Kolory dzisiejszego wieczoru…

3 komentarze

Kolory

Trochę czasu minęło zanim udało mi się spokojnie dostać do Internetu, dlatego ostatni dzień opisuję z opóźnieniem.

Oficjalnie było to właściwie pół dnia. Konferencja została zamknięta przed obiadem. Ale zanim to nastąpiło, było jeszcze kilka ciekawych wykładów:

  • Adam Twardoch, Film dokumentalny „Człowiek czerni i bieli: Adrian Frutiger”
    Adam przedstawił piękny film o życiu i twórczości Adriana Frutigera. Oryginalny film był zrobiony w wersji niemieckiej, Adam stworzył wersję polską, tzn. dorobił polskie napisy tam, gdzie Adrian Frutiger mówił coś osobiście, i podłożył swój głos zamiast głosu lektora.
  • Robert Kaliszuk, Google Maps a społeczność TeX-owa
    Robert pokazał ciekawą koncepcję, która zapewne zostanie wykorzystana w GUSTownym portalu. Mianowicie okazało się, że można stworzyć własną stronę zawierającą mapy góglowe, na które każdy użytkownik może nanieść swoje miejsce zamieszkania i opatrzyć komentarzem. Dodawanie miejsc zamieszkania odbywa się na zasadzie podania długości i szerokości geograficznej, więc jest bardzo dokładne. Wszystkim się pomysł bardzo spodobał i prawdopodobnie zostanie on, zgodnie z zamierzeniem, dodany do stron GUST-u.
  • Joanna Ryćko, Jak zgłaszać problemy z LaTeX-em: minimalny przykład i inne zasady
    To był mój wykład, myślę, że się spodobał i zaciekawił. Ludzie chcieli, żeby został wprowadzony w życie, więc muszę to jeszcze dopracować i umieścimy to gdzieś na GUST-Portalu. Do każdego maila z Gust-L będzie dołączany link. Zasugerowałam również rozpoczęcie prac nad porządnym FAQ. Myślę, że będziemy nad tym pracować.
  • Andrzej Tomaszewski, Projekt graficzny gazety literackiej
    Na koniec można się było zrelaksować – Andrzej opowiadał, jak zwykle bardzo ciekawie, o procesie powstawania gazety literackiej, pt. „Pióro”, której numer zerowy właśnie się ukazał.

I to był koniec – Jurek Ludwichowski zamknął konferencję.

Zaraz po obiedzie miałam jechać z Maćkiem do Warszawy, jednak tata z Adamem Twardochem i Andrzejem Tomaszewskim przekonali mnie, żebym została jeszcze do wieczora. Zostałam i nie żałuję – Rysiu Kubiak poprowadził spontanicznie krótki kurs wprowadzenia do Emacsa, w którym zresztą piszę teraz te słowa. Mam nadzieję przekonać się do tego edytora. Wersja na Maca, której używam, jest nawet przyjemna dla oka. Hitem rysiowego wprowadzenia jest dla mnie nxml-mode – tryb edycji plików xmlowych, xhtmlowych i htmlowych, który pozwala na walidację w locie!

Wieczorem z ciężkim sercem i głową pełną wrażeń zapakowaliśmy się do auta z tatą, przedtem po kilka razy żegnając się z tymi szczęściarzami, którzy zostawali do rana, i wyruszyliśmy do Warszawy.

Do obiadu były dziś poruszane wyłącznie tematy fontowe, głównie od strony technicznej, która mnie nie interesuje, więc postanowiłam z nich zrezygnować. Skupiłam się na psychicznym przygotowaniu do mojej prezentacji, która miała się odbyć po południu. Poza tym pomagałam poprawić referat Rysiowi Kubiakowi, który puszczał swoje folie z mojego komputera. Jego referat był dzisiaj jedynym, który obejrzałam. Nie to, że inne nie były ciekawe – były! Ale po prostu dziś się nie udało obejrzeć nic więcej.
Byłam też dziś aktywną lekarką naszej Bachotkowej Kliniki. Czasem wystarczyło jedno zdanie, żeby pomóc. Raz spędziłam ok. pół godziny, żeby omówić szablon do prac magisterskich z wspomnianym w poprzednim wpisie Michałem Wronką.
Im bliżej było mojej prezentacji, tym bardziej się denerwowałam. Ale, mimo dobrego przygotowania, po prostu tak jest. A widownia jest bardzo wymagająca.
Mój referat pod tytułem Typografia dla początkujących zaczął się o 17:15. Sala była pełna. Tak pełna, że ludzie musieli wnosić dodatkowe krzesła, żeby gdzieś usiąść. Dla porównania następny po moim referat odbył się w obecności chyba 5–10 osób.
Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wypadłam. Było sporo komentarzy i pytań w trakcie. Głównie od „starszych” TeX-owców, tych najbardziej wymagających. Ogólnie było dużo śmiechu. Podeszłam do tego bardzo na luzie i cieszę się, że udało mi się zachować poczucie humoru. Cały wykład został nagrany na kamerę video i chyba będzie go można skądś potem dostać (dvd?). Nie obyło się bez błędów typograficznych w mojej prezentacji, miałam jedną tzw. „wiszącą literę”, co spowodowało lawinę dyskusji, aczkolwiek z powodu tego, czy wypada, żeby tata, człowiek 20 lat bardziej doświadczony niż ja w tej dziedzinie, zwracał mi uwagę na to w trakcie referatu. O ile mnie ta jego uwaga szczerze ubawiła, bo ten błąd pokazał, że też jestem człowiekiem, a nie robotem, o tyle innym to jakoś przeszkadzało. Dziwne to było.
Ogólnie referat uważam za wielki sukces. Wiele osób mi gratulowało dobrej roboty i że potrafiłam się obronić przed „starszą bracią”.
Potem odbyliśmy jeszcze bardzo ciekawą dyskusję na temat przyszłości Kliniki TeX-owej, która już teraz okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jest kilka pomysłów na jej dalszy rozwój i na pewno będzie kontynuacja, być może w kilku formach.
Między dyskusją o Klinice a kolacją i w jej trakcie robiłam małą prezentację Maka dla wąskiego, ale bardzi zainteresowanego grona. Zadawali różne pytania, które naprowadziły mnie na jakiś trop – o czym by warto w kontekście przesiadki na Apple napisać. Ponieważ dostałam już niejedną prośbę o opisanie moich wrażeń, postaram się to zrobić w pierwszej (haha!) wolnej chwili.
Aha, odbyłam też bardzo owocną dla mnie rozmowę jako pacjent Kliniki, z Jackiem Kmiecikiem, któremu jeszcze raz bardzo dziękuję za rozjaśnienie mi dużo w głowie w temacie konwersji LaTeX->XML.

Jutro o 11, po pierwszej kawie, mam drugi mój referat na temat minimalnego przykładu. Szczegóły pewnie jutro wieczorem. Opowiem.

Dodam jeszcze, że folie z moich prezentacji w wersji źródłowej i w pdfie oraz jako artykuł, który został właśnie opublikowany w Biuletynie GUST-u, mam zamiar, jeśli KomProg się zgodzi, umieścić na stronie BachoTeX-a, więc będzie je można ściągnąć, obejrzeć, kompilować itd.

BachoTeX 2006 – dzień 1. (29.04.2006)

6 komentarzy

Dzisiaj był dzień kursów dla początkujących. Dla mnie w większości minął pod znakiem przygotowywania prezentacji do moich referatów, które mam w poniedziałek i wtorek. W ramach kursów można było nauczyć się LaTeX-a (na początku, gdy jeszcze słuchałam, nie nauczyłam się niczego nowego, potem już nie słuchałam, bo byłam zajęta), ConTeXt-a (prawie nie słuchałam, nad czym ubolewam, ale służba nie drużba – przygotowywałam plakietki identyfikacyjne dla lekarzy Kliniki TeX-owej) i TeX-a. Ten ostatni wykład był baardzo ciekawy. Z jednej strony wiele rzeczy, które już znałam. Z drugiej – uporządkowałam moją wiedzę i sporo nowych rzeczy się nauczyłam. Poza wszystkim prezentacja była przygotowana bardzo profesjonalnie i sprawiło mi dużo radości po prostu słuchanie jej. Po referacie podeszłam do prowadzącego, Andrzeja Odyńca, i poprosiłam go o źródło jego wykładu, który zrobił w beamerze. Beamer jest pakietem LaTeX-owym, którego też zawsze używam do moich prezentacji. Dostałam źródła, łącznie z obrazkami i już się cieszę na to, czego mogę się z nich nauczyć.

Co do stanu moich prezentacji, to w zasadzie treść jest już cała. Potrzeba jeszcze (sporo) szlifów w wyglądzie. Mam na to jeszcze cały dzień i mam nadzieję zdążyć. Równocześnie jutro rusza klinika i mam zamiar zgłosić się do niej również jako pacjent z szablonem prac doktorskich, który używamy u nas na uczelni, i który współtworzę.

Towarzysko jest wspaniale. Co chwilę zjawiają się nowe osoby. Oficjalnie konferencja startuje jutro. Do tej pory zjawił się m.in. mój brat Jasiek i mój tata. Jest kilku Niemców i innych cudzoziemców. Ponieważ do Bachotka jechałam z Anglikiem, Jonathanem Kew'em, który zna tylko angielski, to mocno się rozkręciłam językowo. I teraz, tutaj, rozmawiam już w trzech językach – bardzo to miłe uczucie. I nawet mi się aż tak nie miesza. Nie wiem, czy będzie ognisko tradycyjne jutro, bo cały czas leje deszcz. Ale i tak jest fantastycznie!

BachoTEX – za cztery i pół godziny startuję

3 komentarze

Za cztery i pół godziny pobudka. O 6:52 wyruszam z Jonathanem Kew'em, twórcą XeTeX-a, pociągiem do Polski. Wieczorem powinniśmy zajechać do Bachotka.

Jedną prezentację o typografii mam w zasadzie gotową. Wymaga jeszcze ewentualnie dopieszczenia, dodania przejść itp., jeśli starczy na to czasu. Drugiej... jeszcze nie zaczęłam. Referaty wygłaszam w poniedziałek i wtorek. Mam nadzieję, że zdążę. Całe szczęście, że mam gotowe artykuły do tych prezentacji, to dobra podstawa. Szkoda, że czas w Bachotku będę musiała częściowo spędzić na przygotowywaniu tych wykładów, ale – jak rozmawiałam z doświadczonymi kolegami – oni też podobno zawsze kończyli prezentacje w Bachotku i, jak mówią, dopiero potem mogli się wyspać. :)

Bardzo, bardzo się cieszę na tą konferencję i wierzę, że sporo się podczas niej nauczę. Cieszę się na spotkanie wielu ciekawych, znajomych ludzi, którzy, nierzadko, mają ogromną wiedzę i doświadczenie i lubią się nimi dzielić z innymi. Poza tym cieszę się na spotkanie mojego taty i brata. Cieszę się na śpiewanie przy ognisku. I na podróż pociągiem też się cieszę!

Plecak już spakowany. Idę spać.

BachoTeX – podróż

Nie ma jak na joggerze dodać wpisu ze wsteczną datą, więc dopisuję się tutaj. Podróż do Bachotka minęła ciekawie. Spotkaliśmy się z Jonathanem Jonathan Kew, twórca XeTeX-ana dworcu Berlin Ostbahnhof. Mieliśmy miejsca w różnych wagonach, a pociąg był pełen, więc nie było szans, żeby usiąść razem. Sporą część drogi do Warszawy przespałam. Potem zwolniły się miejsca w moim przedziale i poszłam po Jonathana. Trochę rozmawialiśmy po angielsku. W Warszawie mieliśmy około 25 minut na przesiadkę. Na peronie spotkaliśmy Jeana-Michela Hufflena. Jean-Michel Hufflen Nasz pociąg miał opóźnienie około 40 minut. Gdy w końcu do niego wsiedliśmy, okazało się, że jest pełen i Jean-Michel musiał jechać osobno.
Na peronie w Działdowie zaczepił mnie jakiś człowiek, pytając, czy może jedziemy do Bachotka. Naprowadził go TeX-owy znaczek, który miałam przypięty do plecaka. To był Wojtek Łukaszewicz. Wojtek ŁukaszewiczDołączył do nas. DziałdowoPo chwili siedzieliśmy już we czwórkę w dworcowym barze, popijając kawę z filtra i zgłębialiśmy TeX-owe tajniki w różnych językach (najczęściej po angielsku). Niesamowite było dla mnie, jak jeszcze przed chwilą niemal obcy sobie ludzie siedzieli i gadali ze sobą z pasją. Fotka obok pokazuje jak było. :) Na niej akurat, o ile się nie mylę, Jean-Michel pokazywał, o czym będzie opowiadał. Po około godzinnej przerwie w podróży wsiedliśmy do osobowego do Tamy Brodzkiej, skąd odebrał nas Jurek. I tak zaczęła się dla nas konferencja BachoTeX 2006.

Balkon

7 komentarzy

No więc tak: wróciłam do domu pół godziny temu z okropnym bólem głowy i wiedząc, że w weekend wygłaszam w Bachotku dwa referaty i że do żadnego z nich jeszcze nie mam gotowej prezentacji... Ogólnie mówiąc trochę stres.

Cieplutko jest u nas, 25°C. Ustawiłam sobie wokół balkonu świeczki, zapaliłam kadzidełko, ustawiłam krzesła: jedno pod pupę, drugie pod nogi. Pociągnęłam kabel do prądu i audio do wieży. I łyknęłam paracetamol.

A teraz jest pięknie, ból głowy mija, słucham „Gesang der Parzen” Brahmsa po raz pierwszy (będziemy śpiewać ten utwór na najbliższych koncertach). Na kolanach mój pałerbuczek.

Już wiem, czemu chciałam mieć koniecznie balkon!

Kolejny login ;)

3 komentarze

Pewna Pani, która niestety właśnie skasowała z premedytacją swojego bloga, namówiła mnie do założenia konta na deviantart.com. Więc na razie się zapisałam, choćby po to, żeby śledzić Jej poczynania. A jak mnie kiedyś coś najdzie, choć pewnie ten czas za szybko nie nastąpi, to znajdziecie na tej stronie może coś mojego.

Na deviancie można znaleźć wiele naprawdę pięknych prac, mogłabym godzinami siedzieć i tylko sobie przeglądać. Szczególnie zdjęcia, choć chętnie zaglądam i do typografii. Niestety w tym drugim dziale niewiele jest jak dotąd prac.

Rozterki

16 komentarzy

Ciągle łapię się na tym, że chciałabym to i tamto opisać na joggu. Chyba mi się tęskni... tyle się zmieniło w ostatnim czasie u mnie. Tak bym chciała się czasem tym z kimś podzielić. Boję się jednak znowu uzależnienia od jogga. Na razie jeszcze nie wracam. Ale czuję, że coś wisi w powietrzu...

Ostatni wpis

13 komentarzy

Drodzy Czytelnicy

Po długich przemyśleniach i z okazji nowego roku zamykam mojego kolejnego joggera. Następnego na ten moment nie będzie, więc nie szukajcie. Przerzucam się do realu. Jeśli chcecie wiedzieć, co u mnie słychać, obejrzeć nowe foty, dowiedzieć się, jak moje postępy na studiach, jakie są moje wrażenia z Mac OS X-a to zapraszam do osobistych kontaktów. JID: ja_joanna@chrome.pl pozostaje aktualny, poza tym mój e-mail: rycko@informatik.hu-berlin.de. Jogga nie kasuję, bo stanowi część pewnej historii, poza tym może ktoś znajdzie w nim jeszcze coś ważnego dla siebie.

Chcę, żebyście wiedzieli, szczególnie Sparrow, że nie ma to nic wspólnego z tym, co się na joggerze.pl ostatnio działo. Moja decyzja ma przyczyny osobiste. Po prostu nie chcę być tylko Cyberjoanną. Chciałabym móc znowu czasem dostać prawdziwy List... A z joggerem to niemożliwe, skoro wszystko wie się na bieżąco.

Mam na ten rok kilka marzeń, które zamierzam zrealizować. Jednym z kroków jest to pożegnanie.

Będę tęsknić za joggerową społecznością. Ale przecież będę Was odwiedzać!

Dziękuję Wam i pozdrawiam.
Joanna

2 komentarze

Kocham poranki, mówiłam już?

Moc przebaczenia

1 komentarz

Lepiej, żebyś zapomniał i uśmiechał się, niż pamiętał i był smutny. Christian Rosetti
Z książki Ewy Foley Zakochaj się w życiu.

10 komentarzy

Uwielbiam noc!

Nowsze wpisy →

www.flickr.com
typoagrafka's photos More of typoagrafka's photos