Mały prywatny wpis (rzadko się ostatnio zdarza). Miałam dziś znowu prezentację, tym razem pokazywałam mój projekt na temat „Web 2.0 – moc community”. Folie (mind mapy w LaTeX-u! wraz ze źródłami), można ściągnąć z mojej strony już. Oczywiście są po niemiecku, ale nie ma dużo słów, jest sporo obrazków.

Zaraz idę na stację metra odebrać Kasię. Z Kasią nie widziałam się 10 lat, a znamy się od zawsze. Straciłyśmy na jakiś czas kontakt, ale Kasia znalazła mnie w Internecie, o czym kiedyś pisałam. Przy okazji jej wizyty w Europie wpadła właśnie do Berlina na chwilę, żeby się ze mną spotkać i niestety już w sobotę musi wracać.

Pozwalam sobie mimo wszystko pozostawić ten wpis na zerowym poziomie, bo może ktoś będzie zainteresowany źródłami prezentacji w LaTeX-u

Dziadek ery Web 2.0 – ciąg dalszy

4 komentarze

Wspomniałam, że mój Dziadek zaczął pisać bloga. Teraz założył również galerię. Można tam znaleźć m.in. listy, które pisałam do mojej Babci w wieku lat siedmiu („i [życzę Ci], żeby Cię dziadek dobrze traktował).

Dziadek Henio robił kiedyś piękne zdjęcia, od niedawna ma aparat cyfrowy, więc mam nadzieję na nowe. No i na to, że galeria będzie rosła.

Dziadek ery Web 2.0

16 komentarzy

Mój Dziadek Henio ma 80 lat. Od kilku lat używa komputera. Na początku się wzbraniał przed Internetem, ale w końcu ma. Ma maila i używa go. Na komputerze robi niesamowite rzeczy: wskanował już kilka tysięcy obrazków, pisze w Wordzie i łączy tekst z obrazkami. Raz udało mu się zainstalować na swoim komputerze dwa różne Ubuntu :) Tak, Dziadek używa i Windowsa i Linuksa. I jestem bardzo dumna z niego. (pewnie niedługo przeczyta te słowa, bo mówi, że odwiedza czasem mojego blogaska)

Ale do rzeczy: zadzwoniłam dziś do Dziadka po długim czasie, rozmowa niestety urwała się nagle, bo rzuciłam się do biurka do dzwoniącej komórki potykając się o kabel od telefonu, który się rozerwał. Ale zanim się to stało Dziadek powiedział mniej więcej coś takiego:
„Babcia ma teraz nowe lekarstwa, one są takie trochę w wersji Beta, jak to się teraz mówi…”
No po prostu odpadłam!

Zdjęcie autorstwa mojego brata Yachoo, użyte bez jego wiedzy i zgody (jeszcze).

Pustki

9 komentarzy

6 rano jest chyba jedyną godziną w ciągu doby, kiedy na rosterze jest pusto. Ci, którzy pracują nocami już padli ze zmęczenia, a ranne ptaszki jeszcze jednak śpią, a przynajmniej jeszcze nie siedzą przy komputerze.
A mnie coś napadło i wstałam i zamierzam robić pracę domową na jutro.

Głośnie

2 komentarze

No dobra, wygląda na to, że mówię, więc za pół godziny zaczynam warsztat. Ratowałam się jakimś homeopatycznym lekiem i z dnia na dzień pomogło. Tylko katar męczy, ale dam radę.

Weekend z chórem

Dodaj komentarz

Kilka godzin temu wróciłam z Gut Gnewikow, gdzie od czwartku wieczorem pilnie ćwiczyliśmy utwory na kwietniowe koncerty. W czwartek „tylko” dwie godziny, w piątek i sobotę po osiem, dzisiaj pięć. Gardło lekko zachrypnięte, no, ale jak się dochodzi do wysokiego B... ;)

Nie obyło się bez przygód: w piątek wieczorem chcąc nastawić wodę na herbatę, obróciłam się waląc głową z całej siły w pochyły sufit. Szczęknęły mi zęby no i trochę bolało. Przez godzinę czułam się trochę dziwnie, jakby mi się mózg w głowie przesunął ;). Ale nic poważnego się nie działo, trochę pobolewała głowa. Myślałam, że się wyśpię i przejdzie, ale rano się obudziłam i nic się nie zmieniło – do tego miałam wrażenie, że cała lewa strona ciała jakby opadła z sił. Nie wiem, na ile było to wkręcanie, na ile faktyczne doznania. W każdym razie m.in. za namową koleżanek postanowiłam się skonsultować z lekarzem. Pan doktor skasował 10€ za wizytę (przyjechał, bo i tak była sobota i nigdzie by mnie nie przyjęli) i stwierdził, że było na granicy wstrząsu mózgu, ale skoro nie czułam się od razu źle to gorzej już nie będzie i mam iść dalej śpiewać i się dobrze bawić.

No to się bawiłam, nawet tańczylam wieczorem.

Czuję, że zrobiłam postępy w mojej technice śpiewania, dużo się nauczyłam przez ten weekend. Czuję, że zrobiłam postępy w wykonaniu i interpretacji utworów, które ćwiczyliśmy. Czuję, że jako chór posunęliśmy się bardzo do przodu z pracą nad aktualnym projektem.

Bardzo się cieszę z tego wyjazdu, lubię taką intensywną pracę i śpiewanie w dużych ilościach, nawet jeśli jest to wyczerpujące.

Pierwszy w życiu ustny egzamin

3 komentarze

Mam za sobą. Był to egzamin z Cyfrowych Mediów (Digitale Medien), uczyłam się na niego dokładnie cztery dni, bo więcej czasu nie miałam. Z około trzydziestu tematów musiałam wybrać sobie trzy i dokładnie się ich nauczyć, z czego jeden z tematów zgłębić na tyle, żeby móc o nim mówić bez pytań. Zdecydowałam się na: Manuskrypt (czyli tworzone ręcznie książki), Typografię (głównie klasyfikacja krojów pisma) i Cyfrową Typografię (czyli dokładnie mówiąc: jak są przygotowywane fonty i jak wyglądają od wewnątrz).

W pokoju obecni byli: docent, który prowadził wykłady, jednakże jest zaledwie doktorem i jakoś nie może się podpisywać pod egzaminami, więc był również profesor, który prowadzi katedrę Informatik in Bildung und Gesellschaft (Informatyka w Edukacji i Społeczeństwie) oraz asystent, który prowadził ćwiczenia do egzaminowanego przedmiotu, a podczas egzaminu pisał protokół.

Ogólnie humor dopisywał zarówno mi jak i im, weszłam bardzo pewna siebie i uśmiechnięta, mam wrażenie, że zrobiłam... dobre wrażenie od początku. Zaczęłam opowiadać o typografii, w dodatku natychmiast wplatając moją wiedzę spoza wykładu, co natychmiast zostało skomentowane :). Niewiele udało mi się powiedzieć, bo docent od razu zaczął zadawać pytania, niestety częściowo spoza tych trzech tematów, których się uczyłam, zagiął mnie na różnych datach, kiedy wprowadzono to, kiedy tamto.

Ogólnie byłam raczej zrelaksowana i roześmiana, przykułam nawet uwagę profesora, który właściwie tylko był obecny w pokoju, ale coś sobie dłubał przy swoim biurku. Widziałam, jak spojrzał na mnie, gdy odważyłam się podważyć przydatność przedstawionej na wykładzie klasyfikacji krojów pisma...

Po jakiś 25 minutach (a może i pół godzinie, nie mam pojęcia), zostałam wyproszona za drzwi..., nie minęło 10-15 sekund, a drzwi się otworzyły, kazali mi wejść i mówią, że oczywiście sehr gut, a jak były jakieś błędy to to była ich wina! O!

Na co ja jeszcze, że przygotowałam sobie coś do pokazania w trakcie egzaminu, ale że nie doszliśmy do tych tematów to pokażę teraz – i wyjęłam z kieszeni dwie czcionki, a z plecaka słownik niemiecko-polski napisany (słowa po niemiecku) frakturą, z około 1880 roku... Na to oni wstali ze swoich miejsc, profesor też już nie wytrzymał natychmiast wstał od biurka i zaczął oglądać, myślę, że byli zaintrygowani, i, że mnie zapamiętali pozytywnie. I o to mi chodziło. Bo chcę pisać w tej katedrze, jeśli się da, co najmniej pracę dyplomową, a może jeszcze Studienarbeit, a może, jak już mi się skończy umowa tutaj to też u nich pracować, bo katedra jest wyjątkowa i jak się okazuje – nasz instytut słynie z tejże katedry i tegoż profesora. Robią naprawdę fajne, ciekawe i dobre rzeczy.

No, ale to tak nawiasem mówiąc tylko.

Tymczasem opada ze mnie napięcie i zmęczenie ostatnich dni... Dziś w nocy przyjedzie moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem, rano kolejny kolega i jutro wieczorem imprezka na ćwierćwiecze...

Księżyca niet

2 komentarze

Księżyca, jak zapowiadali, nie widać. Niestety przyczyną jest całkowite zachmurzenie. Nici z obserwacji zaćmienia.

A miałam tą przyjemność i radość oglądać kiedyś w Austrii całkowite zaćmienie Słońca. To dopiero jest przeżycie!

Trochę nam się szyby wyginają w oknach...

3 komentarze

...ale poza tym spokojnie. Okna nowe, solidne, więc w środku jest nawet cicho. Samoloty chyba odwołane, bo już żadnych nie słychać od kilku godzin, a mieszkamy przy lotnisku. W domu ciepło, cicho, sucho, prąd jest.

To mi się jeszcze nie zdarzyło!

21 komentarzy

Kurier przywiózł dziś aparat fotograficzny, który zamówiłam dla mojego brata (na jego prośbę). Jak już kurier pojechał, otwieram pakunek, a tam — owszem Canon Powershot, ale nie S3 IS, którego chciał mój brat, lecz G7 — o niemal 100 € droższy model. Ale zapłaciłam za tańszy.

Poszperałam trochę po Internecie i wyszło na to, że ten G7 jest w zasadzie w większości aspektów lepszy od S3 IS. Ma 10, a nie 6 Megapikseli, jakiś lepszy silnik, większy ekranik, własne akumulatorki itd. Jednakże nie ma obrotowego ekraniku i zoom optyczny tylko sześcio-, a nie — jak S3 IS — dwunastokrotny. Jest znacznie mniejszy nniż S3 IS i znacznie od niego lżejszy. Ma trochę — powiedziałabym — oldschoolowy wygląd, nikt by po nim nie poznał, że ma takie bogate wnętrze, co w Polsce (sorry!) ma jednak znaczenie.

Dzwonię do brata, a brat po krótkim wahaniu kazał mi aparat wymienić na S3 IS.

I tyle historii, jutro do nich dzwonię.

I jeszcze — Emsdetten

Dodaj komentarz

Zaskakująca wiadomość: Strzelanina w szkole w Emsdetten. Zaskakująca dla mnie prywatnie/osobiście, bo spędziłam w Emsdetten, maleńkiej miejscowości na zachodzie Niemiec, tydzień. Byliśmy tam z klasą na wymianie i cudownie wspominam to miejsce, a tu taka informacja! Nie mam już za bardzo kontaktu z ludźmi stamtąd, poza jedną dziewczyną, u której mieszkałam. Chyba jej siostra jest jeszcze w wieku szkolnym, mam nadzieję, że są wszyscy cali i zdrowi.

Siedzę w domu i odsypiam

Dodaj komentarz

Jakby się ktoś pytał, a już się zaczęło (dziękuję za troskę!), to od rana siedzę w domu i odsypiam nieprzespanną noc, i nie przejeżdżałam dzisiaj przez berliński dworzec Südkreuz

Gorączki nie ma. Gardło nie boli. (HURRA!) Trochę jeszcze zawalone, ale daje radę. Lekki katar, ale trudno. Mam dużo energii i już się cieszę!

Nasz dyrygent niestety — to wiadomo już na pewno — nie będzie dyrygował podczas koncertu, co najwyżej posiedzi na widowni.

Jest dobrze

Dodaj komentarz

Po tym jak w nocy z niedzieli na poniedziałek obudziłam się w nocy z 39 °C gorączki i rano poleciałam (to dużo powiedziane — raczej doczłapałam się) do lekarza (jakie szczęście, że to tylko trzy piętra w dół i na drugą stronę ulicy!), dostałam antybiotyk. Pierwszy dzień antybiotyku prawie bez zmian w porównaniu do niedzieli, ale wczoraj czułam się już znacznie lepiej no i nie miałam w ogóle gorączki. Dzisiaj postanowiłam już wypełznąć z łóżka, bo mnie od niego wszystko boli (ile można tak leżeć!). Ale jeszcze dzielnie siedzę w domu. Nie poszłam wczoraj na próbę, ale zrobiłam próbę gardła :) i efekt nie był taki zły poza natychmiastowym nasileniem się bólu głowy. Znaczy się — da radę. Jutro idę na próbę choćby nie wiem co. I pewnie śpiewać to będę bardzo oszczędnie, ale to nieszkodzi.

Powoli zaczynam jeść coraz więcej i powoli coraz mniej mnie to boli, więc mam nadzieję, że szybko nabiorę sił. Ciekawym doświadczeniem jest niejedzenie mlecznych produktów — po prostu nie ma kiedy. Bo maks. 2 godziny przed i po antybiotyku. A biorę go trzy razy dziennie. Więc muszę wymyślać jakieś śmieszne potrawy, które są w miarę płynne, żeby dało się je przecisnąć między dwiema piłkami pingpongowymi, które są w moim gardle, np. teraz wcinam kaszę mannę gotowaną na wodzie, bez mleka, z musem jabłkowym. I jest pycha!

Przy okazji dowiedziałam się, że nasz dyrygent wylądował w weekend w szpitalu z 42 °C gorączki. Mam nadzieję, że wydobrzeje do soboty.

Ja tym czasem zajęłam się wczoraj trochę dopieszczaniem kilku programów, których używam. Opowiem, jak będę miała chwilkę, bo myślę, że to ciekawe, jak można sobie rozwiązać i uprzyjemnić używanie niektórych aplikacji, a też uporządkować pewne sprawy.

Meldunek z placu boju

Dodaj komentarz

Wygląda na to, że się rozkładam na dobre. Przed godziną termometr pokazał 38,8 °C. Więc — choć dziś zjadłam tylko kilka łyżek jogurtu i starte jabłko — łyknęłam paracetamol i zawinęłam się mocno w kołdrę. Przez godzinę ostro się pociłam, równocześnie na czole miałam chłodny kompres. I wygląda na to, że to pomogło, nawet odważyłam się (mając 0,2 °C mniej) ostrożnie się umyć (co nie jest łatwe ze względu na szwy na brzuchu) i nawe umyłam głowę. Zmieniłam sobie piżamę i wywietrzyłam pokój i czuję się lepiej. Jutro rano lekarz i pewnie się nie obędzie bez antybiotyku. Wierzę, że do koncertu, a może i próby generalnej za tydzień będę zdrowa.

Mój Ukochany, mimo tego, że też nie czuł się najlepiej, bardzo mi dźisiaj dzielnie pomagał robiąc mi herbatki, jedzenie, otwierając i zamykając okno. Bardzo mu jestem wdzięczna za pomoc, szczególnie, że widziałam, że nie jest mu łatwo.

Katar wprawdzie przechodzi...

Dodaj komentarz

Ale zaczęłam kaszleć i boli mnie gardło. A to już tydzień przeziębienia mija. Mam nadzieję, że to stan przejściowy. Od ponad tygodnia nie śpiewam, jutro „główna” próba, z orkiestrą, pięciogodzinna, a ja nie mogę wydobyć z siebie głosu. Za tydzień koncert.

W dodatku odkryłam dziś ze zdumieniem, że wszystkie trzy szwy na moim brzuchu pękły i rana się coraz mocniej wybrzusza. A do zdjęcia zostało jeszcze sześć dni, przez które wiele może się wydarzyć. Chyba będę musiała skoczyć w poniedziałek do chirurga znowu, tylko co on zrobi? Zszyje mnie znowu? Sama nie wiem, co robić. Nie chcę mieć wypukłej blizny na brzuchu. Niestety miejsce jest takie, że... no cóż, łatwo się „wybrzusza”, więc i łatwo mogą pękać szwy. Ale na drugiej ranie (dwa) trzymają się super, poza tym, że ciągle mnie tam coś swędzi idzie wytrzymać.

Update, 29.10 Obudziłam się z wysoką gorączką i ogromnym spuchniętym migdałem. Nie ma mowy o próbie, ledwo mogę dojść do drugiego pokoju.

...a wieczorem filmowym, który sobie zaraz zorganizuję, skoczyłam do chirurga i dałam się pociąć. A raczej wyciąć dwa pieprzyki. Mam piękne 5 szwów na brzuchu. Jeszcze nie boli, jeszcze działa znieczulenie. :)

A tak przy okazji, skończyłam dziś robić program na koncert mojego chóru. Praca nad nim zajęła mi prawie dwa tygodnie prawie codziennej, całodziennej pracy. Byłoby pewnie znacznie mniej, ale było tysiące zmian po drodze i nie dało się szybciej. Jak będzie po koncercie to pokażę, bo nawet udało mi się znaleźć kompromis między niewielką ilością miejsca (cena!) a poprawną typografią i może nawet ładnym layoutem (choć niespecjalnie oryginalnym, ale nie miałam dość przestrzeni na eksperymenty).

Wczoraj wieczorem byliśmy w kinie na Przypadku Kieślowskiego. Tu w kinie lecą teraz wszystkie jego filmy. Bardzo ciekawy film i cieszę się, że udało nam się go obejrzeć na dużym (wielkim!) ekranie.

Chór – się dzieje!

2 komentarze

Ostatni tydzień spędziłam pod hasłem mojego chóru – na różnych poziomach. M.in. przez cztery dni zajmowałam się składem i przygotowaniem programu na nasz koncert (4 i 5 listopada). Nie obyło się bez sytuacji stresowych, bo do mojej pracy wtrącały się osoby, których to nie powinno obchodzić i w dodatku uważały, że mają głos decydujący w sprawie...

Jednak starałam się utrzymać pion i zachować moje stanowisko i chyba się udało.

Od czwartku do wczoraj spędziłam czas na wyjeździe z moim chórem. Ćwiczyliśmy od 9 rano do 22, czasem 23 z przerwą na jedzenie i sjestę poobiednią. Było niesamowicie. Czuję, że moje gardło się otworzyło i przekroczyłam moje dotychczasowe możliwości, szczególnie, jeśli chodzi o głośność. To było totalne zaskoczenie, ale tak właśnie jest

Mieliśmy też tam spotkanie w sprawie tego programu i uważam bardzo owocne – zaraz zabieram się za naniesienie wszystkich uzupełnień i poprawek.

Poza tym mieliśmy wybory do zarządu chóru, zgłosiłam się i zostałam zaakceptowana (nie powiem – wybrana, bo kandydatów było czworo na cztery miejsca, więc nie było z kogo wybierać) i od listopada ruszam z aktywną organizacją spraw chóru.

Przesyłka

4 komentarze

Dziś rano zaglądam do skrzynki, a tam gruba koperta bez nadawcy (choć charakter pisma wskazywał na mojego Braciszka), stempel z Gdańska. W środku dred. Jeden. I zdjęcie mojego Bracholka bez włosów. :)

Spełniłam marzenie

19 komentarzy

i mam za swoje. :) Otóż zawsze miałam słabiutkie paznokcie i „kompleksy” z tego powodu. No i zrobiłam sobie dziś właśnie sztuczne, żelowe paznokcie. Miały być krótkie dosyć, ale pani się uparła, no i... muszę się uczyć pisać na klawiaturze od nowa. Jak to określił Automaciej – na płasko. :) Gorzej z pisaniem smsów, bo na komórce są malutkie przyciski.

Ale na razie daję radę. I zostają. Bo, jak mówiła moja Babcia „chcesz być piękna musisz cierpieć”. O!

Update (7.09.2006, 15:12): Skróciłam sobie wczoraj wieczorem pazurki. Za bardzo mi przeszkadzały. Teraz jest już tak, jak miało być. A piłowanie ich zajęło mi chyba ze dwie godziny... :)

Update (12.09.2006, 23:38): Obiecane zdjęcia:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Dzień dobry po wakacjach

4 komentarze

Wróciłam kilka dni temu z wakacji. Nie będę się rozpisywać, jak było. Ogólnie mówiąc świetnie i przyjechałam z nową energią do Berlina.

W tej chwili jestem tu sama, M. jest na praktykach budowlanych w Polsce i wróci dopiero za trzy tygodnie. Uczę się być sama ze sobą i muszę powiedzieć, że nie jest to łatwe zadanie z wielu powodów. Pracuję nad moimi lękami i walczę ze słabościami – mam jakiegoś wirusa układu pokarmowego i od wczoraj rana prawie nie ruszam się z łóżka. Nie jest łatwo chorować samemu. Uświadomiłam to sobie wczoraj, że zawsze w takich chwilach była ze mną moja mama i bardzo się mną opiekowała. Tymczasem teraz jestem tu sama jak palec. Całe szczęście odwiedziła mnie wczoraj przyjaciółka i została na noc. Dzisiaj już raczej będę sama.

Mam mnóstwo planów na najbliższy miesiąc i nie wiem, czy uda się wszystko zrealizować, ale się postaram. Chciałabym się bardziej zdyscyplinować i ćwiczyć codziennie jogę. Bardzo mi to dobrze robi. Tymczasem teraz jestem tak słaba, że ledwo się doczłapałam do domu z zakupami, które musiałam zrobić. W dodatku nie wiem dokładnie, co mi jest, bo moja lekarka akurat dzisiaj wyjechała z Berlina i dopiero w pn mogę się do niej wybrać.

Wakacje! (i myśli)

9 komentarzy

Wyjeżdżam jutro na wakacje. Najpierw dwa dni w Gdańsku, gdzie po ośmiu latach spotkam się moją Babcią, która była w Stanach. Mam zamiar też zamienić mój stary dowód osobisty na nowy, choć termin mam dopiero w przyszłym roku. Następny tydzień spędzę w Warszawie odwiedzając Tatę i różnych znajomych, np. Maćka, wybieram się też na imprezkę do mojej przyjaciółki w Podkowie Leśnej.

Potem będzie tydzień jogi w Broku nad Bugiem z Joga!Centrum Adama Bielewicza. Jadę już na trzeci obóz z nimi i już się cieszę. Też bardzo na Taniec Serca, prowadzony przez Olę Mieszczanek, i na pyszne wegetariańskie jedzenie.

A potem znowu do Gdańska spędzić trochę czasu z Rodzinką i nacieszyć się Babcią. :)

A na koniec wakacji wybieram się na festiwal „Regałowisko” do Bielawy. Szczególnie się cieszę na koncert Vavamuffin. Widziałam ich już raz tu w Berlinie, mam też jedną płytę. Grają naprawdę dobrą, ciekawą muzę. Na ich stronie jest swoją drogą fajny flash. Można sobie „potworzyć” muzykę.

A propos muzyki, to, Automacieju, robiłam dzisiaj zakupy w Rossmanie i nagle słyszę, że jakiś męski głos między regałami bezbłędnie i przepięknie gwiżdże „Summertime”. I to nie jakiś tam fragment, tylko naprawdę dużą część utworu. I się uśmiechnęłam.

Zaczepił mnie dzisiaj facet, jak jadłam frytki, pyta się, czy lubię bajki. Ja na to, że tak. A bo on pisze bajki dla dorosłych, o ekologii. I wyciąga książkę. Pokazuje, otwiera. Przerobił bajki, które wszyscy znamy na swoje potrzeby i dorzucił ekologiczny wątek. Książka wydana oczywiście na makulaturowym papierze, ale ładnie. I rozprowadza ją sam, zagadując ludzi, bo przez księgarnie to by było za drogo. Za dużo chcą prowizji. Pytam, ile chce za tą książkę, a on mówi, że cena jest 9€ dla tych, którzy sobie na to mogą pozwolić, a jak ktoś nie ma to ile może. Bardzo mnie zaintrygował, szczególnie, że tematem się interesuję nie od dziś. I bajkami, i ekologią. :) Kupiłam, choć nie miałam 9 euro. A książeczka jest nawet całkiem gruba. Pogadaliśmy chwilę i poszedł, a ja wróciłam do moich frytek na plastikowym talerzyku...

Kawa, koniec historii

Dodaj komentarz

Odebrałam moje baby, jak to określił pan z serwisu, jestem biedniejsza o 330 € i bogatsza o polską (a raczej amerykańską) klawiaturę (przedtem miałam niemiecką). Fajne uczucie jak już nie trzeba zgadywać, gdzie są poszczególne klawisze. No i polska klawiatura jest znacznie lepiej przystosowana dla programistów i webdesignerów i latexowców.

Tymczasem wyruszam zaraz nad jedno z okolicznych jeziorek, żeby nabrać jeszcze trochę kolorków, odpocząć od upału w chłodnej wodzie i oderwać się od rzeczywistości.

PS: Dziś zapalam świeczkę dla pewnego wspaniałego psa, który rozweselił nie jeden mój dzień w ostatnich miesiącach. Choć nie mieszkał ze mną, każdy dzień, kiedy go widziałam był od razu piękniejszy. [']

Kolejny referat

2 komentarze

Ten letni semestr wyjątkowo obrodził u mnie w różnego rodzaju wygłaszane przeze mnie referaty, wykłady, prezentacje. Tym razem zmierzę się z tematyką internetowych społeczności po angielsku. Referat robię z koleżanką Peggy i w porównaniu do wszystkich innych wygłaszanych przeze mnie w ostatnich miesiącach będzie wyjątkowo krótki. Każda z nas ma ok. 10 minut na mówienie, a potem mamy przeprowadzić 25 minut dyskusji. Ciekawa jestem, jak to wypadnie. Temat jest bliski naszemu kierunkowi studiów, a równocześnie bardzo życiowy, mam nadzieję, że ludzie się dadzą wciągnąć w dyskusję. No i ciekawa jestem, jak sobie poradzę z angielskim :).

Prezentację (oczywiście zrobioną w LaTeX-u, w klasie beamer) umieściłam wraz z plikami źródłowymi w Internecie na mojej uczelnianej stronie (na razie dostępnej tylko po niemiecku).
Ponieważ różne osoby pytały mnie o źródła moich beamerowych prezentacji, to te najważniejsze też już tam są. Jak tylko macie ochotę – ściągajcie, oglądajcie, kompilujcie. Ja w wolnej chwili postaram się dorobić polską wersję strony, to będzie łatwiej. Zastrzegam oczywiście, że zawartość (poza obrazkami – w większości) jest moim tworem, więc gdybyście chcieli je w jakiejś formie publikować to za moją zgodą. Aczkolwiek każdy ma oczywiście prawo do cytowania (z podaniem źródła).

Warsztaty masażu klasycznego

2 komentarze

Byłam dziś i idę też jutro na warsztaty masażu klasycznego, organizowane przez uniwersytet. Nauczycielem jest mój fizjoterapeuta i instruktor jogi, bardzo miły człowiek. Kurs trwał dzisiaj 6 godzin, z półgodzinną przerwą na lancz. Czuję to mocno w ciele, które jest z jednej strony zrelaksowane masażami, które ktoś ćwiczył na mnie, z drugiej strony zmęczone po masażach, które robiłam ja. Szczególnie ucierpiały plecy, kolana (bo mam z nimi problemy i nie mogę klęczeć) i – o dziwo –nadgarstki. Chyba są zesztywniałe od ciągłego pisania na klawiaturze. Ostatnio nawet bolały dwa dni.

Niesamowite jak – w sumie – niewiele nauczyliśmy się jednego dnia. Jak niewielki fragment całej sztuki masażu stanowią techniki, które pokazał nam Frank. Dzisiaj masowaliśmy tylko plecy, jutro będziemy m.in. masować twarz (już się cieszę!).

Najprzyjemniejsze w takich warsztatach jest oczywiście to, że spędza się sporo czasu leżąc i będąc masowanym. A ja to uwielbiam.

Koncert

Dodaj komentarz

Weekend minął bardzo intensywnie. Koncerty nasze były oczywiście rewelacyjne. Byłam potem tak wykończona, że w nocy z niedzieli na poniedziałek spałam 12 godzin. Mogłabym dużo opowiadać, o tym, co się działo, ale takie rzeczy lepiej opowiada się osobiście.

Jeśli macie ochotę obejrzeć zdjęcia z wyjazdu do Radevormwald i Essen oraz z niedzielnego koncertu, odwiedźcie galerię, którą przygotował Sven, mój kolega z chóru.

Wyjazd, próby i koncert

1 komentarz

Ostatni weekend spędziłam z moim chórem w okolicy Essen, codziennie śpiewaliśmy po 8 godzin. W niedzielę wieczorem odbył się nasz pierwszy koncert aktualnego repertuaru.

Więcej na temat wyjazdu może później, tymczasem kilka zdjęć mojego autorstwa. Wszystkie z poniższych zostały zrobione podczas przygotowywania hali (byłego magazynu soli) do naszego koncertu, a dokładniej podczas budowania podestów dla chóru.

Podesty

Hannah buduje podesty

Hannah

Hannah

A to zdjęcie z próby generalnej:

Próba generalna: chórzystki z Düsseldorfu

Zdjęć zrobiłam znacznie więcej i postaram się je jeszcze pokazać, ale te wydają mi się najciekawsze.

Zdjęcia można też oglądać i komentować w moim profilu na deviantart.com

Jak dobrze…

Dodaj komentarz

Właśnie pół godziny temu odetchnęłam, kończąc wygłaszać referat o ochronie danych osobowych, który przygotowałyśmy razem z~B.~(koleżanka ze Szczecina, studiujemy razem). Ostatnie dni były wykańczające psychicznie i~fizycznie, wczoraj wstałam o~6 rano i~poszłam spać o~1 w~nocy. Cały czas pracowałam nad referatem. Ale warto było. Dostałyśmy baardzo przychylne oceny, szczególnie ze względów językowych (za wymawianie wyrażeń typu „der ordentliche Instanzenzug des Verwaltungsverfahrensrechts”). Lay folii, który przygotowałam do wykładu też się wszystkim bardzo podobał. Każdy slajd miał kolorową ramkę, przy czym każda część wykładu miała inny kolo „podstawowy”, części były oddzielone od siebie planszami z~obrazkami na cały ekran, które w~jakiś sposób miały symbolizować zawartość danej części. Całość była zrobiona w~dość wysokim kontraście, bo nasza salka seminaryjna jest niestety mocno oświetlona słońcem i~folie kiepsko widać. Będzie można je niedługo ściągnąć ze strony naszego seminarium. Dam znać.

Tymczasem już jutro wyruszamy o~7:30 z~moim chórem do Radevormwald, gdzie będziemy przez najbliższe dni ćwiczyć razem z~chórem z~Düsseldorfu i~naszą orkiestrą. Po czym w~niedzielę wieczorem mamy koncert w~Zeche-Zollverein (była kopalnia) w~Essen i~w~środku nocy z~niedzieli na poniedziałek wracamy do domu.

Edit: zostawię ten wpis z pięknymi tyldami zamiast   dla potomności, żeby było widać, jaka byłam zmęczona jak to pisałam, że pomyliłam składnię LaTeX-ową z HTML-ową.

Notatki o chórze…

5 komentarzy

Od lutego tego roku śpiewam w chórze. Nazywa się Junges Ensemble Berlin. W skrócie: JEB. :) Do JEB należy jeszcze orkiestra symfoniczna i dęta.
Niemal powtarzam historię mojej mamy, która też na studiach śpiewała w chórze (niestety nie wiem, w którym.
Śpiewanie, a w szczególności śpiewanie w chórze chodziło za mną już od jakiegoś czasu. W czerwcu zeszłego roku byłam na koncercie chóru mojego uniwersytetu, wtedy jednak zabrakło mi odwagi, żeby do nich dołączyć.
Próby odbywają się raz w tygodniu i trwają 2,5 h. W tej chwili ćwiczymy trzy utwory: „Nänie” i „Gesang der Parzen” Brahmsa oraz „Die erste Walpurgisnacht” Mendelssohna.
Nie spodziewałam się, że śpiewanie w chórze oznacza taką gigantyczną i systematyczną pracę. Zdarza się, że 2–3 takty ćwiczymy po 5–10 razy. Podziwiam ogromnie naszego wspaniałego dyrygenta, Franka Markowitscha, który panuje nad naszą – obecnie pięćdziesięcioosobową – grupą. Jest w stanie wychwycić każdy najmniejszy fałsz i oddech wzięty nie w tym miejscu, co trzeba.

Za dwa tygodnie wyjeżdżamy razem z orkiestrą ćwiczyć do Radevormwald, a ostatniego dnia czeka nas występ w Zeche-Zollverein w Essen. Następne dwa koncerty planowane są na 10 i 11 czerwca w Berlinie.

Potem kilka tygodni przerwy i na początku lipca startujemy z nowym projektem. Tym razem będzie to „Paulus” Mendelssohna. A koncerty razem z chórem Cantus Domus na początku listopada.

Śpiewanie w chórze ma też tą zaletę, że poznaje się piękną klasyczną muzykę. I to dogłębnie! Do każdej nuty! Jest to dla mnie nowe, fascynujące przeżycie i odkrycie.

Byłam ostatnio w „Dussmanie” (to taki odpowiednik polskiego EMPIK-u) i przesłuchiwałam sobie płyty z utworami, które śpiewamy. A mają tam dobry sprzęt do słuchania. Rozkosz dla ucha.

Bardzo, bardzo się cieszę, że śpiewam. Czuję się spełniona. Czuję, że się otwieram, nabieram pewności siebie. Widzę, jak w przeciągu tych dwóch miesięcy, odkąd zaczęłam, zmienił się mój głos. Śpiewam głośniej i wyraźniej. Szczególnie to pierwsze jest nowością, bo zawsze miałam problem z tym, że raczej byłam cicha.

A jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem to w kwietniu przyszłego roku lecimy koncertować do Istambułu! O!

Jak już napisałam tą notatkę i chciałam opublikować to przestał działać Internet, gdy cofnęłam się na poprzednią stronę, tekstu już nie było. Na szczęście jego część miałam skopiowaną do schowka. I to jest to powyżej.

W ukrytej kamerze…

2 komentarze

Dostałam dzisiaj maila od Małgosi Targosz, która nagrywała niektóre wykłady w Bachotku. W załączniku (nie mam pojęcia jak przez wszystkie serwery przeszedł mail wielkości ponad 8MB) znalazłam fragment nagrania z mojego referatu. Fajnie było się zobaczyć. I nawet nie mam takiego głupiego głosu, jak myślałam. I nawet nie wyglądam na spiętą. I nawet widać, że się dobrze bawiłam, a ów fragment dotyczył chyba najbardziej stresogennej sytuacji z całego referatu o typografii, gdy mój tata zauważył na końcu linijki na jednej folii „wiszącą literę”.
Ale wyszłam z tego z uśmiechem na ustach. Wesoło było.
Mam nadzieję, że nie tylko ja się dobrze bawiłam.

Cały wykład Małgosia chce jeszcze trochę podrasować, m.in. rozjaśnić, bo filmik jest dosyć ciemny. I wtedy ma zostać umieszczony w Internecie. Dam znać.

Zbiór zdjęć powiększył się o piękne zdjęcia Marysi Walczak, m.in. portrety.

←Wcześniejsze wpisy

www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos