala była pełna. Tak pełna, że ludzie musieli wnosić dodatkowe krzesła, żeby gdzieś usiąść. Dla porównania następny po moim referat odbył się w obecności chyba 5–10 osób.
Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wypadłam. Było sporo komentarzy i pytań w trakcie. Głównie od „starszych” TeX-owców, tych najbardziej wymagających. Ogólnie było dużo śmiechu. Podeszłam do tego bardzo na luzie i cieszę się, że udało mi się zachować poczucie humoru. Cały wykład został nagrany na kamerę video i chyba będzie go można skądś potem dostać (dvd?). Nie obyło się bez błędów typograficznych w mojej prezentacji, miałam jedną tzw. „wiszącą literę”, co spowodowało lawinę dyskusji, aczkolwiek z powodu tego, czy wypada, żeby tata, człowiek 20 lat bardziej doświadczony niż ja w tej dziedzinie, zwracał mi uwagę na to w trakcie referatu. O ile mnie ta jego uwaga szczerze ubawiła, bo ten błąd pokazał, że też jestem człowiekiem, a nie robotem, o tyle innym to jakoś przeszkadzało. Dziwne to było.
Ogólnie referat uważam za wielki sukces. Wiele osób mi gratulowało dobrej roboty i że potrafiłam się obronić przed „starszą bracią”.
Potem odbyliśmy jeszcze bardzo ciekawą dyskusję na temat przyszłości Kliniki TeX-owej, która już teraz okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jest kilka pomysłów na jej dalszy rozwój i na pewno będzie kontynuacja, być może w kilku formach.
Między dyskusją o Klinice a kolacją i w jej trakcie robiłam małą prezentację Maka dla wąskiego, ale bardzi zainteresowanego grona. Zadawali różne pytania, które naprowadziły mnie na jakiś trop – o czym by warto w kontekście przesiadki na Apple napisać. Ponieważ dostałam już niejedną prośbę o opisanie moich wrażeń, postaram się to zrobić w pierwszej (haha!) wolnej chwili.
Aha, odbyłam też bardzo owocną dla mnie rozmowę jako pacjent Kliniki, z Jackiem Kmiecikiem, któremu jeszcze raz bardzo dziękuję za rozjaśnienie mi dużo w głowie w temacie konwersji LaTeX->XML.

Jutro o 11, po pierwszej kawie, mam drugi mój referat na temat minimalnego przykładu. Szczegóły pewnie jutro wieczorem. Opowiem.

Dodam jeszcze, że folie z moich prezentacji w wersji źródłowej i w pdfie oraz jako artykuł, który został właśnie opublikowany w Biuletynie GUST-u, mam zamiar, jeśli KomProg się zgodzi, umieścić na stronie BachoTeX-a, więc będzie je można ściągnąć, obejrzeć, kompilować itd.

Jurek Ludwichowski otwiera konferencjęDzisiaj już mniej zajmowałam się moimi prezentacjami. Zaczęła się oficjalnie konferencja i było kilka ciekawych wykładów. Dzisiejsze perełki:

  • Jonathan Kew, Przedsięwzięcie XeTeX: skład tekstów dla reszty świata
    XeTeX umożliwia skład w (La-)TeX-u z użyciem fontów systemowych, w szczególności typu Open Type, wraz ze wszystkimi ich feature'ami. Poza tym pozwala na tworzenie unikodowych dokumentów z wykorzystaniem wszystkich funkcji kodowania. Tzn. w jednym dokumencie można pisać z klawiatury po polsku, niemiecku, chińsku, indyjsku, afrykańsku itd. bez potrzeby stosowania specjalnych texowych komend.
  • Maciej Jan Głowacki, LiTeX: mikrodystrybucja TeX-a
    Współzauczestniczyłam na prośbę Maćka w stworzeniu prezentacji. Logiem LiTeX-a stało się wg projektu Toniego Waltera piórko. Maciek poprosił mnie, żebym nagrała dla niego filmik, na którym bawię się piórkiem. Chodziło o to, żeby pokazać, jak to piórko jest lekkie i tym samym – jak lekka jest ta dystrybucja TeX-a. Fajnie wyszedł ten filmik, zrobiliśmy go na czarno-biało, a w tle puściliśmy Erykę Badu.
    Sam LiTeX wydaje mi się ciekawym pomysłem, ale dla mnie bezużytecznym, bo ogranicza się do plaina. Podoba mi się idea, że jeśli tworzy się dokument przy pomocy LiTeX-a, można automatycznie wciągnąć do katalogu dokumentu wszystkie używane pakiety, fonty itp., żeby uruchomić ten dokument w dokładnie takim samym stanie na dowolnym innym komputerze (który pracuje w systemie Linux).
  • Michał Wronka, Wersjonowanie dokumentów TeX-owych w 
    Michał Wronka opowiada o SVNie Tutaj muszę powiedzieć, że Michał przedstawił bardzo ciekawy temat. Coś, co chodziło za mną od dawna i  coś, co od dawna zaczyna się robić dla mnie konieczne. Pokazał Subversion, która – jak powiedział – jest następcą CVS-u. Nie znałam do tej pory ani jednego, ani drugiego.
    Przy czym miała(-bym) pewne uwagi, co do sposobu przedstawienia tematu. Tzn. Michał przedstawiał na foliach praktycznie gołe polecenia komandlajnowe, niestety bez żadnych opisów. Co powodowało, że kompletnie nie byłam w stanie ich sobie przyswoić i skupić się na nich. (Szczególnie, że była pora popołudniowej kawy!) W związku z tym można powiedzieć, że dowiedziałam się, co jest możliwe, ale absolutnie nie dowiedziałam się, jak. Ale to przyjdzie.
  • Włodzimierz Bzyl, Piotr Bolek, Adam Dawidziuk, TeXbook po polsku
    Panowie przedstawili swój tok pracy nad polskim tłumaczeniem TeXbooka (które, nawiasem mówiąc, wczoraj sobie ze zniżką członkowską zakupiłam). Bardzo to ciekawe. I zrobili konkurs na zgadywanie literówek. Podali hasło „nie stanie” (już po korekcie) i pytali, co mogło być przed. Zgadłam. „Nie staje”. I dostałam w nagrodę Ex libris zaprojektowany przez Andrzeja Tomaszewskiego. Piękny prezent bardzo.

W tej chwili siedzę na Walnym Zebraniu Członków Polskiej Grupy Użytkowników Systemu TeX. Polega to na tym, że co jakiś czas trzeba oderwać rękę od klawiatury i podnieść do góry. :) Ale jestem członkiem i czuję się w obowiązku na te zebrania raz do roku się wybrać. Na razie uchwaliliśmy dwie ustawy, czyli zatwierdzenie budżetu.

Pogoda się nie zmieniła. Ciągle leje. Z wieczornego ogniska nici. :(

Jutro już moja prezentacja o typografii. Ale się cieszę!

Aha, Klinika okazała się, moim zdaniem, być strzałem w dziesiątkę. Poza osobami, które zapisały się przed konferencją, zgłosiły się dziś do mnie spontanicznie dwie osoby i były zadowolone z moich wskazówek.

Kolejny login ;)

3 komentarze

Pewna Pani, która niestety właśnie skasowała z premedytacją swojego bloga, namówiła mnie do założenia konta na deviantart.com. Więc na razie się zapisałam, choćby po to, żeby śledzić Jej poczynania. A jak mnie kiedyś coś najdzie, choć pewnie ten czas za szybko nie nastąpi, to znajdziecie na tej stronie może coś mojego.

Na deviancie można znaleźć wiele naprawdę pięknych prac, mogłabym godzinami siedzieć i tylko sobie przeglądać. Szczególnie zdjęcia, choć chętnie zaglądam i do typografii. Niestety w tym drugim dziale niewiele jest jak dotąd prac.


www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos